
Kapitan marynarki wojennej zażartował na temat rangi młodej kobiety w prostej koszulce polo w obecności ponad czterdziestu oficerów, po czym zamilkł, gdy ta spokojnie wyciągnęła identyfikator ochrony z czerwoną obwódką i przedstawiła się: „Dowódca JSOC”.
Ross rozmieścił swoich SEALsów w strefie obronnej, wykorzystując skalisty teren jako osłonę. Diana pracowała u boku sanitariusza, nakładając opatrunki uciskowe na najcięższe rany i podając morfinę marynarzom, którzy byli na tyle przytomni, by krzyczeć. Jej dłonie były śliskie od krwi, a mundur przemoczony, ale nie przestawała pracować, bo przerwanie oznaczało śmierć.
Siły wroga przegrupowały się szybciej, niż Diana się spodziewała.
Ogień z broni automatycznej zaczął rozłupywać skały wokół nich, a kule trzaskały nad głowami z odgłosami przypominającymi rozwścieczone szerszenie. Zespół Rossa odpowiadał ogniem metodycznie, oszczędzając amunicję. Każdy strzał był celowany, a nie rozpylany.
„Pułkowniku!” krzyknął Ross, przekrzykując odgłosy strzelaniny. „Mamy ruch z rozbitego helikoptera. Wygląda na to, że część załogi przeżyła, ale wrogowie zbliżają się do nich. Jeśli im nie pomożemy, zostaną schwytani lub zabici”.
Diana spojrzała w stronę rozbitego helikoptera, widząc postacie oddalające się chwiejnie od wraku. Potem spojrzała na rannych żołnierzy SEAL, którzy potrzebowali jej ochrony.
Podzielenie jej sił osłabiłoby obie pozycje. Pozostanie w konsolidacji oznaczałoby pozostawienie załogi helikoptera na pastwę losu.
Podjęła decyzję, której obawiał się każdy dowódca: wybrała między złymi i jeszcze gorszymi opcjami.
„Ross, weź trzech ludzi i idźcie do tego helikoptera” – rozkazała. „Ja tu zostanę z resztą sił. Masz trzy minuty, zanim przyleci Rescue One”.
Ross nie tracił czasu na kłótnię.
Złapał trzech żołnierzy SEAL i pobiegł w kierunku rozbitego samolotu, poruszając się chwiejnie – jedna para osłaniała, podczas gdy druga szła naprzód, przeskakując otwarty teren, podczas gdy kule goniły ich.
Diana podniosła leżący karabin SEALsa, sprawdziła komorę i upewniła się, że jest załadowany. Rozpoczynała ten dzień z zamiarem przeprowadzania wywiadów i analizy danych. Teraz walczyła o życie na somalijskiej plaży, broniąc rannych marynarzy, podczas gdy helikopter ratunkowy pędził w ich stronę.
Ogień wroga nasilił się, a siły wroga zdały sobie sprawę, że ich cel zaraz ucieknie. Diana strzelała kontrolowanymi seriami, nie dążąc do precyzyjnych trafień, lecz zmuszając atakujących do trzymania głów w dole. Obok niej pozostali żołnierze SEALs utrzymywali zdyscyplinowany ogień, którego wyszkolenie było widoczne w każdym ruchu, każdym strzale.
Porucznik Caldwell, ranny, ale przytomny, doczołgał się do pozycji Diany.
„Pułkowniku, muszę panu coś powiedzieć” – powiedział. „Nasza misja była zagrożona od samego początku. Wywiad mylił się we wszystkim. Co do siły wroga, obrony okrętów, elementów wsparcia. Ktoś nas wrobił”.
„Wiem” – odpowiedziała Diana między strzałami. „Komandorze Dalton. On manipulował informacjami wywiadowczymi od miesięcy. Teraz jest w areszcie”.
Wyraz twarzy Caldwella wyrażał szok zmieszany ze wściekłością.
„Pierwszy oficer?” – zapytał. „Wysłał nas tu, wiedząc, że wpadniemy w zasadzkę?”
