Mój sąsiad zaczepił mnie przy windzie.
„Wiesz, kto przychodzi do twojego domu w każdy wtorek?” – zapytała. „Zainstalowałam ukrytą kamerę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom”.
Wciąż pamiętam dźwięk drzwi windy tamtego ranka – ciche, metaliczne westchnienie, jakby sam budynek zmęczył się skrywaniem tajemnic. Szedłem do pracy, z kawą w jednej ręce i kluczami w drugiej, gdy nagle znikąd pojawiła się nasza sąsiadka, pani Caldwell.
Zawsze była typem osoby, która wnikała w sprawy wszystkich. Elegancka w sposób, który sprawiał, że czułeś się niedostatecznie ubrany, włosy upięte w schludny srebrny kok, szminka zbyt czerwona jak na dziewiątą rano.
„Dzień dobry, Emily” – powiedziała, a jej uśmiech nie sięgnął oczu. „Czy mogę cię o coś zapytać osobiście?”
Zawahałem się. „Jasne. Co się stało?”
„Czy wiesz…” Pochyliła się lekko, zniżając głos. „Kto przychodzi do twojego mieszkania w każdy wtorek po południu?”
Przez chwilę myślałem, że żartuje. Nawet się zaśmiałem – cicho i zmieszany.
„Co? O czym ty mówisz?”
„Och, jestem pewna, że to nic takiego” – powiedziała szybko, ale jej wyraz twarzy nie pasował do słów. „Po prostu… zauważyłam, że ktoś wchodzi do twojego mieszkania, kiedy cię nie ma. W każdy wtorek. Myślałam, że może masz sprzątaczkę albo przyjaciółkę”.
Zacisnęłam palce na kubku z kawą. „Nie. Nikt nie ma klucza oprócz mnie i mojego męża”.
Powoli skinęła głową, jakby potwierdzając coś, co już wiedziała.
„No cóż, może powinnaś sprawdzić” – powiedziała. „Nigdy nie można być zbyt ostrożnym, kochanie”.
Potem przyjechała winda i ona zniknęła w środku, a ja z tym zdaniem wciąż słyszałam je w głowie.
Jej słowa dręczyły mnie przez cały dzień w pracy. Przypominałem je sobie w mailach i telefonach, próbując przekonać samą siebie, że to nieporozumienie. Może pomyliła mieszkania. Na każdym piętrze były troje identycznych drzwi.
Może widziała mojego syna Daniela, jak przyjeżdżał po coś. Ale Daniel mieszkał po drugiej stronie miasta, zajęty swoją nową żoną, Lauren. Prawie w ogóle się nie pojawiał.
Kiedy wróciłem wieczorem do domu, długo stałem na korytarzu, wpatrując się w drzwi. Wszystko wyglądało normalnie – zamek, wycieraczka, nawet delikatny zapach lawendy z odświeżacza powietrza, który zostawiłem w zeszły weekend.
Wnętrze mieszkania było nieskazitelnie czyste. Zbyt nieskazitelnie czyste.
Chodziłem od pokoju do pokoju, sprawdzając szuflady, drzwi, szafy – jak głupiec goniący za cieniami. Niczego nie brakowało, nic nie było nie na swoim miejscu. A jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ktoś tu był.
Tego wieczoru przy kolacji opowiedziałam o tym mojemu mężowi Markowi.
Ledwo oderwał wzrok od talerza. „Bierzesz tę kobietę zbyt poważnie” – powiedział. „Wiesz, jaka ona jest. Ciągle szpieguje, ciągle plotkuje. Założę się, że po prostu chce zwrócić na siebie uwagę”.
„Może” – mruknąłem.


Yo Make również polubił
W restauracji mój brat powiedział: „Powinieneś być wdzięczny, że w ogóle tu jesteś”. Wszyscy się śmiali. Uśmiechnąłem się, a potem usłyszałem: „Czekaj”.
ŚMIALI SIĘ ZE MNIE PRZY ŚWIĄTECZNYM OBIADKU — A DO RANKA 52 NIEODEBRANE POŁĄCZENIA UDOWODNIŁY, ŻE NIE POWINNI TEGO BYĆ.
Sposoby na pozbycie się bólu stawów
Żart dnia: Mężczyzna dzwoni do domu, żeby porozmawiać z żoną