Na pogrzebie mojego dziadka moja rodzina odziedziczyła jego jacht, penthouse, luksusowe samochody i firmę. Prawnik wręczył mi jedynie małą kopertę z biletem lotniczym do Monako. „Chyba twój dziadek nie kochał cię aż tak bardzo” – zaśmiała się moja matka. Zraniona, ale ciekawa, postanowiłam pojechać. Kiedy dotarłam na miejsce, kierowca trzymał tabliczkę z moim imieniem: „PROSZĘ PANIĄ, KSIĄŻĘ CHCE SIĘ Z PANIĄ WIDZIEĆ”. – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Na pogrzebie mojego dziadka moja rodzina odziedziczyła jego jacht, penthouse, luksusowe samochody i firmę. Prawnik wręczył mi jedynie małą kopertę z biletem lotniczym do Monako. „Chyba twój dziadek nie kochał cię aż tak bardzo” – zaśmiała się moja matka. Zraniona, ale ciekawa, postanowiłam pojechać. Kiedy dotarłam na miejsce, kierowca trzymał tabliczkę z moim imieniem: „PROSZĘ PANIĄ, KSIĄŻĘ CHCE SIĘ Z PANIĄ WIDZIEĆ”.

„No cóż, kochanie, jestem pewna, że ​​w środku jest coś ważnego. Może miły list” – powiedziała, ale widziałam to po ich twarzach. Uznali to za przezabawne. Biedna April, wnuczka, która co lato pomagała dziadkowi w jego interesach, która słuchała jego opowieści o Monako i Las Vegas, która była jego partnerką szachową przez piętnaście lat, dostała kopertę, podczas gdy wszyscy inni dostali miliony.

„A boca não tem” – powiedziała mama, ledwo powstrzymując śmiech, miażdżąc portugalski, próbując brzmieć światowo. „Chyba jednak twój dziadek aż tak cię nie kochał”.

Te słowa uderzyły mnie jak fizyczny cios. Dwadzieścia sześć lat rodzinnych spotkań, bycia odpowiedzialnym, pomagania wszystkim w ich problemach, a oni tak mnie postrzegali – jako coś zbędnego, resztkę. Marcus pochylił się i uśmiechnął.

„Może to pieniądze z Monopoly, siostro. To by ci wystarczyło na szczęście.”

Ścisnąłem kopertę, ręce lekko mi drżały. W środku wyczułem coś poza papierem. Nie była wystarczająco gruba, żeby nadawała się na duży czek, ale na pewno było tam coś poza listem.

Jennifer odezwała się z drugiego końca sali. „Nie bądź taka smutna, April. Dziadek na pewno zostawił ci coś odpowiedniego na twoje stanowisko”.

Jej ton jasno dał do zrozumienia, jakie jej zdaniem było moje stanowisko. Gwałtownie wstałem, a skórzany fotel za mną zaskrzypiał.

„Jeśli pozwolisz, muszę wyjść na świeże powietrze.”

Śmiech podążył za mną z biura i korytarzem. Słyszałam, jak mama mówi do kogoś: „Zawsze była dramatyczna. Robert pewnie zostawił jej jakąś miłą pamiątkę albo jakąś radę, jak znaleźć męża”.

W windzie, sama – nie licząc swojego odbicia w polerowanych stalowych drzwiach – w końcu otworzyłam kopertę. W środku znajdował się bilet lotniczy pierwszej klasy do Monako z datą na przyszły tydzień i jedno zdanie napisane charakterystycznym charakterem pisma dziadka: „Zaufanie aktywowane w twoje 26. urodziny, kochanie. Czas odzyskać to, co zawsze należało do ciebie”.

Ale nie to zaparło mi dech w piersiach. To, co jeszcze było w kopercie, sprawiło, że poczułem się nieswojo.

Drugim przedmiotem w kopercie była wizytówka i wyciąg bankowy. Na wizytówce widniał elegancki, złoty napis „Książę Aleksander de Monaco, Sekretarz Prywatny”. Na odwrocie, ręką dziadka, widniał napis: „Zarządza twoim funduszem powierniczym”. Wyciąg bankowy pochodził z Credit Suisse i był adresowany do April R. Thompson Trust. Saldo przyprawiało mnie o zawrót głowy: 347 000 000 dolarów.

Trzysta czterdzieści siedem milionów dolarów.