„Twierdzi, że nie miało to skutkować ofiarami” – powiedziała Diana, a w jej głosie słychać było całą pogardę, na jaką zasługiwało to stwierdzenie. „Myślał, że po prostu utrudnia operacje, nie zdając sobie sprawy, że drobne problemy w walce okazują się zgubne”.
„Dwóch moich kolegów z drużyny zginęło przez niego” – powiedział Caldwell, a jego głos drżał z emocji. „Jackson i Morrison… zginęli za prezentację strategii korporacyjnej”.
Diana nie miała odpowiedzi, która by zaspokoiła tę wściekłość. Po prostu strzelała, walczyła, starała się uchronić kolejnych marynarzy przed śmiercią.
Dźwięk łopat wirnika stawał się coraz głośniejszy.
Rescue One zbliża się szybko. Porucznik Hudson rozpędza swój samolot do maksymalnej prędkości pomimo ostrzału naziemnego, który z każdą sekundą nasilał się.
Diana odpaliła granaty dymne, oznaczając strefę lądowania fioletowym dymem, który unosił się na nadmorskim wietrze.
„Ross?” zawołała przez radio.
„Pułkowniku, zabezpieczyliśmy załogę śmigłowca” – odpowiedział Ross. „Dwóch pilotów, jeden szef załogi – wszyscy ranni, ale mobilni. Wracamy na waszą pozycję”.
„Odmowa” – powiedziała Diana. „Jedź prosto na lądowisko. Rescue One jest w drodze. Musisz być na miejscu, kiedy przyleci. Będziemy tuż za tobą”.
Śmigłowiec zszedł w kontrolowanym zderzeniu, płozy mocno uderzyły w plażę, a fale wirnika wzbiły burzę piaskową, która zapewniła chwilowe ukrycie. Z kurzu wyłonił się oddział Rossa, niosąc na plecach załogę śmigłowca. Wszyscy skierowali się do otwartych drzwi, gdzie szefowie załóg już wciągali ludzi na pokład.
Diana chwyciła dwóch nieprzytomnych SEALsów za uprzęże i pociągnęła ich w stronę helikoptera z siłą zrodzoną z desperacji. Pozostali ranni marynarze kuleli lub czołgali się, wszyscy poruszali się pomimo bólu i obrażeń, bo pozostanie w miejscu oznaczało śmierć.
Kule przebijały cienką powłokę śmigłowca, wybijając dziury, z których wyciekał płyn hydrauliczny. Pilot krzyczał ostrzeżenia o awarii systemów, o konieczności natychmiastowego odlotu lub o tym, że w ogóle nie będzie mógł odlecieć.
Diana i Ross wrzucili na pokład ostatnich rannych marynarzy, po czym sami wskoczyli do wody akurat w chwili, gdy Hudson ruszył do akcji, wznosząc się w górę i wykonując gwałtowny zwrot, który zepchnął wszystkich na podłogę, tworząc plątaninę ciał i sprzętu.
Wrogi ogień ścigał ich, smugi przecinały popołudniowe niebo. Przez straszliwą chwilę Diana myślała, że im się nie uda – że helikopter zostanie zestrzelony, że wszyscy na tej plaży zginą.
Ale Hudson był utalentowanym pilotem, latającym na wytrzymałym samolocie.
Samolot MH-60 oddalił się od strefy śmierci. Jego systemy zawiodły, ale silniki wciąż pracowały, wirniki nadal się kręciły. Samolot przewoził ładunek wyczerpanych marynarzy, którzy krwawili, w stronę bezpiecznego miejsca.
Diana leżała na podłodze helikoptera, wokół niej leżeli ranni żołnierze SEAL, a w powietrzu unosił się nieodparty zapach krwi, paliwa lotniczego i kordytu.
Włączyła radio i nawiązała połączenie z Centrum Operacyjnym Pearl Harbor.
„Tu Burke” – powiedziała. „Mamy SEAL Team Four. Sześciu ocalałych z ośmiu. Wielu rannych, dwóch w stanie krytycznym. Odzyskaliśmy również załogę Rescue Two – trzy osoby, wszyscy ranni. Lecimy do Camp Lemonnier na leczenie. Misja zakończona sukcesem – ale było blisko. Bliżej, niż powinno być”.
Głos Barretta był pełen emocji.
