Część mnie współczuła jej. Część mnie pamiętała małą dziewczynkę, która chodziła za mną i błagała, żebym bawiła się z nią lalkami. Ale ta mała dziewczynka wyrosła na kobietę, która z zazdrości i złości próbowała zniszczyć mi źródło utrzymania.
I nie mogłem tego tak zostawić.
Umyłam ręce, dokładnie je osuszyłam i wróciłam do jadalni.
Wszyscy byli dokładnie tam, gdzie ich zostawiłem, zamarli w różnych stanach dyskomfortu i oczekiwania. Aubrey chodziła w pobliżu okna, co kilka sekund sprawdzając telefon. Ojciec trzymał głowę w dłoniach. Mama cicho płakała. Tyler złapał moje spojrzenie i skinął mi lekko głową, okazując wsparcie.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Twarz Aubrey rozpromieniła się niczym w bożonarodzeniowy poranek. Prawie pobiegła do drzwi wejściowych, jej obcasy stukały szybko o parkiet.
Szedłem powoli, z rękami w kieszeniach i neutralnym wyrazem twarzy. To miało być złe, ale nie dla mnie.
Aubrey gwałtownie otworzyła drzwi, ukazując dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach. Wyglądali na profesjonalnych, poważnych i zupełnie niezainteresowanych dramatem rodzinnym rozgrywającym się na ich oczach.
Wyższy, mężczyzna po czterdziestce, z siwiejącymi włosami i przenikliwymi szarymi oczami, niósł skórzaną teczkę. Niższy, młodszy i krępszy, o wojskowej postawie, trzymał tablet.
„Bardzo dziękuję za przybycie” – zawołała Aubrey, odsuwając się na bok, żeby ich wpuścić. „Wszyscy czekają. To będzie niesamowite”.
Wyższy mężczyzna skinął głową uprzejmie.
„Jestem Gerald, a to mój kolega, Paul. Jesteśmy z ClearView Investigations. Zatrudniłeś nas do zbadania Gravora Group i jej właściciela, Destiny”.
„Zgadza się” – powiedziała Aubrey, a jej głos niemal śpiewał z ekscytacji. „I znalazłeś wszystko, prawda? Znalazłeś dowód na to, że kłamała”.
Gerald i Paul wymienili spojrzenia, które od razu rozpoznałem. Widziałem to spojrzenie już wcześniej na spotkaniach biznesowych, gdy ktoś miał przekazać wiadomość, której nikt nie chciał usłyszeć.
„Może powinniśmy najpierw omówić to prywatnie” – zasugerował ostrożnie Gerald.
„Nie.” Aubrey złapała go za ramię. „Nie, wszyscy muszą to usłyszeć. O to właśnie chodzi. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, kim ona naprawdę jest.”
Gerald westchnął i odłożył teczkę na stolik kawowy. Paul przeglądał pliki na tablecie. Rodzina stłoczyła się wokół, zwabiona chorobliwą ciekawością i obietnicą skandalu.
„Zgodnie z prośbą” – zaczął Gerald oficjalnym i obojętnym tonem – „przeprowadziliśmy szczegółowe dochodzenie w sprawie Grupy Gravora. Przejrzeliśmy dokumenty rejestracyjne firmy, zeznania podatkowe, umowy z klientami, dokumentację pracowniczą i sprawozdania finansowe”.
Aubrey podskakiwała na palcach, ledwo powstrzymując podekscytowanie.
„I odkryliśmy” – kontynuował Gerald, robiąc pauzę dla efektu – „że Gravora Group to w pełni legalna, prawidłowo zarejestrowana i najwyraźniej całkiem dobrze prosperująca firma. Działa od pięciu lat, zatrudnia obecnie dziewięć osób i utrzymuje umowy z siedemnastoma aktywnymi klientami z sektora produkcyjnego i logistycznego. Roczne przychody wydają się oscylować w granicach sześciocyfrowych”.
Nastąpiła ogłuszająca cisza.
Twarz Aubrey w ciągu kilku sekund zmieniła się z zarumienionej na bladą.
„Co?” wyszeptała.
„Firma twojej siostry jest prawdziwa” – powiedział Paul bez ogródek, podnosząc wzrok znad tabletu. „Całkowicie prawdziwa. Właściwie to jedna z najbardziej imponujących małych firm, jakie badaliśmy”.
Aubrey gwałtownie pokręciła głową.
„Nie. Nie, to niemożliwe. Nie szukałeś wystarczająco uważnie. Ona coś ukrywa. Musi coś ukrywać.”
Wyraz twarzy Geralda pozostał profesjonalnie neutralny, ale dostrzegłem błysk niesmaku w jego oczach.
„Pani Aubrey, poświęciliśmy cztery tygodnie na to śledztwo. Byliśmy bardzo dokładni. Nie ma dowodów na oszustwo, podstęp ani nielegalne praktyki biznesowe”.
„W takim razie jesteś niekompetentny!” – wrzasnął Aubrey. „Zapłaciłem ci trzy tysiące dolarów, żebyś odkrył prawdę!”
„Znaleźliśmy prawdę” – powiedział Paul chłodno. „Po prostu to nie jest prawda, której chciałeś”.
Mama zaczęła płakać jeszcze głośniej. Ojciec wyglądał, jakby chciał zapaść się pod podłogę. Tyler bardzo starał się nie uśmiechać. Ciotka i wujek szeptali do siebie, a ich miny wyrażały szok.
Stałam z boku, nic nie mówiąc, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Czekałam, bo wiedziałam, co będzie dalej.
Gerald otworzył teczkę i wyjął grubą teczkę.
„Jednak podczas naszego śledztwa” – kontynuował – „odkryliśmy coś niepokojącego. Coś, co nie ma nic wspólnego z legalnością Gravora Group, a wszystko ze sposobem, w jaki pewne osoby próbowały uzyskać dostęp do informacji o firmie”.
