Mój kuzyn wynajął prywatną ekipę, żeby mnie eksmitować. „Wynieście ją stamtąd” – rozkazał. „Nie obchodzi mnie, jak to zrobicie”. Dowódca pchnął moje drzwi, a potem zamarł. Zobaczył naszywkę z orłem na mojej piersi i zbladł. Krzyknął do swojej ekipy: „Kod czerwony! To duch!”. „Nie przyjmujemy takich prac” – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Mój kuzyn wynajął prywatną ekipę, żeby mnie eksmitować. „Wynieście ją stamtąd” – rozkazał. „Nie obchodzi mnie, jak to zrobicie”. Dowódca pchnął moje drzwi, a potem zamarł. Zobaczył naszywkę z orłem na mojej piersi i zbladł. Krzyknął do swojej ekipy: „Kod czerwony! To duch!”. „Nie przyjmujemy takich prac”

„Wyprowadź ją” – rozkazał mój kuzyn – ale najemnicy byli przerażeni w chwili, gdy mnie zobaczyli…

Mój arogancki kuzyn Julian uważał mnie za porażkę, ponieważ nie pasowałem do jego wizerunku sukcesu, co zapoczątkowało jedną z najbardziej satysfakcjonujących historii zemsty, jaką kiedykolwiek usłyszysz. Wynajął oddział najemników, aby siłą wypędzić mnie z chaty mojej babci, nieświadomy, że wypowiada wojnę operatorowi JSOC Tier 1. Podczas gdy wiele historii zemsty koncentruje się na drobnych zemstach, ta opowiada o odzyskaniu godności w starciu z toksycznymi członkami rodziny, którzy cię nie doceniają. Kiedy jego „elitarny” oddział zamarł z przerażenia na widok mojej naszywki, stało się to wyjątkowym momentem wśród wojskowych historii zemsty. Bycie świadkiem przybycia generała Higginsa w obronie mojego honoru dowodzi, że lojalność definiuje rodzinę, a nie więzy krwi. Jeśli znajdziesz pocieszenie w historiach zemsty, w których „czarna owca” w końcu dosięga sprawiedliwości i demaskuje narcyza, historia Dany Roman jest dla ciebie. Dołącz do nas i poznaj jedną z najmocniejszych historii zemsty tego roku.

Nazywam się Dana i mam trzydzieści osiem lat. Dla mojej rodziny, znakomitej rzymskiej dynastii z Seattle, jestem tylko plamą na ich reputacji – nieudacznicą, która marnuje życie, kręcąc kluczami francuskimi jako mechanik w armii, podczas gdy oni finalizują milionowe kontrakty.

Ale oni nie znali prawdy.

Kiedy solidne dębowe drzwi chaty, którą zostawiła mi babcia, eksplodowały do ​​środka, roztrzaskane ładunkiem wyważającym C‑4 w środku zimowej nocy w Kolorado, moja ręka nawet nie drgnęła.

Viper, najemnik z ograniczonym budżetem, którego mój kuzyn Julian wynajął, żeby mnie eksmitować, spodziewał się zastać płaczącą, przerażoną kobietę błagającą o litość. Zamiast tego, przez opadający kurz i dym, zastał mnie siedzącego wygodnie w skórzanym fotelu, powoli popijającego czarną kawę, z zimną stalą ciężkiego kalibru karabinu snajperskiego spoczywającą nonszalancko na moich udach.

A gdy snop jego taktycznego światła omiótł plamę na mojej piersi, a orzeł trzymał w dłoni piorun, patrzyłem, jak jego źrenice rozszerzają się w absolutnym, pierwotnym przerażeniu.

Mój kuzyn myślał, że wyrzuca biednego krewnego z rozwalonej chaty. Nie zdawał sobie sprawy, że właśnie wypowiedział wojnę operatorowi pierwszego stopnia Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych, tu, na amerykańskiej ziemi.

