Moja matka, Diana, dorównywała mu ambicją i statusem radcy prawnego w jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii w Nowym Jorku. Reprezentowała firmy z listy Fortune 500 w sporach sądowych, które trafiały na pierwsze strony gazet w całym kraju. Jej designerska garderoba i perfekcyjnie utrzymany wygląd były równie ważnym elementem jej tożsamości, co bystry umysł prawniczy. Razem tworzyli onieśmielającą, wpływową parę, którą nasza społeczność podziwiała i jednocześnie się jej bała.
Potem była moja siostra Amanda, trzy lata młodsza ode mnie, ale już idealnie podążająca śladami ojca w medycynie. W wieku 30 lat była obiecującą rezydentką chirurgii w tym samym szpitalu, w którym tata sprawował władzę. Odziedziczyła po nim kliniczny dystans i maniery towarzyskie po matce. Amanda zawsze wiedziała dokładnie, co powiedzieć, w co się ubrać i jak zadowolić naszych rodziców.
Ja natomiast byłem anomalią. Od dzieciństwa znajdowałem więcej ukojenia w naturze niż w klubach wiejskich. Podczas gdy moja rodzina rozmawiała przy kolacji o polityce szpitalnej, ja w myślach kadrowałem idealne ujęcie modrosójki błękitnej za oknem jadalni. Mój pokój był pełen książek o przyrodzie zamiast czasopism medycznych. Mój pierwszy aparat, rozklekotany Nikon, którego kupiłem za pieniądze zarobione na koszeniu trawników w wieku 13 lat, stał się moim najcenniejszym skarbem.
„Fotografia to hobby, Sheldon, a nie zawód” – powtarzał mój ojciec niezliczoną ilość razy. „Westbrookowie to lekarze i prawnicy, a nie artyści, którzy mają problemy”.
Nawet w liceum, kiedy moje zdjęcia dzikiej przyrody wygrywały konkursy stanowe, te osiągnięcia były bagatelizowane jako zajęcia pozalekcyjne, które dobrze by się prezentowały w podaniach na studia medyczne. Moi rodzice pobłażali mojej pasji tylko w takim stopniu, w jakim wierzyli, że w końcu z niej wyrosnę.
Przełom nastąpił na trzecim roku studiów medycznych na Yale. Utrzymywałem przyzwoitą średnią, potajemnie wysyłając zdjęcia do magazynów przyrodniczych. Kiedy sprzedałem swoje pierwsze zdjęcie regionalnemu wydawnictwu o tematyce przyrodniczej, poczułem większą dumę niż kiedykolwiek, kiedy zdałem egzamin z biologii na piątkę. Tego wieczoru zadzwoniłem do rodziców, licząc w końcu na ich akceptację.
„To miłe, kochanie” – powiedziała mama roztargnionym głosem. „Ale czy zaczęłaś już przygotowania do MCAT? Termin składania podań upływa za sześć miesięcy”.
Następnego dnia zrezygnowałam ze studiów przedmedycznych i zmieniłam kierunek na studia środowiskowe z fotografią jako przedmiotem dodatkowym. Kiedy w końcu zebrałam się na odwagę, żeby powiedzieć o tym rodzicom podczas jednego z naszych obowiązkowych niedzielnych obiadów, twarz mojego ojca poczerwieniała tak bardzo, że szczerze obawiałam się, że może dostać udaru.
„Marnujesz wszystko, co dla ciebie zbudowaliśmy” – krzyknął. „Wszystko, co poświęciliśmy”.
Podejście mojej matki było inne, ale równie bolesne.
„Sheldon, kochanie, jesteś po prostu zdezorientowany. Umówmy się na wizytę u dr. Murraya. To wspaniały terapeuta”.
Amanda siedziała w milczeniu, obserwując, jak staję się rozczarowaniem w oczach rodziców. Jej lekki uśmiech mówił mi wszystko. Beze mnie, to ona będzie teraz jedyną osobą, która będzie cieszyć się ich dumą i uznaniem.
Następne lata były trudne finansowo. Przeprowadziłem się do maleńkiego mieszkania na Brooklynie, tak małego, że w weekendy musiałem zamieniać łazienkę na ciemnię. Podejmowałem się wszelkich zleceń fotograficznych, jakie tylko mogłem znaleźć – ślubów, eventów, portretów – żeby opłacić czynsz i jednocześnie budować portfolio ze zdjęciami dzikiej przyrody w każdej wolnej chwili.
Podejście moich rodziców zmieniło się ze złości na litość.


Yo Make również polubił
Sprawdź swoje IQ: Czy potrafisz rozwiązać ten test?
Flan jajeczny z wanilią
Sekret Idealnego Ciasta na Pizzę: Przepis na Domową Pizzę, Której Smak Cię Zaskoczy
Liść zabijający raka, o którym lekarze ci nie mówią: tajne odkrycie Barbary O’Neill