
Na pogrzebie mojego dziadka moja rodzina odziedziczyła jego jacht, penthouse, luksusowe samochody i firmę. Prawnik wręczył mi jedynie małą kopertę z biletem lotniczym do Monako. „Chyba twój dziadek nie kochał cię aż tak bardzo” – zaśmiała się moja matka. Zraniona, ale ciekawa, postanowiłam pojechać. Kiedy dotarłam na miejsce, kierowca trzymał tabliczkę z moim imieniem: „PROSZĘ PANIĄ, KSIĄŻĘ CHCE SIĘ Z PANIĄ WIDZIEĆ”.
„Hipotetycznie” – powiedziałem – „gdyby ktoś chciał przejąć małą firmę żeglugową wartą około trzydziestu milionów, jak by to wyglądało?”
Sarah uniosła brwi.
„Trzydzieści milionów to grosze za trust twojej wielkości. Moglibyśmy to ustrukturyzować poprzez istniejące podmioty korporacyjne i sfinalizować przejęcie w ciągu trzydziestu dni. Czy ta hipotetyczna firma żeglugowa jest z jakiegoś powodu interesująca?”
Myślałem o firmie taty, o tym, jak zmagał się z długami i kosztami ekspansji, o tym, jak zastrzyk gotówki mógłby rozwiązać wszystkie jego problemy, a jednocześnie oddałby mi kontrolę nad firmą, o której słyszałem od dziecka.
„Może tak być” – powiedziałem ostrożnie.
Kiedy zadzwoniłem do Alexandra później tego wieczoru, słuchał uważnie, gdy przedstawiałem mu swój pomysł.
„Chcesz przejąć firmę swojego ojca?”
„Chcę to uratować. Tata ma problemy z płynnością finansową od czasu rozbudowy. Jest zbyt dumny, żeby prosić o pomoc. Ale gdyby pojawił się odpowiedni nabywca z odpowiednią ofertą…”
„I uważasz, że jesteś właściwym nabywcą?”
„Myślę, że jestem jedynym kupującym, którego naprawdę obchodzi, czy pracownicy utrzymają swoje posady i czy firma utrzyma kulturę, którą zbudował mój tata”.
Aleksander przez chwilę milczał.
„April, to byłaby twoja pierwsza poważna decyzja biznesowa jako miliarderki. Jesteś pewna, że chcesz, żeby dotyczyła twojej rodziny?”
„Moja rodzina nie wie, że to mnie dotyczy. Dla nich to po prostu hojna oferta od zagranicznych inwestorów”.
„I czujesz się komfortowo z tym oszustwem?”
Pomyślałam o ich śmiechu podczas czytania testamentu, o ich założeniach na temat mojej wartości, o ich lekceważącym odrzuceniu mojej inteligencji i możliwości.
„Na razie” – powiedziałem. „Tak”.
Następnego ranka poleciałem z powrotem do Portland z planem. Dam mojej rodzinie jeszcze jedną szansę, żeby zobaczyć mnie takim, jakim naprawdę jestem. Jeśli nadal będą mnie niedoceniać, cóż, pokażę im dokładnie, ile to kosztuje.
W Portland siedziałem w swoim małym mieszkaniu, przeglądając raporty finansowe nieruchomości z całego świata, podczas gdy moja rodzina pozostawała w całkowitej nieświadomości tego, kim się stałem. Kontrast był wręcz surrealistyczny. Spędziłem poranek na wideorozmowie z moim zespołem ds. przejęć w Dubaju, omawiając zakup ośrodka wypoczynkowego, który kosztowałby więcej niż łączny spadek całej mojej rodziny. Teraz szykowałem się do kolacji u rodziców, gdzie prawdopodobnie zapytaliby, czy nie wydałem za dużo pieniędzy na wakacje. Rodzinna kolacja była dziś wieczorem, a mama specjalnie poprosiła, żebym zabrał laptopa, żeby pomóc w podstawowych pracach administracyjnych związanych z dziedziczeniem po wszystkich. Powiedziała, że dobrze radzę sobie z komputerami i mógłbym pomóc im w organizacji planowania finansowego. Gdyby tylko wiedziała, jakim planowaniem finansowym ostatnio się zajmowałem.