Wpatrywałem się w liczby, licząc zera raz po raz. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłem utrzymać papier. To musiała być pomyłka – jakaś pomyłka pisarska albo okrutny żart – ale nagłówek był prawdziwy. Numery kont wyglądały na autentyczne, a pismo dziadka było nie do pomylenia.

Kiedy wróciłem wieczorem do mieszkania, zadzwoniłem pod międzynarodowy numer banku widniejący na wyciągu. Po trzykrotnym przekierowaniu i dostarczeniu obszernych informacji weryfikacyjnych, szwajcarski bankier, mówiący perfekcyjnie po angielsku, potwierdził to, w co nie mogłem uwierzyć.

„Tak, panno Thompson, pani fundusz powierniczy powstał, gdy miała pani szesnaście lat i od dekady jest zarządzany przez profesjonalistów. Pani dziadek bardzo precyzyjnie określił datę aktywacji, która zbiega się z pani dwudziestymi szóstymi urodzinami”.

„Ale nigdy nie podpisałem niczego, co miałoby na celu utworzenie trustu”.

„Twój dziadek założył go jako fundator. Jako osoba niepełnoletnia, twoja zgoda nie była wymagana. Trust generuje zyski i reinwestuje zyski z różnych międzynarodowych holdingów biznesowych”.

Holdingi biznesowe. To zdanie przyprawiło mnie o dreszcze – przypomniały mi się wszystkie te partie szachów, w których dziadek opowiadał o hipotetycznych scenariuszach biznesowych, pytając mnie o zdanie na temat zarządzania hotelem, strategii obsługi klienta i pozycjonowania rynkowego. Myślałem, że po prostu prowadzi rozmowę.

„Jakiego rodzaju są to udziały w biznesie?” – zapytałem.

„Nie jestem upoważniony do omawiania szczegółów przez telefon, panno Thompson. Książę Aleksander został jednak poinstruowany, aby przekazać pełne informacje o pani majątku po przybyciu do Monako”.

Po rozłączeniu się siedziałem w swoim malutkim mieszkaniu, wpatrując się w wyciąg bankowy. W rodzinnym SMS-ie wibrowało od zdjęć nowych spadków. Marcus wrzucił zdjęcia magazynów motoryzacyjnych. Jennifer przeglądała już strony internetowe z nieruchomościami na Martha’s Vineyard. Nikt nawet nie zapytał, co jest w mojej kopercie.

Następnego ranka, podczas śniadania z mamą i tatą, popełniłem błąd wspominając o swoich planach.

„Myślę o podróży do Monako – bilet, który zostawił mi dziadek”.

Tata o mało się nie zakrztusił kawą. „Monako? Kochanie, to pewnie będzie cię kosztować tysiące dolarów na hotele i wydatki. Wiesz, że twoja nauczycielska pensja nie pokryje takich wakacji”.

Pomyślałam o wyciągu bankowym ukrytym w mojej torebce. „Bilet jest pierwszej klasy i opłacony”.

Mama zaśmiała się lekceważąco. „April, kochanie, Monako jest dla ludzi takich jak… no cóż, ludzi z prawdziwymi pieniędzmi. Będziesz zupełnie nie na miejscu. Same kasyna, imprezy na jachcie i wszystko, co designerskie”.

Gdyby tylko wiedzieli.

„Może mogłaby zrobić kilka dobrych zdjęć na Instagramie” – zasugerował sarkastycznie Marcus. „Pokaż jej uczniom, jak wygląda prawdziwe bogactwo, zanim wróci do swojej małej klasy”.

Poczułem, jak płoną mi policzki. Ale teraz pod tym wstydem kryło się coś jeszcze: wiedza. Moc. Zrozumienie, że nie jestem biedną krewną, za którą mnie wszyscy mieli.

„Może dziadek miał jakiś powód, żeby mnie tam wysłać” – powiedziałem cicho.

„Och, kochanie” – westchnęła dramatycznie mama. „Twój dziadek miał dziewięćdziesiąt trzy lata. Pod koniec jego umysł nie był już taki jak kiedyś”.

Ale zapamiętałem te rozmowy inaczej. Dziadek był jak zawsze bystry, omawiał interesy i inwestycje aż do ostatniego tygodnia, kiedy to wspomniał o Monako i Las Vegas. Zawsze robił to z poufałością kogoś, kto naprawdę zna te miejsca.

