„Wiem, kochanie, ale nie mamy wyboru”. Rozejrzałam się po pokoju i mój wzrok padł na kołdrę na łóżku. „Możemy użyć tego jako prowizorycznej liny”. Szybko ją zerwałam i zaczęłam przywiązywać do ciężkiej podstawy biurka. Nie byłaby wystarczająco długa, żebyśmy mogli spaść na ziemię, ale zmniejszyłaby wysokość upadku.
„Mamo” – zawołała cicho Mia, wskazując na drzwi. „Wraca”.
Wytężając słuch, zdałem sobie sprawę, że ma rację. Kroki zbliżały się. „Szybko” – wyszeptałem, kończąc węzeł i wyrzucając kołdrę przez okno. „Ty pierwszy. Zejdź najniżej, jak potrafisz, a potem puść”.
Mia zawahała się tylko przez sekundę, zanim stanęła przy oknie. Kroki były teraz bliżej. Usłyszeliśmy wkładanie klucza do zamka. „Idź!” – rozkazałem.
Mia zaczęła schodzić. Z niepokojem obserwowałem, jak dociera do końca materiału, wciąż jakieś dwa metry nad ziemią. „Puść już!” – poleciłem, widząc, jak drzwi zaczynają się otwierać. Mia puściła mnie i upadła na trawę, turlając się, tak jak jej kazałem. Szybko wstała, pokazując kciuk w górę.
Nie było już czasu. Richard wchodził do pokoju. Bez chwili namysłu chwyciłam kołdrę i wyskoczyłam przez okno, zsuwając się po materiale tak szybko, że aż poparzył mi dłonie. Kiedy doszłam do końca, usłyszałam wściekły krzyk z pokoju. „Helen!” Głos Richarda, nie do poznania z wściekłości, sprawił, że bez wahania go puściłam. Niezręcznie wylądowałam, czując ostry ból w lewej kostce, ale adrenalina była tak wysoka, że ledwo to poczułam.
„Uciekaj!” krzyknąłem do Mii. Podążając wzrokiem za moim wzrokiem, zobaczyłem Richarda wychylającego się przez okno z twarzą wykrzywioną w furii.
„Schodzi po schodach” – ostrzegłam, chwytając Mię za rękę. „Musimy się spieszyć”. Pobiegłyśmy przez podwórko, kuśtykając w kierunku niskiego murku oddzielającego naszą posesję od bocznej ulicy. Usłyszeliśmy trzaskające drzwi i głośne głosy. Richard zaalarmował gości, zamieniając naszą ucieczkę w publiczne widowisko.
Dotarliśmy do lasu, małego rezerwatu przyrody. „Zdjęcia” – przypomniałem sobie. „Masz je jeszcze?” Skinęła głową, wyciągając telefon. Na zdjęciach widniała mała, nieopisana bursztynowa butelka i kartka z pismem Richarda: lista z godzinami i notatkami. 10:30 Przybycie gości. 11:45 Podanie herbaty. Efekty za 15-20 minut. Wyglądaj na zaniepokojonego. Wezwij karetkę o 12:10. Za późno. To był szczegółowy harmonogram mojego końca.
Ostateczne starcie
Usłyszeliśmy odległe głosy. Grupa poszukiwawcza. „Chodźcie” – nalegałem. W końcu dostrzegliśmy małą metalową bramkę. Zamkniętą. „Mamo, twoja karta dostępu do wspólnoty” – powiedziała Mia. Przesunąłem ją przez czytnik, modląc się, żeby zadziałała. Zapaliło się zielone światło i bramka otworzyła się z kliknięciem.
Wyszliśmy na cichą ulicę. Zatrzymaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do Crest View Mall, miejsca na tyle zatłoczonego, że nie przyciągało uwagi. Usiedliśmy w zacisznym kącie kawiarni. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam dziesiątki nieodebranych połączeń i wiadomości od Davida. Ostatnia brzmiała: Helen, proszę, wróć do domu. Bardzo się martwię. Jeśli chodzi o naszą wczorajszą kłótnię, możemy porozmawiać. Nie rób niczego impulsywnego. Kocham cię. Fałsz tych słów wywołał kolejną falę mdłości. Budował swoją narrację.
Dostałam kolejną wiadomość: Zadzwoniłam na policję. Szukają cię. Helen, proszę, pomyśl o Mii.
Krew mi zmroziła krew w żyłach. Wezwał policję, ale jako zatroskany mąż niestabilnej emocjonalnie kobiety.
Zadzwoniłam do mojej koleżanki ze studiów, Franceski Navaro, prawniczki karnej. Wyjaśniłam wszystko. „Zostań tam” – rozkazała. „Już po ciebie przyjdę. Będę za trzydzieści minut. Nie rozmawiaj z nikim, a już na pewno nie z policją, dopóki tam nie dotrę”.
Podczas gdy czekaliśmy, Mia wyznała, że od jakiegoś czasu podejrzewała Davida – drobiazgi, sposób, w jaki na mnie patrzył, kiedy myślał, że nikt nie patrzy, zimny i wyrachowany. „Wydawałaś się taka szczęśliwa z nim, mamo” – powiedziała. „Nie chciałam tego zepsuć”. Łzy spływały mi po twarzy. Moja nastoletnia córka zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa na długo przede mną.
Potem nowa wiadomość od Davida: Policja znalazła krew w pokoju Mii. Helen, co zrobiłaś? On mnie wrabiał.
Właśnie wtedy do kawiarni weszło dwóch umundurowanych policjantów.