Popołudnie spędziłem, zlecając moim prawnikom przygotowanie wstępnej oferty przejęcia Thompson Maritime. Badania były niepokojące. Firma taty była w gorszej sytuacji, niż mi się wydawało. Zaciągnął znaczny dług na rozbudowę floty, a choć firma przynosiła zyski, brakowało jej gotówki i była nadmiernie zadłużona. Zdeterminowany nabywca mógłby łatwo wymusić sprzedaż. Zadzwonił mój telefon – Sarah z Vegas.
„Kwiecień, analiza Thompson Maritime jest ukończona. Firma jest dokładnie taka, jak ją opisałeś: rentowna, ale borykająca się z problemami finansowymi. Nasza oferta może natychmiast rozwiązać ich problemy z przepływami pieniężnymi, a jednocześnie zapewnić Państwu solidną regionalną działalność żeglugową”.
„Jaki rodzaj osi czasu mamy na myśli?”
„Moglibyśmy złożyć ofertę w przyszłym tygodniu, oczywiście anonimowo, za pośrednictwem jednej z naszych istniejących firm-słupów. Czysta transakcja, hojne warunki, brak oczywistych powiązań z tobą”.
„A co jeśli odmówią?”
„Szczerze mówiąc, nie mogą sobie pozwolić na odmowę. Firma potrzebuje zastrzyku kapitału w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, w przeciwnym razie będzie zmuszona sprzedać aktywa lub zaciągnąć jeszcze więcej długu”.
Po rozłączeniu się siedziałem i patrzyłem przez okno mieszkania na osiedle rodziców. Część mnie czuła się winna z powodu tego, co planowałem, ale większa część pamiętała każde rodzinne spotkanie, na którym mnie pomijano. Każde założenie, że nie jestem wystarczająco mądry do rozmów o interesach. Każdy raz, kiedy traktowali mnie jak rodzinną sprawę charytatywną.
Kiedy wieczorem dotarłem do domu rodziców, cała rodzina już tam była. Marcus przeglądał na tablecie strony internetowe o luksusowych samochodach. Jennifer pokazywała mamie zdjęcia pomysłów na remont Martha’s Vineyard. Tata czytał wiadomości finansowe, prawdopodobnie szukając strategii inwestycyjnych dla swojego trzydziestomilionowego przypływu gotówki.
„April” – zawołała Jennifer, gdy mnie zobaczyła. „Oto nasz mały podróżnik. Jak było w Monako? Zrobiłaś dużo zdjęć?”
„To było pouczające” – powiedziałem, zajmując swoje zwykłe miejsce przy stole w jadalni.
„Wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę tam pojechałeś” – powiedział Marcus, nie odrywając wzroku od tabletu. „To miejsce jest dla ludzi z naprawdę dużymi pieniędzmi. Musiało być niezręcznie przebywać w towarzystwie tych wszystkich milionerów”.
„Ty musisz się dostosować” – odpowiedziałem łagodnie.
Tata podniósł kieliszek wina.
„No cóż, wznieśmy toast za dziedzictwo Roberta. Z pewnością dobrze zatroszczył się o rodzinę”.
Wszyscy wznieśli toasty, oprócz mnie. Siedziałem tam z założonymi rękami, patrząc, jak świętują spadki, które stanowiły ułamek tego, co kontrolowałem.
„Kwiecień” – zachęciła mama – „twój kieliszek”.
„W porządku, dziękuję. Ktoś powinien zachować trzeźwość umysłu, jeśli chodzi o pracę administracyjną”.
„Dobre przemyślenie” – pochwalił tata. „Zawsze praktyczny – nasz April”.
Kiedy rozmawiali o swoich planach – Marcus kupował samochody, Jennifer rzucała pracę, mama remontowała osiedle w Napa – przyłapałem się na tym, że przyglądałem im się nowymi oczami. To nie byli źli ludzie. To byli po prostu ludzie, którzy nigdy nie widzieli mnie wyraźnie, którzy wysnuwali wnioski na podstawie ograniczonych informacji. Pytanie brzmiało: co zrobią, gdy informacje się zmienią?
„Firma żeglugowa dobrze prosperuje” – powiedział tata podczas deseru. „Inwestycja Roberta w nowe statki naprawdę otworzyła nam drogę do rozwoju. Rozważamy rozszerzenie tras, być może przejęcie mniejszych konkurentów”.
„Jak wygląda sytuacja z przepływem gotówki?” zapytałem swobodnie.
Tata był zaskoczony, że zadałem pytanie biznesowe.
„Cóż, da się… da się to ogarnąć. Mamy trochę długu z powodu rozbudowy, ale prognozy przychodów wyglądają dobrze”.
