Następnego ranka po pogrzebie mojej siostry jej szef zadzwonił do mnie znienacka i powiedział: „Laura, nie mów rodzinie, co ci zaraz pokażę”. Kiedy weszłam do jego biura i zobaczyłam, kto za nim stoi, Gouttyljeek Kis – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Następnego ranka po pogrzebie mojej siostry jej szef zadzwonił do mnie znienacka i powiedział: „Laura, nie mów rodzinie, co ci zaraz pokażę”. Kiedy weszłam do jego biura i zobaczyłam, kto za nim stoi, Gouttyljeek Kis

 

„Jak to wygląda w praktyce?”

Hail przeszedł się tam i z powrotem, zamyślony.

„Oczekują, że się złamiesz” – powiedział. „Że przeprosisz. Że będziesz współpracować. To ich strategia”.

„I chcesz, żebym pozwolił im myśleć, że to działa” – powiedziałem.

„Tymczasowo” – powiedział. „Wystarczająco, żeby się poczuli komfortowo”.

Zamknąłem plik.

„Przyszli dziś wieczorem do domu Megan. Nie wyglądali na zajętych.”

„Dlatego działamy szybko” – powiedział. „Spotkasz ich jeszcze raz. Ale nie sam”.

Podszedł do szafki, otworzył ją i wyjął małe urządzenie — cienki mikrofon przyciskowy z niemal niewidocznym przewodem.

„To transmisja na żywo” – powiedział. „Zasięg około trzydziestu metrów. W zestawie rejestrator zapasowy”.

Nie wahałem się.

„Pokaż mi, gdzie się to mocuje.”

„Blisko obojczyka” – powiedział. „Pod marynarką. Ustabilizuje się. Żadnej grubej biżuterii”.

Skinąłem głową. Gdyby to był ktokolwiek inny, mógłby mi wyjaśnić, jak czuły jest mikrofon i jak ważne jest, żeby go nie dotykać.

Nie potrzebowałem wykładu. Nosiłem mniejsze urządzenia w gorszych warunkach.

Grad trwał nadal.

„Będzie też w pobliżu dwóch agentów – jeden w nieoznakowanym pojeździe, drugi pieszo”.

„Jaki jest mój cel?” zapytałem.

„Zachęć ich do rozmowy” – powiedział. „Niech wyczują twój sposób myślenia. Niech ujawnią punkty newralgiczne”.

„One nie są subtelne” – powiedziałem.

„Nie muszą” – odpowiedział Hail. „Wystarczy, że zostaną nagrane”.

Podał mi telefon na kartę.

„W ten sposób się ze mną kontaktujesz. Używaj tego tylko wtedy, gdy jesteś z dala od rodziny.”

„Tak jak teraz.”

„Dokładnie”. Po czym dodał: „I cokolwiek się stanie, nie wracaj dziś wieczorem do domu”.

Wsunąłem palnik do kurtki.

„Nie planowałem tego.”

Gdy szedłem w stronę wyjścia, Hail zatrzymał mnie jeszcze jednym pytaniem — cichym i dosadnym.

„Sierżancie Kent” – powiedział. „Wiesz, czego teraz od ciebie chcą?”

„Tak” – odpowiedziałem. „Kontrola”.

„A wiesz, czego od nich chcesz?”

Przekręciłam klamkę i spojrzałam mu w oczy.

„Prawda”.

Na korytarzu zrobiło się zimniej, ale moje kroki, gdy wychodziłem z budynku, były pewne. Na parkingu wciąż stał SUV z monitoringiem, a jego reflektory odbijały moje odbicie w szybie.

Nie dostrzegłem strachu na swojej twarzy.

Po prostu cel. Taki, który pojawia się, gdy ślad przestaje być spekulacją, a staje się dowodem.

Wyszedłem z budynku federalnego z telefonem jednokrotnego użytku schowanym pod kurtką i mikrofonem pod kołnierzykiem, dokładnie tak, jak pokazał mi Hail. Chłodne nocne powietrze owiało mi twarz, gdy przechodziłem przez parking. Spokojnie i rozważnie. Z tą pewnością, która pochodzi z pamięci mięśniowej, wyuczonej w miejscach, gdzie wahanie nie wchodziło w grę.

Odblokowałem samochód, wślizgnąłem się do środka i zostawiłem silnik na biegu jałowym, poprawiając pas bezpieczeństwa wokół mikrofonu, nie ruszając go. Mój prawdziwy telefon pozostał wyłączony w torbie. Nagrywarka zawibrowała raz, gdy tylko wyruszyłem w drogę.

Grad.

Upewnij się, że jesteś sam.

Jestem sam, powiedziałem.

Dobrze. Dwóch agentów jest w pobliżu domu. Nie wrócisz, ale potrzebujemy cię blisko.

„Powiedz mi tylko lokalizację.”

Podał mi adres dwa bloki od mojego domu — mały park publiczny z zepsutymi latarniami i jedną ławką, na której nastolatkowie zazwyczaj chowali się, żeby palić e-papierosy.

