Kobieta spojrzała na niego, jakby oszalał.
„Co ty mówisz, dziadku? Nie mamy żadnych promocji ani akcji charytatywnych. Sprzedajemy tylko chleb, nie dowozimy go pod same drzwi” – warknęła.
Starszy mężczyzna wyszedł ze sklepu jeszcze bardziej przygnębiony. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej się niepokoił. Nie odważył się nawet dotknąć chleba – a co, jeśli coś w nim było? A co, jeśli ktoś próbował go otruć?
Czwartego ranka postanowił zrobić coś innego. Wyjął z pomieszczenia gospodarczego starą kamerę wideo, tę samą, której kiedyś używał podczas spotkań rodzinnych, i ustawił ją tak, by filmowała werandę.
A kiedy obejrzał nagranie tego ranka, serce o mało mu nie stanęło. Na ekranie wyraźnie widać było małego drona, który bezszelestnie zbliżał się do jego domu o czwartej nad ranem, zawisał nad werandą, ostrożnie zrzucił torbę z chlebem i odleciał.
Starszy mężczyzna zamarł. Wszystko stało się jeszcze bardziej przerażające: to już absolutnie nie był sąsiad ani pracownik opieki społecznej. To było coś innego.
Drżącymi rękami zebrał swoje rzeczy i poszedł na komisariat. I wtedy usłyszał coś strasznego.
Tam, po pokazaniu nagrania, ledwo potrafił wytłumaczyć, co się dzieje. Funkcjonariusze wymienili spojrzenia, a jeden z nich cicho zachichotał:
„Bierzesz udział w eksperymencie, moja droga”.
Okazało się, że nowy startup chciał przetestować nietypowy system dostawy pieczywa. Jego adres, przypadkiem, znalazł się w ich bazie danych klientów.
Kilka dni wcześniej, sprawdzając pogodę na telefonie, emeryt przypadkowo kliknął reklamę i zapisał się na miesięczną subskrypcję na dostawę pieczywa.
Nie mógł pojąć, jak to się stało. Wyglądało na to, że po prostu „nacisnął zły przycisk”. W rzeczywistości jednak zapisał się na subskrypcję próbną.
Kiedy starzec usłyszał wyjaśnienie, albo odetchnął z ulgą, albo wpadł we wściekłość. Zwrócono mu pieniądze i anulowano subskrypcję, ale niepokój pozostał.
A jednak nie czuł smaku chleba, który miał w domu. Wyglądał zbyt złowieszczo.


Yo Make również polubił
22 produkty spożywcze toksyczne dla psów – chroń swojego psa! 🐕❌
Podczas rodzinnego obiadu mój mąż rzucił papiery rozwodowe na stół. „Podpisz to. Mam dość twojej żałosnej, wiejskiej miny”. Jego matka zadrwiła: „Mój syn jest teraz dyrektorem. Zasługuje na coś lepszego”. Uśmiechnęłam się, podniosłam telefon i wykonałam jeden telefon. „Wypełnij”. Potem spojrzałam mu prosto w oczy. „Prawdopodobnie nie wiesz… że twoje stanowisko dyrektora istnieje, bo ja je zatwierdziłam”. Zamarł. „C… co mówisz?” Spokojnie odłożyłam telefon. „Mówię… że jesteś zwolniony”.
Podczas rodzinnego obiadu mój mąż rzucił papiery rozwodowe na stół. „Podpisz je. Mam dość patrzenia na twoją żałosną, podrzędną gębę”. Jego matka zachichotała okrutnie. „Mój syn jest reżyserem. Zasługuje na kogoś o wiele lepszego od ciebie”. Uśmiechnęłam się delikatnie i uniosłam telefon. „Dalej”. Potem wbiłam w niego wzrok. „Zdajesz sobie sprawę… twój tytuł dyrektora istnieje tylko dlatego, że ja go zatwierdziłam?” Zesztywniał. „C-co masz na myśli…?” Odłożyłam telefon z idealnym spokojem. „Chodzi mi o to: jesteś zwolniony”.
9 babcinych sposobów na pozbycie się robaków jelitowych (szybkie i skuteczne).