„Co z funduszami rezerwowymi kapitału obrotowego na nieprzewidziane wydatki?”
Teraz wszyscy się na mnie gapili.
„April” – powiedziała mama ze śmiechem – „nie musisz się martwić o szczegóły biznesowe. To specjalność twojego ojca”.
„Po prostu jestem ciekaw. Dziadek zawsze powtarzał, że przepływy pieniężne to najważniejszy wskaźnik dla każdej firmy”.
„Wszystko w porządku” – powiedział tata, choć zauważyłam, że lekko zacisnął szczękę.
Firma nie radziła sobie najlepiej. Przetrwała z miesiąca na miesiąc, a jedna strata dużego klienta dzieliła ich od poważnych kłopotów.
Po kolacji, gdy pomagałam zmywać naczynia, mama odciągnęła mnie na bok do kuchni.
„Kochanie, wiem, że próbujesz się zaangażować, ale nie musisz zadawać ojcu trudnych pytań o jego interesy. To naprawdę nie twoja dziedzina”.
Prawie się roześmiałem. Nie moja branża. Prowadziłem firmy, które generowały w miesiąc większy zysk niż firma taty w ciągu roku.
„Oczywiście, mamo. Po prostu rozmawiałem.”
„Wiem, kochanie, ale zostaw rozmowy o biznesie ludziom biznesu. Dobrze?”
Tego wieczoru, jadąc do domu, zadzwoniłem do mojego zespołu ds. przejęć.
„Złóż ofertę w poniedziałek rano. Hojne warunki, szybki termin realizacji, gotówka.”
„A jeśli będą mieli pytania dotyczące kupującego?”
Uśmiechnąłem się, wjeżdżając na miejsce parkingowe.
„Powiedz im, że europejscy inwestorzy wolą zachować prywatność, ale są bardzo zainteresowani wspieraniem amerykańskich przedsiębiorstw morskich”.
To nie było do końca kłamstwo.
Czy kiedykolwiek znalazłeś się w sytuacji, w której Twoja rodzina całkowicie zlekceważyła Twoje możliwości? Jak się wtedy czułeś? Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzach poniżej. Zobacz, co się stanie, gdy rodzina April zda sobie sprawę, z kim tak naprawdę ma do czynienia.
Oferta dotarła we wtorek rano. Tata zadzwonił do mnie do szkoły w przerwie obiadowej, a jego głos był napięty ze stresu.
„W kwietniu z firmą wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Dziś rano otrzymaliśmy ofertę wykupu od jakiejś międzynarodowej grupy inwestycyjnej – zupełnie znikąd”.
Przyjąłem ton głosu wyrażający moje największe zaniepokojenie.
„To dobrze czy źle?”
„Nie wiem. To… to naprawdę dobra oferta. Prawie za dobra”. Słyszałem szelest papierów. „Ale nie rozumiem, dlaczego nas chcą. Nie jesteśmy aż tak ważni w szerszej perspektywie”.
„Co mówi twój prawnik?”
„Właśnie o to chodzi – chcą odpowiedzi do piątku. Profesjonalni inwestorzy zazwyczaj nie pracują w tak napiętych terminach, chyba że podchodzą do sprawy poważnie”.
„Może dostrzegają potencjał, którego ty nie dostrzegasz” – zasugerowałem niewinnie. „Może. Słuchaj, możesz przyjść na obiad w czwartek? Chcę, żebyśmy to omówili całą rodziną. Zawsze byłeś dobry w szczegółach, a ja chętnie zobaczyłbym coś innego”.
Inna perspektywa. Gdyby tylko wiedział, o czyją perspektywę tak naprawdę pyta.
Czwartkowa kolacja była zupełnie inna niż w zeszłym tygodniu. Nastrój był skupiony, wręcz napięty. Tata rozłożył dokumenty finansowe na stole w jadalni, jakby planował kampanię wojskową.
„Oferta wynosi czterdzieści pięć milionów” – oznajmił tata, gdy zebraliśmy się wokół. „To trzydzieści procent powyżej wartości księgowej firmy”.
Marcus podniósł wzrok znad telefonu.
„Czterdzieści pięć milionów? To szaleństwo. Bierz.”

Yo Make również polubił
Kokosanki
Ciasto Leniwiec
Zastraszający uderzyli niepełnosprawną dziewczynę w barze, godzinę później weszli motocykliści
Dip bez nazwy: uwielbiany przez wszystkich przysmak, który przygotujesz w kilka minut