Tego popołudnia zadzwoniłem do pracy, że jestem chory i spędziłem godziny na poszukiwaniach. Książę Aleksander de Monaco był prawdziwy, uczciwy i – według publikacji finansowych – zarządzał kilkoma miliardami dolarów w międzynarodowych inwestycjach dla zamożnych rodzin. Najwyraźniej ja byłem jedną z tych rodzin.

Teraz, wieczorem przed wylotem, spakowałam swoje najlepsze sukienki i całą pewność siebie, na jaką mnie było stać. Mama zadzwoniła po raz ostatni, żeby spróbować mnie od tego odwieść.

„April, popełniasz błąd. Mogłabyś wykorzystać ten bilet na coś praktycznego”.

„Mamo, bilet nie podlega zwrotowi.”

„No to obiecaj mi przynajmniej, że nie narobisz sobie wstydu. Nie mów ludziom, że jesteś wnuczką Roberta Thompsona i nie oczekuj specjalnego traktowania”.

Rozłączyłem się, niczego nie obiecując. Kiedy ponownie oddawałem bagaż, zobaczyłem swoje odbicie w lustrze. Dwadzieścia sześć lat, brązowe włosy, średni wzrost. Nic szczególnego we mnie – według mojej rodziny. Ale dziadek dostrzegł coś innego. Zawsze mi powtarzał, że mam jego oczy, jego intuicję w interesach, jego upór i determinację.

Jutro dowiem się, czy miał rację.

Kabina pierwszej klasy w samolocie Air France do Monako była zupełnie inna niż wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyłam. Stewardesa zwróciła się do mnie per „panno Thompson” z autentyczną serdecznością, zaproponowała szampana przed startem i upewniła się, że mam wszystko, czego potrzebuję na jedenastogodzinną podróż. Lecąc nad Atlantykiem, próbowałam zrozumieć, co tak naprawdę oznacza wyciąg z banku. 347 milionów dolarów to nie tylko pieniądze. To władza, bezpieczeństwo, wolność. To możliwość, by nigdy więcej nie martwić się o czynsz, raty za samochód czy kredyty studenckie.

Na lotnisku w Nicei spodziewałem się złapać taksówkę do Monako. Zamiast tego, gdy przetaczałem bagaż przez odprawę celną, zobaczyłem mężczyznę w eleganckim czarnym garniturze trzymającego tabliczkę z moim imieniem – nie tylko April czy panny Thompson, ale panny April Thompson, beneficjentki Thompson International Trust.

Nogi prawie mi się ugięły. Kierowca był uprzejmy, ale formalny, ładując mój bagaż do nieskazitelnie czarnego mercedesa. Jadąc autostradą wzdłuż wybrzeża w kierunku Monako, rozmawiał z nami po angielsku z akcentem.

„Czy to pani pierwsza wizyta w Księstwie, panno Thompson?”

„Tak” – udało mi się wydusić. „Jest piękny”.

„Jego Wysokość z niecierpliwością oczekuje spotkania z Państwem. Osobiście zarządza aktywami Państwa trustu w Monako od kilku lat”.

Posiadłości Monako — liczba mnoga.

Monako stopniowo się ujawniało. Najpierw ukazał się nam słynny port, pełen jachtów, które kosztowały więcej niż domy większości ludzi. Potem kasyno Monte Carlo, którego ozdobna fasada lśniła w popołudniowym słońcu. W końcu wspięliśmy się krętymi uliczkami pełnymi luksusowych butików i kawiarni. Pałac znajdował się na szczycie wzgórza, ale nie podeszliśmy do głównego wejścia. Zamiast tego kierowca wprowadził mercedesa przez boczną furtkę na prywatny dziedziniec, który widziałam w magazynach, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że go odwiedzę.

„Pani Thompson” – powiedział kierowca, pomagając mi wysiąść z samochodu – „proszę pójść za mną”.

Przeszliśmy przez korytarze ozdobione obrazami, które nadawałyby się do muzeów. Moja nauczycielska pensja nigdy nie przygotowała mnie do takich przestrzeni. Wszystko szeptało o starych pieniądzach, prawdziwej władzy, wiekach wpływów. W końcu zatrzymaliśmy się przed ozdobnymi drzwiami. Kierowca zapukał dwa razy, a potem otworzył mi je.

„Panna Thompson” – oznajmił. „Pani umówiona”.

