Były takie dni, kiedy miałam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić. Kiedy koleżanki zapraszały mnie na imieniny, odmawiałam. “Nie mogę, mama źle się czuje”. Gdy spotykałam dawnych znajomych na ulicy, wstydziłam się przyznać, że nie mam męża, dzieci, pasji, że jestem tylko “córką chorej mamy”.
Czasem w nocy płakałam w poduszkę z bezsilności i żalu do siebie – za to, że nie potrafię się postawić, za to, że nie mam odwagi wyjechać, zacząć od nowa, zostawić ją pod opieką kogoś innego. Ale rano znowu gotowałam jej zupę, zmieniałam pościel, słuchałam jej opowieści o dawnych czasach.
Ostatnie miesiące były najtrudniejsze. Mama coraz bardziej gasła. Coraz częściej mówiła, że “już pora odejść”. Siedziałyśmy razem wieczorami, a ja czułam, jak w środku narasta mi lęk – co będzie, gdy jej zabraknie? Przecież poza nią nie miałam już nic.
Brat pojawił się kilka razy, przywiózł kwiaty, ulubione czekoladki, zrobił sobie z mamą selfie do rodzinnego albumu. Widziałam jej radość, widziałam, jak dla niego potrafi się uśmiechać nawet przez łzy.
Gdy mama zmarła, wszystko wydawało się nierealne. Przez kilka dni chodziłam po mieszkaniu, jakby jej duch unosił się w powietrzu. Sprawy formalne załatwiałam machinalnie – telefon do brata, organizacja pogrzebu, tysiące drobiazgów, które tylko przesłaniały żałobę. Wydawało mi się, że to koniec – że przynajmniej teraz będę mogła spokojnie odpocząć, zastanowić się, co dalej zrobić z własnym życiem.
Wtedy brat zaprosił mnie do kancelarii notarialnej.
– Mama zostawiła testament – powiedział chłodno, unikając mojego wzroku.
Nie byłam zaskoczona – mama była zawsze uporządkowana, zawsze wszystko zapisywała w zeszytach, rachunkach, kalendarzach. Sądziłam, że podzieli mieszkanie po równo albo nawet, że zostawi je mnie, skoro to ja byłam z nią na co dzień.
Kiedy notariusz przeczytał treść testamentu, poczułam, jak świat usuwa mi się spod nóg. Cały majątek – mieszkanie, oszczędności, nawet biżuteria po babci – wszystko przypadło mojemu bratu.
“Za opiekę, miłość i wdzięczność dla syna” – czytał urzędnik, a ja słyszałam własny puls dudniący w uszach.


Yo Make również polubił
Upokorzyła mnie podczas prezentacji za milion dolarów – a potem klientka potajemnie napisała mi SMS-a: „Wyjdź na zewnątrz. Twój menedżer zaraz dostanie niespodziankę”.
W poranek Święta Dziękczynienia obudziłam się i zastałam dom całkowicie pusty. Mój syn i synowa polecieli na Hawaje beze mnie. Nie płakałam, tylko po cichu zadzwoniłam do firmy przeprowadzkowej. Pięć dni później odebrałam 180 nieodebranych połączeń.
Grillowana kofta w piekarniku
Żona dzwoni do męża.