„Rozumiem, pułkowniku” – powiedział. „Mamy w pogotowiu zespoły medyczne. Dalton jest w areszcie. Aegis Solutions International jest badane przez władze federalne. To koniec”.
„To jeszcze nie koniec” – odpowiedziała Diana, patrząc na rannych marynarzy wokół siebie, myśląc o dwóch, którzy nie przeżyli, i o czternastu, którzy zginęli w poprzednich operacjach. „To dopiero początek. Cały ten system trzeba zburzyć i odbudować. Zbyt wielu ludzi zginęło, bo pozwoliliśmy, by instytucjonalne zaniedbania się narastały”.
Helikopter mknął po popołudniowym niebie, niosąc ładunek ocalałych ku temu, co miało nastąpić. Za nimi linia brzegowa Somalii cofała się, a wraz z nią bezpośrednie zagrożenie. Ale przed nimi czekały trudniejsze bitwy – reforma instytucjonalna, rozliczanie, trudna praca, by do takiej zdrady nigdy więcej nie doszło.
Diana zamknęła oczy, pozwalając, by ogarnęło ją zmęczenie. Jutro będzie pisać raporty, zeznawać w sądach wojskowych, toczyć biurokratyczne batalie, aby wprowadzić zmiany, których rozpaczliwie potrzebowała flota wojenna.
Ale dziś sprowadziła marynarzy do domu.
Nie wszystkie. Nigdy wszystkie.
Ale dość.
To musiało wystarczyć.
…
W ośrodku medycznym Camp Lemonnier w Dżibuti panował zapach antyseptyków i specyficzna, sterylna atmosfera, charakterystyczna dla wszystkich szpitali wojskowych, niezależnie od tego, czy znajdowały się w San Diego w Niemczech, czy w zakurzonej bazie amerykańskiej na Rogu Afryki.
Diana siedziała w poczekalni, a na jej mundurze wciąż widniała zaschnięta krew z akcji ratunkowej na plaży sprzed sześciu godzin. Odmówiła leczenia ponownie otwartej rany na ramieniu, dopóki nie ustabilizuje się stan wszystkich uratowanych marynarzy. Decyzja, która spotkała się z aprobatą ratowników medycznych, ale sprawiła, że czuła się, jakby cała jej lewa strona płonęła.
Porucznik Caldwell wyszedł z sali operacyjnej pierwszy, z nogą owiniętą świeżym bandażem pod pożyczonymi spodenkami marynarki wojennej, poruszając się o kulach z determinacją kogoś, kto nie daje się utrzymać w miejscu. Zauważył Dianę i podszedł do niej, siadając na sąsiednim krześle z grymasem na twarzy.
„Lekarze mówią, że zachowam nogę” – relacjonował. „Sześć miesięcy rekonwalescencji, może rok, zanim znów będę mógł operować”.
Wziął głęboki oddech.
„Dwóch nieprzytomnych mężczyzn – bosman Bennett i komendant Walsh – jest w stabilnym stanie. Krytycznym, ale stabilnym. Na pewno dadzą sobie radę”.
Diana poczuła napięcie, o którym nie wiedziała, że odczuwała lekkie wyzwolenie.
„A załoga helikoptera z Rescue Two?” – zapytała.
„Posiniaczony, poobijany, z jedną złamaną ręką” – powiedział Caldwell. „Ale żywy. Samolot Hudsona jest naprawiany na lotnisku. Obsługa techniczna twierdzi, że znów będzie latał, nawet jeśli będzie wyglądał jak ser szwajcarski. Naliczyli ponad sześćdziesiąt dziur po kulach w systemach niekrytycznych”.
Jego wyraz twarzy pociemniał.
„Pułkowniku, czy to prawda?” zapytał. „Komandor Dalton celowo naraził nasze dane wywiadowcze na szwank?”
„Tak” – potwierdziła Diana. Nie było sensu łagodzić prawdy. Caldwell i jego zespół wykazali się brutalną szczerością. „Został zwerbowany przez prywatnego kontrahenta wojskowego, aby morskie operacje specjalne wydawały się mniej skuteczne. Chcieli wywrzeć presję na prywatyzację – pokazać, że siły rządowe potrzebują uzupełnienia prywatnym personelem. Twoja misja od początku była skazana na porażkę”.