Wszedłem do czegoś, co można by określić jedynie jako prywatne biuro, choć było większe niż całe moje mieszkanie. Okna od podłogi do sufitu oferowały panoramiczny widok na Morze Śródziemne. Za ogromnym biurkiem siedział mężczyzna, który wyglądał dokładnie jak na zdjęciach: książę Aleksander de Monaco. Wstał, gdy wszedłem, i obszedł biurko, żeby mnie powitać – wysoki, nienagannie ubrany w granatowy garnitur, z tą pewnością siebie, która wynika z tego, że nigdy nie musi nikomu niczego udowadniać.

„Panna Thompson” – powiedział, wyciągając rękę. Jego akcent był subtelny, kulturalny. „Jestem Alexander. Dziękuję za przybycie”.

Uścisnęłam mu dłoń, boleśnie świadoma, jak bardzo nie na miejscu muszę wyglądać. „Wasza Wysokość, ja… ja mam tyle pytań”.

Uśmiechnął się ciepło. „Proszę, mów mi Alexander, a mam wiele odpowiedzi. Twój dziadek był nie tylko bliskim przyjacielem, ale i jednym z najbardziej strategicznych inwestorów, jakich kiedykolwiek znałem”.

Gestem wskazał mi, żebym usiadła na jednym ze skórzanych foteli naprzeciwko jego biurka. „Pani Thompson, pani dziadek zaczął planować pani finansową przyszłość, gdy była pani jeszcze dzieckiem. Założył Thompson International Trust, gdy miała pani szesnaście lat, dając bardzo szczegółowe wytyczne dotyczące pani edukacji – zarówno formalnej, jak i praktycznej”.

Praktyczna edukacja. Wszystkie te rozmowy o biznesie, o rozumieniu ludzi, o strategicznym myśleniu. On nie tylko dzielił się ze mną historiami, April. On mnie szkolił.

Alexander otworzył grubą teczkę na biurku. „Twój fundusz powierniczy posiada obecnie udziały kontrolne w kilku dużych nieruchomościach. Monte Carlo Bay Resort and Casino, które generuje około czterdziestu milionów dolarów rocznie. Belmont Grand Casino and Resort w Las Vegas, generujący około stu czterdziestu pięciu milionów dolarów rocznie. Nieruchomości komercyjne w Londynie, Tokio i Sydney”.

Spojrzałam na niego z lekko otwartymi ustami.

„Twój dziadek zadbał również o to, by wszystkie zobowiązania podatkowe były prawidłowo regulowane za pośrednictwem struktury powierniczej. Otrzymywałeś skromne stypendium w wysokości sześćdziesięciu tysięcy dolarów rocznie – wystarczająco, by wygodnie żyć jako nauczyciel, ale za mało, by zwrócić na siebie uwagę”.

Pieniądze na moim koncie oszczędnościowym – wypłacone z twojego funduszu powierniczego, choć nie znałeś źródła. „Twój dziadek chciał, żebyś poznał wartość pracy i zwykłego życia, zanim zrozumiesz swoją prawdziwą sytuację finansową”.

Wszystko zaczęło się układać. Dlaczego zawsze było mnie stać na mieszkanie, mimo nauczycielskiej pensji. Dlaczego nigdy nie stresowałam się pieniędzmi tak jak moi koledzy. Dlaczego dziadek zawsze wydawał się taki pewny mojej przyszłości.

„Aleksandrze” – powiedziałem powoli. „Ile właściwie jestem wart?”

Zajrzał do innego dokumentu. „Na dziś rano wartość netto trustu wynosi około 1,2 miliarda dolarów”.

Chwyciłem poręcze krzesła, żeby nie upaść.

„Jesteś miliarderką, April. Zawsze nią byłaś.”

Resztę popołudnia spędziłem w biurze Alexandra, przeglądając dokumenty, które potwierdzały wszystko, co mi powiedział — umowy powiernicze, akty własności, sprawozdania finansowe, zeznania podatkowe — wszystkim zarządzały zespoły profesjonalistów, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, a wszyscy pracowali w imieniu powiernictwa, o którego istnieniu nie miałem pojęcia.

„Twój dziadek był bardzo precyzyjny co do terminu” – wyjaśnił Alexander, gdy przerzucałem kolejne strony dokumentów prawnych. „Chciał, żebyś zaznał normalnego życia – zrozumiał pracę i odpowiedzialność – zanim dowiesz się o swoim spadku”.

„Ale po co to ukrywać? Czemu mi po prostu nie powiesz?”