Podjechałem dziesięć minut później, skanując teren tak, jak skanowałbym niezabezpieczony punkt kontrolny. Na ławce naprzeciwko siedziała postać, udając, że przewija ekran telefonu. Agent szedł pieszo. Wcześniejszy SUV stał na ulicy obok parku, z przyciemnionymi szybami.

Siedziałem w samochodzie, pozwalając ciemności ogarnąć mnie. Torba na laptopa mojej siostry leżała na fotelu pasażera niczym drugie bicie serca. Każda strona w środku, każdy zrzut ekranu, każda notatka, każda klatka były częścią mapy, którą stworzyła na długo przed śmiercią.

I nie zamierzałam teraz niczego upuścić.

Palnik znów zabrzęczał.

Nieznany.

Jesteśmy na zewnątrz. Czemu nie odbierasz telefonu?

Mitchell. Teraz nawet nie udaje, że ukrywa swój numer.

Zaraz potem przyszła kolejna wiadomość.

Widzieliśmy, jak zgasło ci światło. Gdzie jesteś?

A potem trzeci.

To staje się głupie. Wracaj do domu. Musimy dziś wieczorem wszystko wyjaśnić.

Załatwcie sprawy.

Tego samego zwrotu użył w poczcie głosowej do Megan.

Wpatrywałem się w ekran, zastanawiając się, jaki ton powinienem przyjąć. Hail kazał mi pozwolić im myśleć, że odzyskują kontrolę, ale nie na tyle, żeby pozwolić im zbliżyć się do mnie fizycznie, czego nie mógłbym przerwać.

W odpowiedzi napisałem jedno krótkie zdanie.

Wychodzę. Daj mi dwadzieścia minut.

Trzy kropki pojawiły się natychmiast. Beth pisała coś długiego, ale odwróciłem telefon ekranem do dołu, zanim to przeczytałem.

Lekkie pukanie w szybę samochodu sprawiło, że spojrzałem w górę. Agent z ławki pochylił się na tyle, by móc mówić, nie będąc widzianym przez nikogo innego.

„Gdzie ich spotkasz?” zapytał.

„Neutralne miejsce” – powiedziałem. „Publiczne, otwarte, nie odizolowane”.

„Będą się temu opierać” – ostrzegł.

„Wiem” – powiedziałem. „Nie daj się zepchnąć do drugiego miejsca. Znasz procedurę”.

Skinąłem głową.

„Kiedy wyjdę, dajcie mi przestrzeń” – dodałem. „Nie wyczują, że ktoś ich obserwuje”.

Cofnął się w cień.

Ponownie sięgnąłem po nagrywarkę i przewinąłem do wątku Mitchella. Wysłał pięć nowych wiadomości w niecałą minutę.

Gdzie jesteś teraz?

Jeśli nie odpowiesz, wejdziemy.

Otwórz drzwi, albo my to zrobimy.

To twoja ostatnia szansa.

Odpowiedz mi teraz.

Wysłałem jedną odpowiedź.

Spotkajmy się na parkingu Oakridge. Za dwadzieścia minut.

Miejsce zdarzenia zostało celowo wybrane — półpubliczne, szeroka widoczność, tylko jedno wyjście, wystarczająco duży ruch, aby zapobiec jakimkolwiek dramatycznym wydarzeniom bez świadków.

A co ważniejsze, wystarczająco blisko dla zespołu Haila.

Kropki zamrugały, a potem w końcu:

Cienki.

Zamknąłem samochód, wziąłem jeszcze jeden oddech i ruszyłem.

Sygnalizacja świetlna rzucała krótkie błyski na deskę rozdzielczą, gdy zbliżałem się do parkingu. Parking był prawie pusty, z wyjątkiem kilku samochodów w pobliżu centrum handlowego i jednej ciężarówki z włączonym silnikiem na tylnym parkingu. Zaparkowałem twarzą do wyjazdu – z przyzwyczajenia – i trzymałem ręce na kierownicy.

Minęło pięć minut.

Sześć.

Siedem.

Potem podjechał ich SUV, a światła reflektorów przesunęły się po chodniku niczym wiązka światła. Zaparkowali zbyt blisko – niewygodnie, nachalnie blisko – zmuszając mnie do ostrożnego otwarcia drzwi.

Wyszłam, zachowując luźną, ale twardą postawę, jak kolejna kobieta radząca sobie z kolejnym problemem rodzinnym na kolejnym parkingu nocą.

Beth pierwsza wyskoczyła z samochodu.

„Chcesz mi wyjaśnić, co to był za wyczyn?” – warknęła.

„Nie” – powiedziałem.

Mitchell szedł za mną, zaciskając szczęki i rozglądając się dookoła, jakby spodziewał się, że ktoś wyskoczy z krzaków. Podszedł do mnie z wyciągniętymi rękami, z otwartymi dłońmi, jakby próbował wyglądać nieszkodliwie.