Dłonie Caldwella zacisnęły się na kulach, aż kostki palców zrobiły się białe.
„Dwóch moich kolegów z zespołu zginęło, bo ktoś chciał udowodnić słuszność biznesplanu” – powiedział. „Jackson i Morrison – zginęli za prezentację i prognozę zysków. To właśnie mi mówisz”.
„Zginęli, ponieważ komandor Dalton podjął decyzje, które stawiały jego przyszłe zatrudnienie ponad wasze życie” – powiedziała Diana. „Ale ich śmierć będzie miała znaczenie. Cała ta struktura dowodzenia jest poddawana gruntownej przebudowie. Śledztwo wykracza poza Daltona, obejmuje Aegis Solutions International i każdego oficera, którego zwerbowali lub skompromitowali. To, co stało się z waszym zespołem, zapobiegnie temu, by stało się to samo z innymi”.
„Czy tak się stanie?” zapytał Caldwell.
Na jego młodej twarzy malowało się zmęczenie wykraczające poza jego wiek.
„Ile razy słyszeliśmy to, gdy coś pójdzie nie tak?” – kontynuował. „Dochodzenia. Reformy. Nowe protokoły. A potem, sześć miesięcy później, wszyscy zapominają i wracamy do tych samych starych systemów”.
To było słuszne pytanie, które Diana zadawała sobie przez całą swoją karierę. Pamięć instytucjonalna była krótka, a biurokratyczna inercja potężna. Reformy ogłaszane z wielkim rozgłosem często zamierały w trakcie wdrażania, udaremniane przez menedżerów średniego szczebla, którzy woleli znane porażki od niepewnych zmian.
„Dlatego nie odejdę, dopóki zmiany nie zostaną wprowadzone” – odpowiedziała Diana. „Niezalecane. Nieproponowane. Wdrożone. Wpisane do programów szkoleniowych, włączone do kryteriów awansu, stanowiące część definicji sukcesu w tym dowództwie”.
Spojrzała mu w oczy.
„To zajmie miesiące, może lata” – powiedziała. „Ale to się stanie”.
Major Holly Pierce pojawiła się w poczekalni z tabletem w ręku, a jej wyraz twarzy świadczył o tym, że od wielu godzin zajmowała się zarządzaniem logistyką kryzysową.
„Pułkowniku, admirał Montgomery wraca z Pearl Harbor” – powiedziała. „Chce pełnego raportu w ciągu dwóch godzin. Biuro Prokuratora Generalnego wszczęło również formalne postępowanie przed sądem wojskowym przeciwko komandorowi Daltonowi. Proszą o pańskie zeznania, a także o analizę dr Webba i oświadczenia wszystkich marynarzy zaangażowanych w zagrożone operacje”.
Diana wstała, jej ciało wyraziło protest przeciwko ruchowi, przypominając jej, że nie ma już dwudziestu pięciu lat i że rekonwalescencja po walkach z każdym rokiem trwa dłużej.
„Powiedz admirałowi Montgomery’emu, że będę gotowa” – powiedziała.
Zwróciła się do Caldwella.
„I, Pierce” – dodała – „dopilnuj, żeby porucznik Caldwell i jego zespół zrozumieli, że nie są tylko świadkami w sądzie wojskowym. Są uczestnikami reformy instytucji. Ich głos ma znaczenie dla naszej odbudowy”.
Caldwell spojrzał na nią, a część rozpaczy w jego oczach została zastąpiona czymś, co mogło być nadzieją, a może determinacją.
„Czego pan od nas potrzebuje, pułkowniku?” zapytał.
„Prawdę” – powiedziała Diana po prostu. „Za każdym razem, gdy widziałeś coś złego, ale milczałeś. Za każdym razem, gdy protokół zmniejszał twoje bezpieczeństwo zamiast je zwiększać. Za każdym razem, gdy ranga była wykorzystywana do uciszania uzasadnionych obaw. Potrzebuję, żebyś ty i marynarze tacy jak ty byli gotowi mówić niewygodną prawdę niewygodnej publiczności. Czy potrafisz to zrobić?”
