Dziecko siły i marzeń
Mój syn ma siedem lat. Od dnia narodzin jego życie było związane z wózkiem inwalidzkim. Lekarze powiedzieli nam z zimną pewnością: „Nigdy nie będzie chodził”.
Dla większości rodziców te słowa brzmiałyby jak zdanie, ale dla mojego syna były jedynie szumem w tle. Dorastał nie jako ofiara swojej choroby, ale jako wojownik nadziei.
Uczył się szybciej niż większość dzieci. Pochłaniał książki, zadawał niezliczone pytania i zadziwiał nauczycieli jasnością umysłu. Ale za tą jasnością kryło się marzenie, które skrycie nosił w sercu.
Chciał biec.
Nie tylko chodzić – biec. Czuć wiatr na twarzy, słyszeć, jak ziemia dudni pod stopami, gonić horyzont jak bohaterowie jego książek. Wiedział, że to niemożliwe. A jednak… każdej nocy, przed zaśnięciem, przyłapywałem go czasem na szepczeniu do siebie, niemal jak przyrzeczenie:
— „Pewnego dnia pobiegnę”.
Cichy podziw ojca
Wyznam coś: czasami marzyłem, żeby pożyczyć od niego serce.
Bo pomimo wszystkiego, czego mu brakowało, mój syn miał coś, czego większość dorosłych szuka przez całe życie – niezachwianą wiarę w radość. Budził się każdego ranka z uśmiechem, zadawał pytania, jakby świat był pełen skarbów czekających na odkrycie, i kochał życie z pasją, która mnie pokornie napawała.
Tymczasem ja, rodzic, który powinien być silny, często zmagałem się z rozpaczą. Martwiłem się o jego przyszłość, o to, co się stanie, gdy nie będę już przy nim, żeby pchać jego wózek, kierować jego krokami, które nigdy nie nadejdą. Ale on nigdy nie wydawał się przestraszony.
To było tak, jakby wiedział coś, czego ja nie wiedziałem.
Dzień Anioła


Yo Make również polubił
Czosnek może zabić 14 różnych infekcji, o tym pewnie nie wiedziałeś.
Po pogrzebie męża zmusiłam się, żeby pójść na pierwsze urodziny mojego siostrzeńca. Ale w trakcie uroczystości moja siostra zaskoczyła wszystkich. Ogłosiła: „To dziecko jest synem twojego męża i jako jego spadkobierczyni biorę połowę twojego domu wartego 800 000 dolarów”.
„Po co być mądrym? Chłopak i tak skończy u nas pracując” – wyszeptała bogata staruszka, raniąc mojego wnuka. Uważała, że jej obelgi są ostre. Nie miała pojęcia, że po prostu cierpliwie czekam, aż dyrektor skończy swoją mowę. Bo kiedy on skończy, nadejdzie moja kolej…
Podczas ślubu panna młoda szepnęła, że coś się rusza pod jej suknią — to, co zobaczyliśmy później, zszokowało wszystkich