Aubrey gwałtownie podniósł głowę.
„O czym mówisz?”
Paul stuknął palcem w tablet i obrócił go w stronę pokoju.
„Podczas naszego dochodzenia odkryliśmy, że ktoś wielokrotnie próbował uzyskać nieautoryzowany dostęp do wewnętrznych systemów Grupy Gravora. Próby te obejmowały próbę zalogowania się przy użyciu skradzionych danych logowania, próbę włamania do bazy danych klientów firmy oraz instalację oprogramowania przeznaczonego do gromadzenia poufnych informacji biznesowych”.
W pokoju zapadła cisza.
Mój ojciec powoli uniósł głowę z rąk. Mama przestała płakać. Wszyscy wpatrywali się w tablet Paula, w ekran pełen prób logowania i nieudanych prób wpisania hasła.
„Wyśledziliśmy te próby” – powiedział cicho Gerald. „I pochodziły z tego adresu. Z tego domu”.
Mój ojciec wstał tak szybko, że jego krzesło niemal się przewróciło.
„To niemożliwe. Nikt z nas by czegoś takiego nie zrobił.”
„Próby te zostały podjęte z wykorzystaniem danych logowania utworzonych na podstawie danych osobowych panny Destiny” – kontynuował Paul, czytając z tabletu. „Imię, data urodzenia, adres e-mail, a nawet numer identyfikacyjny uczelni. Ktoś włożył wiele wysiłku, aby podszyć się pod nią, aby uzyskać dostęp do systemów jej własnej firmy”.
Wszystkie oczy zwróciły się na Aubrey’a.
Jej twarz z białej stała się szara. Ręce jej się trzęsły. Cofnęła się o krok, prawie potykając się o stolik kawowy.
„Nie zrobiłam tego” – wyszeptała. „Nie zrobiłam tego”.
„Adres IP prowadzi do tej lokalizacji” – powiedział Gerald, jego głos stał się twardy, a wszelkie pozory uprzejmości zniknęły. „A karta kredytowa użyta do zakupu oprogramowania do zbierania danych była zarejestrowana na Howarda mieszkającego pod tym adresem”.
Twarz mojego ojca straciła kolor.
„Jaka karta kredytowa?”
Paul wręczył mu wydruk.
„Ta. Karta MasterCard z końcówką 7432.”
Mój ojciec wpatrywał się w papier, jego ręce zaczynały się trząść.
„To moja wizytówka. Ta, którą dałem Aubrey na wypadek sytuacji awaryjnych.”
Wszystkie głowy w pokoju obróciły się, żeby spojrzeć na Aubrey.
Cofała się, aż uderzyła w ścianę, z szeroko otwartymi oczami pełnymi paniki.
„Mogę to wyjaśnić” – zaczęła, ale jej głos był ledwo słyszalny.
„Wyjaśnij co?” – zażądał mój ojciec, podnosząc głos po raz pierwszy tego wieczoru. „Wyjaśnij, dlaczego użyłeś mojej karty kredytowej do popełnienia przestępstwa?”
„To nie przestępstwo!” krzyknęła Aubrey łamiącym się głosem. „Próbowałam chronić tę rodzinę. Próbowałam udowodnić, że okłamywała nas wszystkich!”
„Włamując się do systemów komputerowych mojej firmy?” – zapytałem cicho, odzywając się po raz pierwszy od przybycia śledczych. „Próbując ukraść poufne informacje o klientach? Dokonując kradzieży danych i oszustwa?”
Oczy Aubrey’ego napełniły się łzami.
„Nie rozumiesz. Nie wiesz, jak to jest patrzeć, jak odnosisz sukcesy we wszystkim, a ja ponoszę porażki. Nie wiesz, jak to jest być rozczarowaniem”.
„Więc postanowiłeś zniszczyć to, co zbudowałem?” – zapytałem, wciąż spokojnym głosem, ale teraz z ostrzem stali. „Zdecydowałeś, że skoro tobie się nie uda, to mnie też nie?”
„Chciałam tylko, żeby wszyscy zobaczyli prawdę!” krzyknęła. „Chciałam, żeby zobaczyli, że nie jesteś lepszy ode mnie!”
W pokoju wybuchła burza. Moja mama szlochała teraz otwarcie. Ojciec krzyczał na Aubrey, domagając się wyjaśnień. Ciotka i wujek próbowali przecisnąć się do drzwi. Tyler po prostu siedział, obserwując chaos szeroko otwartymi oczami.
Gerald podniósł rękę.
„To nie wszystko” – powiedział.
Wszyscy znów ucichli, co wydawało się niemożliwe, biorąc pod uwagę poziom hałasu, jaki panował kilka sekund wcześniej.
„Odkryliśmy również” – powiedział Gerald, wyciągając kolejne dokumenty z teczki – „że ktoś kontaktował się z kilkoma klientami Gravora Group w ciągu ostatnich trzech miesięcy, podszywając się pod dziennikarza biznesowego. Osoba ta zadawała pytania mające na celu podważenie wiarygodności i legalności firmy”.
Podał mi dokument.
Szybko to przeskanowałem, zaciskając szczękę.


Yo Make również polubił
Pulpety warzywne: przepis na kolorowe i smaczne drugie danie wegetariańskie
Odkrycie, a nie przepis! Japońska technologia gotowania szturmem podbiła już cały świat. Gotuję w każdy weekend
Moja bratowa uderzyła mnie na oczach wszystkich na imprezie, bo niechcący ją popchnąłem, ale mój…
Niezwykłe Zastosowanie Folii Aluminiowej w Pralce: Trik, który Zmienia Grę!