„Tak, proszę pani” – odpowiedział Caldwell bez wahania. „Za Jacksona i Morrisona. Za każdego marynarza, który zginął, bo ktoś nie miał odwagi przeciwstawić się złemu systemowi – powiemy prawdę”.
Diana opuściła ośrodek medyczny i udała się do tymczasowego centrum dowodzenia, które utworzono w przebudowanym budynku administracyjnym, aby zarządzać rozwijającym się śledztwem. W ośrodku w Dżibuti panował ruch: śledczy Marynarki Wojennej przesłuchiwali personel, agenci FBI badali dokumenty finansowe łączące Daltona z Aegis Solutions, a także coraz liczniejsza grupa oficerów wzywanych do złożenia zeznań na temat ich interakcji z skorumpowanym dowódcą.
Kapitan Barrett siedział samotnie w małym biurze, wpatrując się w papiery rozłożone na biurku, ale tak naprawdę ich nie widząc. Przez okno za nim flaga USA powiewała na pustynnym wietrze nad bazą, a gwiazdy i pasy ostro odcinały się na bladym niebie.
Podniósł wzrok, gdy weszła Diana, a na jego twarzy malowały się ślady nagromadzonych obrażeń w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Postarzał się o dekadę od poranka, kiedy zadrwił z niej w sali odpraw – arogancja zastąpiona została czymś znacznie bardziej ludzkim i znacznie bardziej złamanym.
„Pułkowniku Burke” – powiedział, odruchowo wstając, zanim gestem wskazała mu, żeby usiadł. „Pisałem listy do rodzin czternastu marynarzy, którzy zginęli pod moim dowództwem, próbując wyjaśnić, jak zginęli ich synowie, córki i mężowie, bo mój oficer sabotował operacje, a ja byłem zbyt ślepy, żeby to zauważyć”.
Diana przysunęła sobie krzesło naprzeciwko niego.
„Co im mówisz?” zapytała.
„Prawdę” – odparł Barrett szorstkim głosem. „Że ich bliscy zginęli, służąc pod dowództwem, który ich zawiódł. Że przeoczyłem sygnały ostrzegawcze, zignorowałem obawy, przedłożyłem własne ego nad skuteczność operacyjną. Że mi przykro. I że to przeprosiny ich nie przywrócą, niczego nie naprawią, ledwie uwypuklają skalę mojej porażki”.
Po raz pierwszy spojrzał prosto na Dianę.
„Miałeś rację dziś rano” – powiedział. „Wszystko, co mówiłeś o moim dowództwie, o moim przywództwie, o tym, jak instytucjonalna arogancja zabija ludzi – miałeś absolutną rację. I czternaście rodzin zostało zniszczonych, bo nie mogłem tego dostrzec, dopóki mnie do tego nie zmusiłeś”.
Diana przyglądała mu się uważnie, szukając obronnego gniewu lub egoistycznego usprawiedliwienia. Nie dostrzegła niczego. Tylko autentyczną rozpacz i początek zrozumienia.
To było więcej, niż udało się osiągnąć wielu dowódcom. Ale to nie wystarczyło.
„Kapitanie, łatwo jest żałować” – powiedziała. „Najtrudniej jest zdecydować, co dalej. Możesz przejść na emeryturę, wziąć emeryturę i powiedzieć sobie, że wyciągnąłeś wnioski – nawet jeśli było za późno. Albo możesz zostać i podjąć się trudnej pracy odbudowy tego dowództwa w taki sposób, aby oddawało hołd tym czternastu marynarzom, dbając o to, by ich śmierć była ostatnią niepotrzebną ofiarą, jaką poniesie ta jednostka”.
Ręce Barretta lekko drżały.
„Jak mogę zostać?” – zapytał. „Jak mogę patrzeć na marynarzy pod moim dowództwem, wiedząc, ile kosztują moje porażki? Jak mogę prosić ich, żeby mi zaufali?”
„Bycie innym” – powiedziała Diana. „Dowodzenie czynami, a nie słowami, że się czegoś nauczyłeś. Awansując oficerów takich jak komandor porucznik Carson, który próbował ci powiedzieć prawdę. Słuchając szeregowych takich jak komendant Monroe, który dostrzegał problemy, które ty ignorowałeś. Sprawiając sobie dyskomfort każdego dnia, bo to wygodni liderzy pomogli nam tu dotrzeć”.