Policjanci zauważyli nas i podeszli do naszego stolika. „Pani Helen Matthews?” – zapytał jeden z nich. „Pani mąż bardzo się o panią i córkę. Zgłosił, że wyszła pani z domu w stanie odmiennym, co mogło narazić nieletnią na niebezpieczeństwo”.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wtrąciła się Mia. „To kłamstwo! Mój ojczym próbuje nas zabić! Mam dowód!”
Policjanci wymienili sceptyczne spojrzenia. „Proszę pani” – powiedział do mnie młodszy – „pani mąż poinformował nas, że może mieć pani problemy psychiczne. Powiedział, że miała pani już podobne epizody”.
Wściekłość we mnie wezbrała. „To absurd! Nigdy nie miałam żadnych epizodów! Mój mąż kłamie, bo odkryliśmy jego plany!”
Mia pokazała im zdjęcia w telefonie. „To jest ta butelka, którą znalazłam” – powiedziała. „A to oś czasu, którą napisał”.
Policjanci przyjrzeli się zdjęciom, ich miny były trudne do odczytania. „To wygląda na zwykłą butelkę” – zauważył starszy. „Jeśli chodzi o papier, to może to być dowolna notatka”.
Właśnie wtedy przybyła Francesca. „Widzę, że policja już pana znalazła” – powiedziała, natychmiast oceniając sytuację. Przedstawiła się jako moja prawniczka i zaczęła obalać ich domysły. „Moi klienci mają fotograficzne dowody na obecność potencjalnie śmiercionośnych substancji oraz pisemną dokumentację sugerującą plan. Co więcej, nieletnia, panna Mia, podsłuchała rozmowę telefoniczną, w której pan Matthews wyraźnie omawiał swoje plany”.
„Pan Matthews wspomniał o krwi znalezionej w pokoju nieletniego” – skomentował młodszy policjant.
Francesca ani drgnęła. „Sugeruję, żebyś wrócił na komisariat i złożył kontr-skargi, które właśnie składam: usiłowanie zabójstwa, manipulowanie dowodami i złożenie fałszywego zawiadomienia na policję przeciwko panu Davidowi Matthewsowi”.
Policjanci, czując się teraz nieswojo, zgodzili się, że będziemy musieli złożyć zeznania na komisariacie.
„Helen, sytuacja jest gorsza, niż sobie wyobrażałam” – powiedziała Francesca cicho, gdy już wyszli. „David zareagował szybko. Gromadzi dowody przeciwko tobie”.
Potem mój telefon znowu zawibrował. David: Helen, policja cię znalazła? Idę zaraz do centrum handlowego. Chcę tylko pomóc.
„Idzie tutaj” – powiedziała Francesca, wstając. „Musimy natychmiast wyjść. Na komisariat. To najbezpieczniejsze miejsce”.
Na komisariacie Francesca zaprowadziła nas prosto do biura komendanta. „Moi klienci są zastraszani przez męża pani Matthews” – wyjaśniła. „Mamy dowody, że planował ją dzisiaj otruć”.
Właśnie wtedy wszedł David z idealną maską zaniepokojenia na twarzy. „Helen! Mia!” wykrzyknął. „Dzięki Bogu jesteś cała i zdrowa!”
Dowódca, komandor Rios, pozwolił mu wejść. „Helen, dlaczego tak uciekłaś?” zapytał, a jego zmieszanie było tak przekonujące, że prawie zwątpiłam w siebie.
„Panie Matthews” – wtrącił dowódca Rios – „Pani Helen i jej prawnik składają przeciwko panu doniesienie o usiłowaniu zabójstwa”.
David wyglądał na autentycznie zszokowanego. „To absurd! Helen, co ty wyprawiasz? Chodzi o ten lek? Już ci mówiłem, że to tylko na twoje ataki lęku”. Wyjaśnił dowódcy, że cierpiałam na paranoję i że „dr Williams” przepisał mi łagodny środek uspokajający. Jego opowieść była tak wiarygodna, tak starannie skonstruowana.
„To kłamstwo!” – odpowiedziałam, a mój głos drżał z wściekłości. „Nigdy nie miałam problemów z lękiem! Nigdy nie byłam u tego doktora Williamsa!”
„Wszystko słyszałam” – powiedziała Mia, patrząc Davidowi prosto w oczy. „Słyszałam, jak wczoraj wieczorem rozmawiałeś przez telefon, planując otruć moją mamę. Chciałeś ją zabić dla pieniędzy z ubezpieczenia. Jesteś bankrutem. Widziałam dokumenty”.
Zanim David zdążył odpowiedzieć, wszedł funkcjonariusz z kopertą. „Komandorze, właśnie otrzymaliśmy wstępne wyniki badań kryminalistycznych z rezydencji Matthewsa”.
Komandor Rios otworzył je z poważną miną. „Panie Matthews, wspomniał pan o krwi w pokoju nieletniego. Zgadza się?”
„Tak” – skinął głową David. „Byłem wściekły”.
„Ciekawe” – kontynuował dowódca. „Ponieważ według tej analizy znaleziona krew ma mniej niż dwie godziny, a jej grupa krwi nie pasuje ani do pani Helen, ani do nieletniego”. Zrobił pauzę. „Zgadza się z pańską grupą krwi, panie Matthews. Co mocno sugeruje, że to pan ją tam umieścił”.
Zapadła ciężka cisza. Dawid zbladł.


Yo Make również polubił
Jak zapewnić, że Twoja poinsecja będzie miała wiele kwiatów i przetrwa wiele lat
Oto jak stosować dietę ketogeniczną, aby szybko schudnąć 22 kg lub więcej
Bardzo lubię gołąbki z młodej kapusty
Tarta ziemniaczana z camembertem i boczkiem: rozgrzewające danie na zimę