Dajcie znać w komentarzach, z jakiego stanu oglądacie. I kliknijcie ten przycisk subskrypcji już teraz, jeśli uważacie, że nie należy oceniać książki po okładce – zwłaszcza gdy ta książka zna osiemnaście różnych sposobów na zneutralizowanie zagrożenia, zanim jeszcze pojawi się ono w pomieszczeniu.

Wiatr wyjący w Górach Skalistych w Kolorado ma specyficzny dźwięk. To niski, żałobny jęk, który wstrząsa sosnami i odbiera ciepło wszystkiemu, co żyje. To rodzaj chłodu, który osiada w kościach i przypomina o naszej śmiertelności.

Większość ludzi uważa to za przerażające. Ja uważam to za rozjaśniające.

Siedziałem w skórzanym fotelu z wysokim oparciem – tym samym, w którym mój dziadek palił fajkę – a jedynym światłem w pokoju były dogasające węgle w kamiennym kominku. Na kolanach leżał mi egzemplarz „ Rozmyślań” Marka Aureliusza . Czytałem je setki razy, głównie na tylnych siedzeniach samolotów transportowych nad Syrią albo w ziemiankach w dolinie Korengal.

Strona czterdziesta druga:

Bądź jak klif, o który nieustannie rozbijają się fale, lecz on stoi mocno i ujarzmia furię wody wokół niego.

Stoicyzm to dla mnie nie tylko filozofia. To mechanizm przetrwania. To wyłącznik strachu.

Moja rodzina myśli, że naprawiam ciężarówki. Myślą, że zarabiam na życie, wymieniając filtry oleju i przekładając opony. Myślą, że blizny na moich dłoniach pochodzą od ślizgających się kluczy, a nie od odłamków czy bójek na noże w damaszkowskich zaułkach. Niech tak myślą. Cisza to pierwsza warstwa pancerza żołnierza.

Ale dziś wieczorem cisza ta miała zostać przerwana.

Nie słyszałem kroków. Śnieg na zewnątrz miał metr głębokości i był świeży. Tłumił wszystko, pochłaniając dźwięki jak gruby wełniany koc.

Ale ich czułem. Subtelne wibracje w podłodze. Przemieszczanie się powietrza. Szalony, amatorski rytm mężczyzn przyzwyczajonych do zastraszania, a nie do wojny.

Delikatnie zamknęłam książkę i położyłam ją na stoliku obok parującego kubka kawy. Nie sięgnęłam po telefon, żeby zadzwonić pod 911. Posterunek szeryfa był czterdzieści minut drogi krętą, oblodzoną drogą. Poza tym Julian prawdopodobnie już im zapłacił.

To nie była sprawa policji. To było naruszenie granic.

Podniosłem karabin McMillan TAC‑50, który leżał obok krzesła. To prawdziwa bestia, ciężki, nieporęczny w walce na bliską odległość dla każdego, kto nie ćwiczył z nim, dopóki nie poczuł, że jest przedłużeniem jego własnej kończyny. Oparłem lufę na udzie, z hamulcem wylotowym skierowanym w stronę drzwi wejściowych.

Wziąłem łyk kawy. Czarnej, bez cukru.

Wysięgnik.

Eksplozja nie była głośna jak na Hollywood. To był ostry, potężny huk, który na ułamek sekundy wysysał powietrze z pokoju. Drzwi wejściowe – z litego dębu, ręcznie rzeźbione przez mojego pradziadka – nie otworzyły się ot tak. Rozpadły się. Drzazgi wielkości noży do steków rozprysły się po pokoju, brzęcząc o kamienne palenisko.

Natychmiast uderzył mroźny wiatr, niosąc ze sobą ostry, metaliczny zapach C‑4 i spalonego drewna.

Przez wirujący dym i śnieg w kadrze pojawiła się sylwetka. Był rosły, ubrany w taktyczny sprzęt, który wyglądał na drogi, ale nie widział ani jednego dnia prawdziwej służby. Na hełmie miał podciągnięte gogle noktowizyjne, a wysoko uniesiony karabin AR‑15 z tłumikiem.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Leave a Comment