Pochyliła się do przodu.
„Barrett, masz wybór” – powiedziała. „Możesz być przestrogą – oficerem, który poniósł porażkę i uciekł. Albo możesz być historią odkupienia – przywódcą, który poniósł katastrofalną porażkę, ale miał odwagę stawić jej czoła i stać się lepszym. Marynarka wojenna potrzebuje tej drugiej wersji. Potrzebuje jej rozpaczliwie”.
„A co jeśli znowu mi się nie uda?” – zapytał cicho Barrett.
„W takim razie ponosisz porażkę” – odpowiedziała Diana z brutalną szczerością. „Ale ponosisz porażkę, próbując zrobić to, co słuszne, zamiast ponieść porażkę, bo byłeś zbyt arogancki, by przyznać, że nie znasz wszystkich odpowiedzi. To różnica”.
Zanim Barrett zdążył odpowiedzieć, do pokoju wkroczyła kontradmirał Diane Montgomery, obdarzona talentem, który wynikał z trzech dekad służby i pewności siebie osoby, która dowodziła w czasie dwóch wojen.
W wieku pięćdziesięciu pięciu lat poruszała się z oszczędnością ruchów, co sugerowało, że każdy jej ruch był przemyślany, a każde słowo starannie dobrane. Jej khaki mundur był nieskazitelny, mała flaga USA na rękawie i rzędy wstążek nad sercem dyskretnie przypominały wszystkim w pomieszczeniu, że Waszyngton ją obserwuje.
„Pułkownik Burke. Kapitan Barrett” – powiedziała, oficjalnie witając ich oboje. „Spędziłam ostatnie cztery godziny, informując Szefa Operacji Morskich o sytuacji. Nie jest zadowolony, delikatnie mówiąc. Kongresowe komisje nadzorcze już zadają pytania. Sekretarz Obrony chce pełnego śledztwa w sprawie tego, jak prywatni kontrahenci wojskowi zdołali naruszyć bezpieczeństwo operacyjne na tym poziomie”.
Usiadła, jej wyraz twarzy był poważny.
„Ale co ważniejsze” – kontynuowała – „rodziny czternastu zmarłych marynarzy chcą wiedzieć, dlaczego zginęli ich bliscy, a ja nie mam dla nich dobrej odpowiedzi. Stwierdzenie: „Twój marynarz zginął, ponieważ nasza kultura instytucjonalna ceniła hierarchię bardziej niż kompetencje” jest niedopuszczalne. Stwierdzenie: „Twoja córka zginęła, ponieważ awansowaliśmy oficerów, którzy lepiej wyglądali, niż byli skuteczni” nie przynosi nikomu pocieszenia”.
Montgomery spojrzał prosto na Barretta.
„Kapitanie” – powiedziała – „pułkownik Burke zalecił, aby pomimo pańskich porażek dać panu szansę na poprowadzenie reform, których potrzebuje to dowództwo. Jestem skłonna się zgodzić, ale pod pewnymi warunkami”.
Spojrzała mu w oczy.
„Przejdziesz intensywne przeszkolenie dowódcze” – powiedziała. „Będziesz co miesiąc raportować wskaźniki kulturowe – ile razy młodsi oficerowie kwestionowali twoje decyzje, ile zaleceń szeregowych zostało wdrożonych, jak często przyznawałeś się do niepewności zamiast udawać wszechwiedzę. I będziesz służył ze świadomością, że przy pierwszym sygnale powrotu do starych schematów – jesteś skończony. Czy ja to rozumiem?”
„Tak, proszę pani” – odpowiedział Barrett, a w jego głosie słychać było ciężar przyjęcia ciężaru, a nie otrzymania nagrody.
Montgomery zwrócił się do Diany.
„Pułkowniku, Szefostwo Połączonych Sztabów chce, aby rozszerzył pan tę ocenę na wszystkie dowództwa operacji specjalnych” – powiedziała. „Nie tylko na marynarkę wojenną – na Siły Specjalne Armii, Marine Raiders, Siły Specjalne Sił Powietrznych. Musimy się dowiedzieć, czy tego rodzaju instytucjonalne zaniedbania i zewnętrzne kompromisy nie mają miejsca gdzie indziej”.
