“What do I do?”
“Nothing yet. Let him think you’re considering it. Meanwhile, we gather more evidence. Has he made any other large transactions?”
I pulled out my phone and showed him the latest screenshots. Gregory had sold another three million in stock that morning and was in negotiations to buy a property in Los Angeles—a beachfront condo Denise had apparently convinced him would be a “good investment.”
“He’s also planning a trip to Europe,” I added. “First-class flights for him and Denise, two weeks in Paris, Rome, and Barcelona. Costs about thirty thousand for the whole thing.”
Lawrence leaned back in his chair, a satisfied smile on his face.
“Evelyn, your husband is an idiot. Every transaction over twenty-five thousand total requires your approval. He’s already made multiple violations. We could trigger the penalty clause right now if we wanted, but—”
“You said to wait.”
“I did. And I still think we should. Let him get comfortable. Let him spend more money, make more plans. The deeper he gets, the more devastating it’ll be when everything comes crashing down. Plus, his lawyer is clearly incompetent if they didn’t catch the approval clause in the will. That works in our favor.”
I thought about Gregory on that yacht he’d bought, sailing around with Denise, celebrating his freedom while I sat in a hotel room, supposedly broken and defeated. The image should have hurt, but instead it just made me angry—a cold, calculating anger that sharpened my focus.
“How long do we wait?” I asked.
“Until he’s pot-committed, as they say in poker—until he’s spent and committed so much money that losing it all will destroy him. My guess? Give it two weeks. Let him take that Europe trip. Let him really settle into his new life. Then we drop the hammer.”
I nodded slowly.
“And in the meantime?”
“In the meantime, you play the part of the defeated ex-wife. You stay in this hotel. You look sad when you go out in public. You let mutual friends think Gregory broke your heart. And you document everything. Every conversation, every text message, every social media post where he or Denise brag about the inheritance—it all becomes evidence.”
Over the next week, I did exactly as Lawrence advised. I stayed at the hotel, only leaving for groceries and occasional walks. I ran into a few people Gregory and I had known as a couple, and I let them see what they expected: a woman who’d lost everything, confused and hurt, trying to figure out her next steps.
“Evelyn, oh my God, I heard about you and Gregory,” said Patricia, a woman from our old neighborhood. “I’m so sorry. Divorce is always hard.”
“Thank you,” I said quietly, looking down at the ground. “It’s been difficult. I’m just taking things one day at a time.”
“If you need anything,” she said, touching my arm with what seemed like genuine sympathy, “please reach out. I know you don’t have family in Seattle.”
Podziękowałem jej i poszedłem dalej, wiedząc, że opowie o wszystkim swoim przyjaciołom, którzy z kolei opowiedzą o wszystkim swoim przyjaciołom, a w końcu historia dotrze do Gregory’ego i Denise.
Idealnie. Niech myślą, że jestem zepsuty.
Tymczasem Gregory żył pełnią życia. Media społecznościowe opowiedziały tę historię z najdrobniejszymi szczegółami. Denise publikowała nieustannie: zdjęcia nowego jachtu, samochodu, wypady na zakupy, gdzie wydali tysiące na ubrania i biżuterię. Sam Gregory publikował rzadziej, ale jego posty pokazywały człowieka beztroskiego – wznoszącego toast za wolność drogim szampanem i markowymi okularami przeciwsłonecznymi.
Jeden post szczególnie przykuł moją uwagę. Pochodził z trzech dni po moim wyjeździe: zdjęcie Gregory’ego i Denise na jachcie z grupą ludzi, których mgliście kojarzyłem z firmy jego ojca.
„Nowy rozdział, nowe życie” – głosił podpis. „Czasami trzeba pozbyć się zbędnego balastu, żeby naprawdę wzbić się w powietrze. Za wolność i rodzinę. Tata byłby dumny”.
Komentarze były pełne gratulacji i śmiejących się emotikonów. Nikt o mnie nie pytał. Nikt nie uważał, że jest coś złego w tym, że mężczyzna świętuje swój rozwód kilka dni po pogrzebie ojca.
Zrobiłem zrzut ekranu posta i wysłałem go Lawrence’owi.
Odpowiedział natychmiast.
Idealnie. Zbieraj je dalej. Jego własne słowa go pogrzebią.
Przełom nastąpił dziesiątego dnia. Siedziałem w pokoju hotelowym i przeglądałem dokumenty finansowe przesłane przez Lawrence’a, gdy zadzwonił telefon. Numer był nieznany, ale coś kazało mi odebrać.
“Cześć?”
„Evelyn. Tu Judith.”
Zamarłam. Wdowa po Walterze – kobieta, która prawie się do mnie nie odezwała na pogrzebie – dzwoniła do mnie. To nie mogło wróżyć nic dobrego.
„Judith. Nie spodziewałam się od ciebie wiadomości.”
„Jestem pewna, że nie”. Jej głos był chłodny i opanowany. „Dzwonię, bo myślę, że musimy porozmawiać osobiście, jeśli masz ochotę”.
„O czym?”
„O Gregorym. O Walterze. O rzeczach, które musisz wiedzieć”. Zrobiła pauzę. „O rzeczach, o których powinnam ci powiedzieć dawno temu”.
Spotkaliśmy się w kawiarni we Fremont, cichym miejscu z dala od miejsc, do których mogliby pójść Gregory i Denise. Judith pojawiła się punktualnie, jak zawsze nienagannie ubrana, jej twarz niczego nie zdradzała. Zamówiła espresso i usiadła naprzeciwko mnie, wpatrując się we mnie przenikliwym wzrokiem, który zawsze wprawiał mnie w zakłopotanie.
„Wyglądasz okropnie” – powiedziała bez ogródek.
„Miałem ciężki tydzień”.
„Wyobrażam sobie, że tak.”
Popijała espresso.
„Gregory powiedział mi, co zrobił. Wyrzucił cię, gdy tylko dostał spadek. Denise zadzwoniła do mnie potem, strasznie podekscytowana. Myślą, że wygrali, prawda?”
Judith uśmiechnęła się cienkim, znaczącym uśmiechem, który przypominał mi śmiech Lawrence’a.
„To zależy od tego, czy mała polisa ubezpieczeniowa Waltera zadziała zgodnie z jego oczekiwaniami”.
Moje serce zaczęło walić.
„Wiesz o tej klauzuli.”
„Oczywiście, że wiem. Byłem przy tym, kiedy dodał to do testamentu”.


Yo Make również polubił
Podczas mojego pobytu w szpitalu moja 11-letnia córka stała godzinami na mrozie przed wejściem na ślub mojej siostry — ale kiedy w końcu przemówiłam, moja cicha zemsta wywróciła ich idealne życie do góry nogami
W moje 38. urodziny rodzice wręczyli mi dokumenty o wydziedziczeniu. Moja siostra nagrała moją reakcję – ku uciesze rodziny. Powiedziałem tylko: „Oglądaj wiadomości za dwa dni”. Dwa dni później zadzwonili z płaczem: „To był tylko żart!”. ODPOWIEDZIAŁEM:…
Król Karol „zasmucony i zdumiony” szokującym oskarżeniem księcia Harry’ego o sabotaż
Nie wiedziałem o tym!