„Staram się być lepszym człowiekiem” – wyszeptała. „Ale ewidentnie mam pracę do wykonania”.
To były prawdziwe przeprosiny — bez wymówek.
„Doceniam, że to powiedziałeś” – odpowiedziałem.
Podniosła wzrok. „Czy wszystko w porządku?”
Zastanowiłem się nad tym. Kasandra nie była zła – po prostu niepewna siebie i przyzwyczajona do udawania tarczy. Część mnie chciała zachować dystans. Ale inna część zdawała sobie sprawę, ile odwagi wymagało stanie tam bez zbroi.
„Wszystko w porządku” – powiedziałem. „Ale może… traktujmy ludzi jak równych sobie”.
Uśmiechnęła się lekko, zawstydzona. „Chciałabym”.
W ciągu następnych kilku tygodni sytuacja się zmieniła. Cassandra nadal nosiła swoje designerskie torby i prowadziła starannie dobrany styl życia, ale odpuściła sobie protekcjonalność. Zadawała pytania zamiast zakładać odpowiedzi. Była nawet wolontariuszką w szkolnej księgarni – zadanie, które kiedyś uznała za „zbyt zakurzone”.
Nigdy nie bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasze światy się przenikały, ale nie przeplatały. I to było w porządku.
Ale następnym razem, gdy pochwaliła mój strój, nie było w tym ukrytej zaczepki.
Tylko szczere: „Wyglądasz pięknie”.
I po raz pierwszy uwierzyłem, że mówi poważnie.


Yo Make również polubił
Kiedy lekarz stwierdził, że mój stan jest poważny, mąż ścisnął mnie za rękę, uśmiechnął się i wyszeptał: „Dobrze… to już prawie koniec. Drzwi zamknęły się z trzaskiem i wszystko, co zbudowałaś, w końcu będzie moje”. Wyszedł, jakby wygrał. Nie płakałam. Nie protestowałam. Po jego wyjściu zawołałam pokojówkę: „Proszę, pomóż mi, a dopilnuję, żebyś była dobrze zaopiekowana”. Mój mąż nie miał pojęcia, co się zaraz wydarzy.
Ciasto Świętego Mikołaja – prosty przepis
Mięciutkie, puszyste, idealne
Teraz to wiedziałem