Jednak najtrudniejsza część była dopiero przed nim: czy ten mały chłopiec przeżyje kolejne kilka dni, w których każda minuta będzie miała kluczowe znaczenie…
Kolejne dni były dla Álvara emocjonalnym huraganem. Spędzał godziny przy inkubatorze, obserwując, jak jego syn – któremu postanowił nadać imię Mateo, tak jak wybrała Clara – jest podłączony do monitorów, kabli i respiratora. Każdy dźwięk z monitora wywoływał u niego westchnienie. Każdy, nawet najmniejszy ruch dziecka, był cichym zwycięstwem.
Specjaliści ze szpitala pracowali niestrudzenie. Mateo miał trudności z oddychaniem i wymagał stałego monitorowania. Jednak zaskakująco dobrze reagował na leczenie. Każdego ranka dr Fernanda odwiedzała oddział intensywnej terapii noworodków, aby ocenić jego postępy, a jej wyraz twarzy stopniowo stawał się coraz bardziej optymistyczny.
„On walczy” – powiedziała mu pewnego dnia, kładąc dłoń na ramieniu Álvara. „Twój syn chce żyć”.
Po ośmiu dniach Mateo zdołał oddychać samodzielnie przez kilka minut. Po dwunastu otworzył oczy po raz pierwszy, podczas gdy Álvaro patrzył. To była krótka chwila, ale wystarczająca, by go całkowicie rozbroić. Jakby Klara, w jakimś zakątku ciszy, zostawiła mu ostatni prezent.
Trzy tygodnie później zespół medyczny zdecydował, że Mateo nie potrzebuje już intensywnej terapii. Pozostanie w szpitalu, ale jego życiu nie zagraża już bezpośrednie niebezpieczeństwo. Wiadomość ta rozprzestrzeniła się po szpitalu niczym promyk nadziei. Wielu członków personelu śledziło sprawę od samego początku: cesarskie cięcie okołoporodowe, ratunek w ostatniej chwili, walkę dziecka o życie.
W końcu, półtora miesiąca później, Álvaro mógł trzymać Mateo bez kabli i masek. Trzymał go z mieszaniną dumy, wdzięczności i głębokiego smutku z powodu nieuniknionej nieobecności Clary. Wiedział jednak również, że jego żona pragnęła tej chwili bardziej niż czegokolwiek innego na świecie.
W dniu wypisu Fernanda pożegnała go serdecznym uściskiem.
„Opiekuj się nim dobrze” – powiedziała mu. „Ta historia mogła skończyć się inaczej. Ale Mateo jest tu, bo się nie poddałeś”.
Álvaro spojrzał na śpiącego syna i poczuł, że w końcu może odetchnąć. Przeżył najtrudniejszą tragedię swojego życia, ale znalazł też nowy powód, by iść dalej.
A teraz, tuląc swoje maleństwo, opuszczając szpital, myślała tylko o tym, by podzielić się tą historią, aby inni pamiętali, jak kruche i cenne jest życie.


Yo Make również polubił
Miesiąc przed zawałem serca Twój organizm Cię ostrzeże – oto 6 oznak
Mój syn uwielbia piec — kiedy moja matka go zawstydziła, zająłem stanowisko
Ciasto kisielowe Ewy Wachowicz – puszyste, wilgotne i zawsze na czasie!
Mój mąż i teściowie zażądali testu DNA dla naszego syna – zgodziłam się, ale tylko pod jednym warunkiem