Jej zaproszenie na randkę w ciemno w Boże Narodzenie zostało odrzucone, aż do momentu, gdy mała dziewczynka zapytała: „Czy możesz zostać moją nową mamą?”
W Wigilię na ulicach Bostonu padał gęsty i cichy śnieg, tłumiąc zwykły miejski hałas pod miękką, białą ciszą. Migoczące światełka otulały latarnie, a z otwartych drzwi sklepów dobiegały kolędy – widok, który Laya Hart wyobrażała sobie dzielić z kimś, kto naprawdę chciał tam być z nią.
W Green Lantern Bistro ciepło pulsowało niczym bicie serca. Okna zaparowały od kontrastu między mroźną nocą a upałem, jaki panował, gdy w jednej przytulnej przestrzeni tłoczyło się zbyt wielu ludzi. Restauracja była pełna. Rodziny zajęły każdy stolik, na krzesłach wiszą zimowe płaszcze. Dzieci śmiały się między kęsami makaronu i czosnkowego pieczywa. Pary pochylały się nad wspólnymi talerzami, muskając palcami, a kieliszki do wina brzęczały w delikatnym blasku świec.
Laya stała tuż za drzwiami, strzepując z włosów kilka uporczywych płatków śniegu. Jej szmaragdowozielona sukienka, starannie dobrana na ten wieczór, delikatnie opinała jej figurę, a kolor podkreślał jej niebieskie oczy. Zbyt długo zastanawiała się nad tą sukienką. Zbyt długo kręciła włosy w miękkie blond fale i trzykrotnie zmieniała kolczyki przed lustrem w łazience. Zbyt długo przypominała sobie, że nie jest głupia, wciąż mając nadzieję.