Następnego ranka Graves zarządził wspólne ćwiczenia. Nowy zespół, pracujący z jego weteranami. To były ćwiczenia z ostrą amunicją. Panował chaos. I wszystko poszło nie tak.
Rykoszet. Wysoki, cienki jęk, po którym następuje mokry łomot i krzyk.
Rekrut upadł, trzymając się za szyję. Cała drużyna spanikowała. Mężczyźni wyszkoleni na zabójców zamarli, krzycząc i wskazując palcami. Krew lała się z ramienia chłopca, tuż poniżej obojczyka. Krwotok tętniczy. Miał może dziewięćdziesiąt sekund.
Graves krzyczał rozkazy. „Odsunąć się! Medycy, zostańcie na obwodzie!”
Nie słuchałem. Już się ruszyłem. Pobiegłem w stronę strzelaniny, która nie ustawała. Uklęknąłem obok rekruta, a mój świat skurczył się do rany. Krew była gorąca i śliska.
„Naciskaj!” krzyknąłem do mężczyzny obok, który gapił się na mnie szeroko otwartymi oczami. „Tutaj! Naciskaj! Mocno!”
Rozerwałem swój zestaw. Moje dłonie pracowały z szybkością i precyzją, które wydawały się obce, niczym wspomnienie mięśni z innego życia. „Zacisk. Gotowi. Na miejsce. Już!”
Zacisnąłem tętnicę. Wyciek zmienił się w ciemną maź.
Cisza. Strzelanina ucichła. Krzyki ucichły. Jedynym dźwiękiem były urywane oddechy rekrutów.
Graves wpatrywał się we mnie. Jego twarz była blada, oszołomiona. „Gdzie nauczyłeś się tej procedury?”
Nie podniosłem wzroku, już nakładałem opatrunek bojowy. „Jemen” – powiedziałem lekko, a mój głos przebił się przez dzwonienie w uszach. „Pod pańskim starym znakiem wywoławczym, panie. Orzeł 2”.
Odskoczył, jakby go postrzelono. „Skąd, do cholery, znasz to nazwisko?”
W końcu podniosłam wzrok, nasze spojrzenia spotkały się z jego spojrzeniem nad rannym żołnierzem. „Bo to ja cię opatrywałam, kiedy zostałeś uderzony w ramię”.
Zamarł. Widziałem, jak wspomnienia go zalewają. Eksplozje. Smak palącego piasku. Głos z radia, spokój w środku piekła. Zostań ze mną, Komandorze. Zostań ze mną.
To ja. Od samego początku. Byłem przy nim w najgorszym momencie, w chwili, gdy myślał, że umrze. I go uratowałem.
Cofnął się o krok. „Shaw?” wyszeptał.
„Tak, proszę pana” – powiedziałem.
„Myślałem… myślałem, że nie żyjesz.”
Uśmiechnęłam się do niego smutno i ze zmęczeniem. „Byłam. Przez jakiś czas”.
Ustabilizowaliśmy i ewakuowaliśmy rekruta. Reszta zespołu po prostu stała, wpatrując się we mnie w oszołomionym milczeniu. Logan, ten ciekawski, podszedł do mnie ostrożnie. „Doktorze… to prawda? Byłeś z Zespołem 4?”
Spakowałem apteczkę, założyłem zacisk i wytarłem zakrwawione rękawiczki szmatką. „Dawno temu”.
„Dlaczego nikomu nie powiedziałaś?” – naciskał.
Wstałem, zarzucając na ramię ekwipunek. „Bo niektóre rzeczy lepiej zostawić w ukryciu”.
Ale Graves nie odpuszczał. Po treningu odciągnął mnie na bok, ściskając moje ramię z lekkim bólem. „Musimy to omówić. Oficjalnie”.
Pokręciłem głową, zmęczony. Strasznie zmęczony. „Nie ma o czym mówić. Byłem tam. Ty odszedłeś. Przeżyłem. Koniec historii”.
„To nie koniec!” Jego głos się podniósł, łamiąc się od emocji, których nie potrafiłam nazwać. Wina? Wściekłość? „Jesteś odznaczonym weteranem wojennym, pracującym jako kontraktor pod fałszywym nazwiskiem! To problem!”
Spokojem odpowiedziałam na jego intensywność. Lód wrócił, osłaniając mnie. „To będzie problem tylko wtedy, gdy ja go zrobię. A nie zrobię”.
Znów złapał mnie za ramię, tym razem mocniej. „Riley. Czemu się chowasz?”
Szarpnęłam ręką. „Bo już nie jestem tą osobą!”
Ale tak było. I oboje o tym wiedzieliśmy.


Yo Make również polubił
Jak przyspieszyć wzrost roślin? Sekret tkwi w jednej łyżeczce!
Sprytny sposób na rozmrożenie zamrażarki bez jej odłączania
Dlaczego warto pić sok z selera? 6 korzyści potwierdzonych badaniami
Domowe pączki: Jeśli masz 1 jajko, mąkę i mleko, możesz przygotować te pyszne, super puszyste pączki!