Kiedy się ożeniłem, milczałem na temat firmy o wartości 25,6 miliona dolarów, którą odziedziczyłem po dziadku. Dzięki Bogu, że tak zrobiłem, bo dzień po ślubie moja teściowa pojawiła się z notariuszem i próbowała zmusić mnie do podpisania umowy.
Nazywam się Samantha Harlo i w wieku trzydziestu dwóch lat, po śmierci mojego dziadka, zostałam sekretną właścicielką firmy wartej 25 600 000 dolarów. Kiedy poznałam Jasona Millera, zakochałam się w nim bez pamięci. Ale coś mi podpowiadało, żebym zachowała swój majątek w tajemnicy, przynajmniej do ślubu.
Ta ostrożność uchroniła mnie przed katastrofą, ponieważ dzień po tym, jak powiedzieliśmy sobie „tak”, moja teściowa, Eleanor, pojawiła się w naszych drzwiach z notariuszem i dokumentami prawnymi, żądając, abym podpisała cały mój majątek.
To, jak oparłem się najbardziej wyrachowanej zdradzie mojego życia, to historia, która zaczyna się od mojego dziadka, Waltera Harlo.
Był człowiekiem sukcesu, który w 1975 roku założył w swoim garażu firmę Harlo Technologies. W czasie moich narodzin firma ta była już szanowaną, średniej wielkości firmą zajmującą się tworzeniem oprogramowania, specjalizującą się w systemach bezpieczeństwa.
W przeciwieństwie do większości dziadków, którzy rozpieszczali wnuki zabawkami i słodyczami, dziadek Walt uczył mnie etyki biznesu i wiedzy finansowej od momentu, gdy nauczyłem się liczyć.
„Sammy” – mawiał, odchylając się w swoim wytartym skórzanym fotelu biurowym – „w biznesie i w życiu trzeba się chronić. Nie każdy ma dobre intencje, zwłaszcza gdy w grę wchodzą pieniądze”.
Każde lato spędzałem w firmie, zaczynając w dziale pocztowym w wieku trzynastu lat, potem w obsłudze klienta, a następnie w marketingu. Zanim ukończyłem studia MBA, znałem już każdy aspekt biznesu.
Dziadek Walt promieniał z dumy, gdy zaproponowałem mu rozszerzenie działalności o cyberbezpieczeństwo, dział, który ostatecznie podwoił nasze przychody.
Kiedy trzy lata temu zabrał go rak trzustki, byłem załamany. Wszyscy byliśmy.
Podczas odczytywania testamentu dowiedziałem się, że zostawił mi siedemdziesiąt pięć procent udziałów w Harlo Technologies, wycenianych wówczas na 25 600 000 dolarów. Pozostałe akcje trafiły do wieloletnich pracowników, którzy pomogli zbudować firmę.
„Twój dziadek wierzył w ciebie bardziej niż ktokolwiek inny” – powiedział mi prywatnie po odczycie jego prawnik, Frank Thompson. „Powiedział, że masz głowę do interesów i serce do ludzi – idealne połączenie”.
Przejęcie funkcji prezesa było onieśmielające, ale przekułem swój żal w hołdowanie jego dziedzictwu. Starałem się nie rzucać w oczy w życiu prywatnym. Żadnych krzykliwych samochodów ani luksusowych apartamentów, które świadczyłyby o moim bogactwie. Mieszkałem wygodnie, ale skromnie w lofcie w centrum miasta, jeździłem trzyletnim Audi i kontynuowałem tradycję anonimowej filantropii mojego dziadka.
Poznałam Jasona na jednej z takich akcji charytatywnych – gali poświęconej umiejętności czytania i pisania wśród dzieci.


Yo Make również polubił
Jeśli pies idzie z tobą do toalety, nie ignoruj go: próbuje ci w ten sposób dać znać.
Płaciłam rodzicom 700 dolarów tygodniowo, mimo że byłam tylko samotną matką, która płaciła za ich czynsz, zakupy i rachunki, mając nadzieję, że te pieniądze zapewnią im odrobinę spokoju. Ale kiedy mimochodem opuścili urodziny mojej córki i powiedzieli mi przez telefon, że moje dziecko nic dla nich nie znaczy, wiedziałam, że w końcu osiągnęłam swój limit. Przestałam płacić jak chodzący bankomat i po cichu wyszłam z tej toksycznej relacji, pozwalając im poczuć ciszę po raz pierwszy w życiu.
Pewien niewidomy mężczyzna nagle zaczął widzieć podczas swojego ślubu: kiedy po raz pierwszy zobaczył swoją narzeczoną, był wstrząśnięty nieoczekiwanym
Przygotowywałam obiad, gdy moja córeczka pociągnęła mnie za szlafrok i cicho powiedziała, że chce przestać brać „tabletki”, które dała jej ciotka. „Mamo, czy mogę przestać brać te tabletki?” Zamarłam na kilka sekund. Starając się zachować spokój, poprosiłam ją, żeby mi je przyniosła, żebym mogła je obejrzeć. Kiedy zaniosłam je do lekarza, jego twarz spoważniała. „Wiesz, co to jest? Skąd to masz?”