Aleksander uśmiechnął się smutno. „Bo znał twoją rodzinę. Wiedział, że gdyby zrozumieli twoje prawdziwe dziedzictwo, traktowaliby cię inaczej. Albo czuliby do ciebie urazę, albo próbowaliby cię kontrolować, albo postrzegaliby cię tylko jako źródło pieniędzy, a nie jako człowieka”.

Pomyślałam o czytaniu testamentu, o ich śmiechu, o okrutnym komentarzu mamy. Doskonale pokazali swoje prawdziwe oblicze.

„Twój dziadek chciał, żebyś zobaczył, co naprawdę do ciebie czują, zanim zyskasz władzę, by zmienić tę dynamikę” – kontynuował Alexander. „Powiedział, że musisz zrozumieć, kto naprawdę troszczy się o ciebie, a kto będzie troszczył się o twoje pieniądze. A teraz – teraz ty decydujesz, jak wykorzystać to, co zawsze posiadałeś”.

Tego wieczoru Alexander zorganizował mi wycieczkę do Monte Carlo Bay Resort. Podczas gdy dyrektor generalny, Claude Dubois, oprowadzał mnie po moim obiekcie, nieustannie musiałam sobie przypominać, że nie jestem turystką, tylko właścicielką. Ośrodek był wspaniały: trzysta luksusowych apartamentów, pięć restauracji, tętniące życiem kasyno i spa wyglądające jak z filmu. Wszystko było nieskazitelne, dochodowe i całkowicie surrealistyczne.

„Nieruchomość utrzymuje dziewięćdziesiąt cztery procent obłożenia od trzech lat” – wyjaśnił Claude, gdy staliśmy na tarasie apartamentu prezydenckiego. „Twój dziadek – a raczej osoba, której zaufałeś – był doskonałym właścicielem. Bardzo dyskretny, ale zawsze wspierający ulepszenia”.

„Mój dziadek zarządzał tym zdalnie?”

„Dzięki wideokonferencjom z Państwa zespołem doradców. Jak na osobę, która nigdy wcześniej nie pracowała w branży hotelarskiej, dysponował on niezwykle dużą wiedzą na temat funkcjonowania branży.”

Ale zdałem sobie sprawę, że pracował w branży – przeze mnie. Wszystkie te rozmowy o obsłudze klienta, o tym, co sprawia, że ​​ludzie czują się mile widziani, o równowadze między luksusem a komfortem – uczył się z mojej perspektywy, jako osoby, która rozumiała, czego zwykli ludzie oczekują od niezwykłych doświadczeń.

Tego wieczoru, po powrocie do mojego pięciogwiazdkowego hotelu, zadzwoniłem do rodziny. W grupowej wiadomości wciąż wibrowało podekscytowanie związane z ich spadkiem. Marcus złożył ofertę kupna apartamentu w Miami. Jennifer planowała rzucić pracę i zostać influencerką lifestylową. O mało się nie roześmiałem. Cieszyli się z milionów, podczas gdy ja byłem posiadaczem miliardów. Ale nie pieniądze mnie uderzyły. Uderzyło mnie zrozumienie, że dziadek mnie chronił. Choć oni od razu odczuli satysfakcję, dał mi coś o wiele cenniejszego – szansę na odkrycie własnej siły, zanim będę musiał jej użyć.

Mój telefon zawibrował, bo dostałem SMS-a od taty. „Jak tam wakacje? Mam nadzieję, że nie wydajesz za dużo pieniędzy”.

Rozejrzałem się po moim apartamencie prezydenckim, podziwiając widok na port ciągnący się aż po horyzont i na butelkę szampana, która kosztowała więcej niż miesięczna rata jego samochodu.

„To ma walory edukacyjne” – odpisałam.

Następnego ranka Alexander zorganizował mi firmowy odrzutowiec, który miał mnie zabrać do Las Vegas. Rozsiadając się w skórzanych fotelach samolotu, który najwyraźniej należał do mnie, zastanawiałem się, co chcę zrobić z tą wiedzą. Mogłem wrócić do domu i od razu wszystko wyjawić – zaszokować ich prawdą, sprawić, by poczuli się głupio, że mnie nie docenili – albo mogłem działać strategicznie. Mogłem wykorzystać to, czego nauczył mnie dziadek, czyli myślenie z wyprzedzeniem.

Gdy odrzutowiec wzbił się w powietrze nad Monako, podjąłem decyzję. Czas zagrać w szachy.