Diana spodziewała się czegoś takiego, choć skala zdarzenia była większa, niż przypuszczała.
„To wieloletnie przedsięwzięcie, Admirale” – powiedziała. „Będzie wymagało znacznych zasobów i personelu”.
„Będziesz miał wszystko, czego potrzebujesz” – odpowiedział Montgomery. „Bo jeśli tego nie naprawimy – jeśli pozwolimy, by arogancja instytucji i manipulacje sektora prywatnego nadal osłabiały nasze najbardziej elitarne siły – zagrozimy bezpieczeństwu narodowemu na najwyższym szczeblu. Nie chodzi już tylko o czternastu marynarzy. Chodzi o to, czy armia Stanów Zjednoczonych będzie w stanie utrzymać skuteczność operacyjną w erze, w której prywatni kontrahenci postrzegają nasze porażki jako okazję do biznesu”.
Odprawa trwała jeszcze godzinę, przedstawiając harmonogram reform, strategie ścigania Daltona i jego kontaktów w Aegis Solutions oraz plany komunikacji w celu radzenia sobie z publicznymi konsekwencjami. Diana wnosiła tyle, ile mogła, ale zmęczenie dawało jej się we znaki. Adrenalina, która podtrzymywała ją podczas działań wojennych, w końcu opadała.
Po zakończeniu spotkania, starszy komendant Glenn Monroe zastał Dianę na korytarzu przed centrum dowodzenia. Starszy doradca podoficerski wyglądał na równie zmęczonego, co Diana, a jego zniszczona twarz zdradzała napięcie związane z zarządzaniem logistyką śledztwa, którego zakres stale się rozszerzał.
„Pułkowniku, chciałem panu podziękować” – powiedział cicho Monroe. „Za to, że nie tylko pan ujawnił problemy, ale i został, żeby je rozwiązać. Zbyt wielu śledczych rezygnuje ze swoich raportów i znika, pozostawiając bez wsparcia osoby, które muszą wdrażać zmiany. Pan tego nie robi”.
„Nie mogę” – odpowiedziała Diana. „Widziałam zbyt wiele prób reform, które zakończyły się fiaskiem, ponieważ śledczy traktowali swoją pracę jako ćwiczenia akademickie, a nie jako konieczność operacyjną. Jeśli mam rozmontować czyjąś strukturę dowodzenia, mam obowiązek pomóc zbudować coś lepszego w jej miejsce”.
Monroe powoli skinął głową.
„Kapitan Barrett pytał mnie wcześniej, czy mógłbym dla niego pracować po tym wszystkim, co się wydarzyło” – powiedział. „Powiedziałem mu, że mogę pracować dla oficera, którym chce zostać, ale nie dla oficera, którym był wczoraj”.
Uśmiechnął się słabo i zmęczono.
„Wydawało się, że to rozumiał”.
„Czy on naprawdę potrafi się zmienić?” – zapytała Diana. „Służyłeś z nim przez trzy lata. Czy jest coś, co można by odkupić za tę arogancję?”
„Jest porządny oficer, który przez dekady zmagał się z błędami” – powiedział Monroe po zastanowieniu. „Dba o swoich marynarzy, ale nauczono go, że troska oznacza ich ochronę poprzez dominację, a nie słuchanie ich poprzez pokorę. Chce być skuteczny, ale nauczył się, że skuteczność to pewność siebie, a nie zdolność adaptacji. Może się zmienić, jeśli tylko zechce oduczyć się wszystkiego, co doprowadziło go do zostania kapitanem”.
„To wielkie „jeśli” – zauważyła Diana.

Yo Make również polubił
Zalej buraki wrzącym mlekiem: prosty przepis, który zmieni zasady gry!
Tajemnice hotelowe: dlaczego tak ważne jest, aby odłączyć telewizor natychmiast po przyjeździe
Mini Chińskie Biszkopty (Ma Lai Gao)
9 najlepszych produktów spożywczych dla zdrowego serca