Uśmiechnęła się ironicznie, odrzucając włosy, jakbyśmy znowu byli nastolatkami. „Sprzedałeś je, zanim wyjechałeś. Wszyscy o tym wiedzą”.
„Naprawdę?” – zapytałem cicho.
Odwróciła się do pokoju, a jej głos się wzmocnił. „W każdym razie, właśnie organizuję prywatny brunch rodzinny, więc może powinieneś…”
„Wyjść, zanim wniosę oskarżenie?” – przerwałem.
Jej wzrok znów powędrował w moją stronę. Ton mojego głosu był spokojny, wręcz leniwy, ale nie odrywałem od niej wzroku.
„Proszę bardzo” – powiedziałem. „Zadzwoń po ochronę”.
Przez jej twarz przemknął cień paniki. Zawahała się, po czym pstryknęła palcami.
„Marcus.”
Zza drzwi tarasowych wyłoniło się dwóch umundurowanych strażników – wysocy, wysportowani, poważni. Na ich granatowych kurtkach widniały insygnia prywatnej firmy ochroniarskiej, z którą osobiście podpisałem umowę. Ich miny były neutralne, gdy weszli do pokoju.
Goście zaczęli szeptać, na wpół podekscytowani, na wpół zdenerwowani. Serena skrzyżowała ramiona, wczuwając się w swoją rolę, jakby w nią wierzyła.
„Proszę ją wyprowadzić” – powiedziała, unosząc brodę. „Ona tu weszła”.
Strażnicy wymienili krótkie spojrzenia, po czym odwrócili się… w moją stronę.
„Witamy ponownie, pani Carter” – powiedział jeden z nich z szacunkiem, lekko pochylając głowę. „Nie spodziewaliśmy się pani tak szybko”.
Cały pokój zamarł.
Serena straciła kolor na twarzy. „Nie rozumiem” – wyjąkała. „Co ty robisz? Jestem twoją pracodawczynią”.
Drugi strażnik wyprostował się. „Z całym szacunkiem, proszę pani, nasza umowa jest z właścicielką nieruchomości”. Skinął głową w moją stronę. „A to ona”.
Przez pokój przeszedł szmer niczym fala. Pozwoliłem mu tam zawisnąć przez chwilę, zanim uśmiechnąłem się blado.
„A teraz” – powiedziałem, odwracając się do Sereny – „jeśli już skończyłaś udawać, że jesteś właścicielką mojego życia, to chcę, żeby wszyscy wyszli. Mój dom to nie plac zabaw dla kłamców”.
Wyglądała, jakby ktoś ją uderzył.
„Rachel, proszę. To nie jest…”
„Zaoszczędź to” – powiedziałem, podchodząc bliżej, aż byłem o centymetry od niej. Jej perfumy – coś drogiego i kwiatowego – przygasły pod wpływem ostrzejszego zapachu grillowanych krewetek i cytryny dochodzącego z patio. „Dokładnie wiedziałaś, co robisz. Myślałaś, że nigdy nie wrócę. Myślałaś, że możesz mnie zastąpić”.
W jej oczach pojawiły się łzy, ale odwróciłem się, zanim zdążyły popłynąć.
„Wyprowadźcie wszystkich” – powiedziałem cicho – „zanim ja to zrobię”.


Yo Make również polubił
Nafaszerowałem papryki czymś, o czym nigdy byś nie pomyślał – lunch był fenomenalny
Nie czyść tego ściereczką z mikrofibry
4 korzyści z nakładania maści Vick Vaporub na stopy przed pójściem spać
Żelki malinowe i limonkowe – 3 proste kroki do zdrowia