Belmont Grand Casino and Resort w Las Vegas był jeszcze bardziej imponujący niż Monako. Czterdzieści siedem pięter lśniącego złota i szkła wznosiło się nad Strip niczym pomnik sukcesu. Najwyraźniej mój pomnik. Sarah Chen, zarządczyni obiektu w Vegas, powitała mnie na lotnisku limuzyną, która zaparłaby dech w piersiach mojej rodzinie. Była bystra, profesjonalna i zupełnie nieświadoma, że ​​rozmawia ze swoim prawdziwym szefem.

„Pani Thompson” – powiedziała, gdy zajęliśmy skórzane fotele limuzyny. „Przedstawiciel pani trustu powiedział, że chciałaby pani kompleksowo obejrzeć posiadłość. Cieszę się, że mogę pani pokazać, co tu zbudowaliśmy”.

„Od jak dawna zarządza Pan tą nieruchomością?”

„Minęło już siedem lat. Niesamowite było obserwowanie, jak się rozwija. Wasze zaufanie było idealnym właścicielem – wspierającym innowacje, ale mądrym w zarządzaniu ryzykiem”.

Podczas zwiedzania ośrodka Sarah pokazała mi raporty finansowe, które przyprawiły mnie o zawrót głowy. Kasyno generowało około sześćdziesięciu procent przychodów. Hotel, restauracje i lokale rozrywkowe dokładały się do reszty. Wszystko było skrupulatnie zarządzane, dochodowe i rozwijające się.

„Twój zarząd mówi o ekspansji” – wspomniała Sarah, gdy siedzieliśmy w apartamencie typu penthouse, który najwyraźniej należał do mnie. „Jest zainteresowanie nabyciem podobnych nieruchomości w Dubaju i Singapurze”.

„Naprawdę?” Starałem się brzmieć swobodnie. „Jaka oś czasu?”

„Nic konkretnego jeszcze nie wiadomo, ale wstępne badania są obiecujące. Twój zespół finansowy wydaje się być pewny ekspansji międzynarodowej”.

Mój zespół finansowy. Miałem zespół finansowy.

Tego popołudnia spędziłem trzy godziny na wideokonferencjach z doradcami, których nigdy wcześniej nie spotkałem, ale którzy od lat zarządzali moimi pieniędzmi — moim księgowym, który wypełniał moje zeznania podatkowe i podtrzymywał fikcję prawną, że jestem tylko nauczycielem otrzymującym skromne wypłaty z funduszu powierniczego; moim menedżerem inwestycyjnym, który powiększył moje portfolio z setek milionów do ponad miliarda; moim zespołem prawnym, który wszystko zorganizował tak, aby wytrzymać kontrolę i chronić moją prywatność.

„Pani Thompson” – wyjaśnił mój główny doradca – „pani dziadek zostawił bardzo szczegółowe instrukcje dotyczące tego, jak poradzić sobie z pani finansowym przebudzeniem. Przewidywał, że będzie pani chciała podjąć jakieś znaczące kroki, gdy zrozumie pani swoją sytuację”.

„Jakiego rodzaju ruchy?”

„Pomyślał, że możesz być zainteresowany strategicznymi przejęciami, szczególnie na rynkach, na których masz osobistą wiedzę lub powiązania rodzinne”.

Więzi rodzinne. W mojej głowie zaczął kiełkować pewien pomysł.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

150 razy silniejszy niż cytryna i czosnek! Zabija wszystkie bakterie i grzyby! Zatrzymuje kaszel

Posiekaj liście pokrzywy. Zagotuj wodę, a następnie dodaj pokrzywę i żurawinę. Gotować na wolnym ogniu przez 10 minut. Następnie przykryj ...

Mieszanie goździków z wodą: naturalny środek o wielkich korzyściach

Działa jako naturalny środek przeciwzapalny. Może pomóc kontrolować poziom cukru we krwi. Poprawia krążenie krwi. Podstawowy przepis na wodę z ...

Ciasto jogurtowe: kremowy przepis na deser bez pieczenia

3.2 Przygotowanie homarów Czyszczenie homarów : Zacznij od zagotowania garnka osolonej wody. Namocz homary przez około 5–7 minut, następnie odcedź je ...

Sekret świeżości czosnku: Jak przechowywać go przez cały rok – wskazówki szefa kuchni

Unikanie wilgoci: Czosnek nie lubi wilgoci, dlatego trzeba upewnić się, że miejsce przechowywania jest dobrze wentylowane i suche, aby uniknąć ...

Leave a Comment