„Słuchaj” – powiedział. „To nie może tak trwać. Zachowujesz się niestabilnie”.

„Naprawdę?” – zapytałem.

„Tak” – powiedział. „Oskarżasz ludzi o rzeczy, które nie mają sensu. Sprawdzanie jej kont, przeglądanie jej akt…”

Przerwałem mu.

„Skąd wiesz, co sprawdziłem?”

Zamarł. Na tyle długo.

Zamiast niej wskoczyła Beth.

„Ona też była naszą rodziną” – powiedziała głosem ociekającym wymuszoną łagodnością. „Zasługujemy na to, żeby wiedzieć, co planujesz”.

Spojrzałem na nią beznamiętnie.

“Planowanie?”

„Tak” – powiedziała. „Karmisz ludzi różnymi historiami. Robisz z nas złoczyńców”.

Mój puls pozostał stały, a mikrofon zupełnie nieruchomy.

„Nic nie powiedziałem” – odpowiedziałem. „Ale brzmisz defensywnie”.

„Bo zachowujesz się jak glina” – warknęła. „Traktujesz nas jak podejrzanych”.

Patrzyłem, jak się zmieniają – nerwowa energia, nerwowa postawa. Zgadywali, gdzie są pęknięcia.

Starałem się mówić spokojnie.

„Boisz się, że co znalazłem?”

Mitchell głośno wypuścił powietrze.

„W tym tkwi problem” – powiedział. „Wszystko przekręcasz”.

„Wszystko?” – zapytałem.

„Tak”. Podniósł głos. „Wypłaty z banku, rozmowy telefoniczne, posiłki. Próbujesz nas wrobić”.

„Jesteś winny” – powiedziałem spokojnie.

Oczy Beth rozszerzyły się.

„Co powiedziałeś?”

„Powiedziałam winna” – powtórzyłam płaskim, bezpośrednim głosem. „Oboje jesteście winni”.

Zapadła długa, napięta cisza. Ich twarze się zmieniły – nie smutek, nie ból. Kalkulacja. Mitchell ponownie rozejrzał się po parkingu, zniżając głos.

„Musisz przestać tak mówić.”

„Bo co?” – zapytałem.

Beth zareagowała zbyt szybko.

„Albo zrujnujesz sobie życie. I nasze.”

Spojrzałem jej w oczy.

„Tak myślisz?”

„Tak” – powiedziała. Potem jej ton stał się ostrzejszy. „Cokolwiek Megan myślała, że ​​ma, umarło wraz z nią. Rozumiesz?”

I tak to się zaczęło. Prawie słowo w słowo to, co powiedzieli Megan, według jednej z jej notatek.

Następnie pochylił się Mitchell i szepnął, jakbyśmy spiskowali w jakiejś niewinnej sprawie.

„Bądźmy rozsądni” – powiedział. „Damy radę. Nie ma potrzeby wciągać nikogo w coś, w czym nie musi brać udziału”.

Jego ton wywołał u mnie dreszcze.

„Czego właściwie ode mnie chcesz?” – zapytałem.

Beth odpowiedziała za niego.

“Rzuć to.”

„Zapomnij o aktach i wyciągach bankowych” – dodał Mitchell.

„A te medyczne sprawy” – powiedziała szybko Beth. „Nie ma powodu, żebyś na to wszystko zwracał uwagę”.

Ich sformułowania nakładały się na siebie — były paniczne, niedbałe, obciążające.

Mikrofon Haila wychwycił każdą sylabę.

Skrzyżowałem ramiona.

„Myślisz, że nie widzę, co to jest?” – zapytałem.

Ręka Mitchella drgnęła.

„Co widzisz?” – zapytał.

„To przykrywka” – powiedziałem.

Beth zacisnęła szczękę.

„Przekraczasz pewną granicę.”

„Ty przeszedłeś przez nią pierwszy” – powiedziałem.

Mitchell podszedł bliżej. Za blisko. Oddech przyspieszył. Postawa sztywniała ze złości.

„Zapomnij o plikach, Lauro.”

Nie cofnąłem się.

„Nie zrobię tego.”

Kolejna cisza. Dłuższa. Wyraźniejsza.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Łatwy przepis na chrupiące truskawki

* W robocie kuchennym lub w torebce z wałkiem do ciasta pokrusz ciasteczka Oreo. * W misce wymieszaj pokruszone ciasteczka ...

Cowardly Brownies, czekoladowe, słodkie i nieodparte!

Przygotowanie: 1. Ubij jajka z cukrem na puszystą masę, następnie rozpuść margarynę o obniżonej zawartości tłuszczu i wymieszaj z mlekiem ...

Kiedy żołnierz SEAL zażartował ze swojego stopnia, jej odpowiedź zyskała jego szacunek

Gdy Jake zaczął zdawać sobie sprawę z pełnych konsekwencji swojego swobodnego podejścia, zdołał dodać: „Admirale”, podnosząc głos niemal do szeptu ...

Leave a Comment