„Brzmi nieźle. Powinnaś iść” – powiedziałem, a moje myśli już pędziły. Hipokryzja mojego gniewu była ironią, której nie miałem czasu docenić. To ja miałem sekrety, to ja prowadziłem podwójne życie. Ale myśl, że ona ma własny sekret, choćby najgorzej skrywany, była obrazą. To był nieautoryzowany handel na moim terytorium. W tamtej chwili postanowiłem, że pozwolę jej grać w jej małą grę. I będę tam, żeby obserwować ostateczny ruch.
Nadeszła sobota, spowita jasnym, bezchmurnym niebem. Obserwowałem Annę szykującą się do wyjścia. Wybrała prostą, elegancką granatową sukienkę. Pewną ręką nałożyła makijaż. Nie było w niej ani krzty ekscytacji, ani nerwowej energii, jaką ma kobieta poznająca kochanka. W mojej głowie to tylko potwierdziło moją teorię: to był nowy, niezdarny romans, a ona była w tym beznadziejna. Poczułem przypływ tego, co błędnie wziąłem za sprawiedliwy gniew. Byłem skrzywdzonym mężem, który miał odkryć zdradę, która dałaby mi całą potrzebną mi siłę przebicia.
Dałem jej dwadzieścia minut przewagi, zanim wsiadłem do swojego samochodu. Śledzenie jej było śmiesznie proste. Zostałem kilka samochodów dalej, czując się jak postać z filmu szpiegowskiego, myśliwy okrążający swoją ofiarę. Narracja, którą snułem w głowie, była upajająca. Byłem ofiarą, mężczyzną, którego cicha, smutna żona szukała ukojenia w ramionach innego. To będzie oczywiście bałagan, ale bałagan, nad którym będę panował. Będę tym wspaniałomyślnym, zranionym, lecz stoickim mężem w nieuniknionym rozwodzie, a ona będzie tą napiętnowaną wstydem za niewierność.
Podjechała pod The Gilded Cup, elegancką, ekskluzywną kawiarnię znaną z dyskrecji – miejsce, gdzie zawierano umowy i skrywano sekrety. Klasyczny wybór, pomyślałem z szyderstwem. Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy, a moje serce waliło z drapieżnym dreszczem.
Patrzyłem, jak wchodzi. Kilka minut później dołączył do niej mężczyzna przy ustronnym stoliku w rogu. Był starszy, dystyngowany, ubrany w szyty na miarę szary garnitur, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój pierwszy samochód. Uścisnęli sobie dłonie. Otworzył teczkę. Mój umysł uzupełnił luki. Starszy, bogatszy mężczyzna. Najstarsza historia w książce.
Wściekłość i dziwne poczucie zwycięstwa walczyły we mnie. Wszystko działo się dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Wyjąłem telefon, gotowy uchwycić dowody. Mój plan był prosty: wejść, pozwolić im mnie zobaczyć, zrobić kilka wyraźnych zdjęć ich zszokowanych twarzy, a potem wyjść bez słowa. Następujący chaos miał być moim pierwszym zagraniem. Chciałem ją mieć dokładnie tam, gdzie chciałem.
Wziąłem głęboki, satysfakcjonujący oddech, delektując się chwilą przed zabójstwem. Wysiadłem z samochodu, poprawiłem kurtkę i przeszedłem przez ulicę, a na moich ustach już malował się zadowolony uśmiech.
Pchnęłam ciężkie szklane drzwi kawiarni, a brzęk małego dzwoneczka oznajmił moje przybycie. Aromat ciemno palonej kawy i pieczonych ciastek wypełnił powietrze. Mój wzrok natychmiast utkwił w ich stoliku w kącie. Żadne z nich mnie nie zauważyło. Byli pogrążeni w rozmowie, pochyleni nad stołem.
Zacząłem iść naprzód, pewnym krokiem, z telefonem dyskretnie trzymanym przy boku, gotowym do podniesienia. Byłem trzy metry od niego, gdy mężczyzna poruszył się na krześle, wystawiając twarz na światło.
I zamarłem.
Mój pęd do przodu zamarł tak nagle, że o mało się nie potknąłem. Zadowolony uśmiech zniknął z mojej twarzy. Fala lodowatej wody zalała moje żyły. Znałem tę twarz. Nie rozpoznałem jej z daleka, ale z bliska była nie do pomylenia. Nie był jakimś tam pospolitym bogatym kochankiem. Był Arthurem Vance’em.
Arthur Vance, wspólnik założyciel kancelarii Vance & Sterling. Człowiek, którego środowisko prawnicze i przerażona elita miasta nazywały „Rekinem”. Najbardziej bezwzględny, błyskotliwy i niebotycznie drogi adwokat rozwodowy w kraju. Człowiek, którego zdjęcie widziałem dziesiątki razy w czasopismach biznesowych, zazwyczaj obok nagłówka opisującego, jak systematycznie zniszczył życie jakiegoś nieszczęsnego potentata.
Moje serce, które waliło mi z podniecenia, zaczęło teraz walić o żebra z czystej, nieskażonej paniki. Mój mózg gorączkowo próbował się skalibrować, nadać sens tym niemożliwym nowym danym. Dlaczego Anna spotykała się z Arthurem Vance’em?
Wtedy moje oczy, szeroko otwarte ze strachu, powędrowały w stronę stołu.
To nie był romantyczny lunch. To nie była schadzka kochanków. Na ciemnym drewnianym stole, ułożonym niczym makabryczna wystawa sztuki, nie leżało menu ani dokumenty prawne. To była kolekcja błyszczących fotografii w formacie 8×10.
A tematem każdego z nich byłem ja.


Yo Make również polubił
Podczas rodzinnego obiadu powiedziałam mamie, jak bardzo się cieszę na jutrzejszy ślub mojej siostry. Szepnęła: „Ślub był w zeszłym tygodniu”. Wysłali mi fałszywe zaproszenie, żeby mnie wykluczyć, traktując mnie jak jednorazowy portfel. Nie mieli pojęcia, że zaraz odbiorę im wszystkie długi.
Optymalizacja zbierania danych w czasie rzeczywistym – Najlepsze metody i strategie
Eksperci ujawniają: 10 produktów spożywczych niebezpiecznych dla psów – chroń zdrowie swojego pupila!
W rocznicę ślubu naszego syna moja synowa uśmiechnęła się i powiedziała: „Firma cateringowa zrobiła wszystko, ale dziękuję za jedzenie”, chociaż to oni zrobili wszystko. Wtedy mój syn zażartował: „Jeśli psy będą grzeczne, to dostaną resztki”. Po cichu spakowałam nasze rzeczy i wyszłam. Następnego ranka dowiedział się, co tak naprawdę oznacza cisza…