Podczas rozwodu mój mąż zażądał, żebym oddała wszystko, co kiedykolwiek podarował mnie i dzieciom — tydzień później przed jego drzwiami pojawiły się pudła… a to, co było w środku, odebrało mu mowę. – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Podczas rozwodu mój mąż zażądał, żebym oddała wszystko, co kiedykolwiek podarował mnie i dzieciom — tydzień później przed jego drzwiami pojawiły się pudła… a to, co było w środku, odebrało mu mowę.

— Tak, panie Carter? — spojrzał na niego sędzia.

— Chciałbym zażądać zwrotu niektórych prezentów, które dałem Valerie podczas małżeństwa.

Tych najdroższych — dodał obojętnie, jakby mówił o czymś błahym. — Mają sporą wartość rynkową.

Na sali zapadła cisza.

— Na początek — biżuteria — kontynuował spokojnie Leon. — Szmaragdowy naszyjnik, podarowany na piątą rocznicę. Diamentowe kolczyki z Paryża. Srebrna bransoletka, którą zawsze nosiła.

I jeszcze coś — kryształowy wazon, markowe torebki. To wszystko sporo warte, a… chcę to odzyskać.

Valerie zabrakło tchu. To nie była zwykła drobnostkowość — to był celowy cios.

Spojrzała na Annabelle, której zadowolony uśmiech zdradzał prawdziwą intencję — odebrać jej ostatnie okruchy przeszłości.

Te rzeczy nie były przedmiotami — były kawałkami wspomnień, serca.

— Wysoki Sądzie, to absurd — ostro zaprotestowała Dana. — Nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych.

Zanim prawniczka zdążyła kontynuować, głos Valerie zabrzmiał niespodziewanie spokojnie, choć serce waliło jej jak szalone:

— Wysoki Sądzie, nie ma potrzeby wyznaczać kolejnej rozprawy.

Sala zamarła. Dana gwałtownie się do niej odwróciła. — Valerie, nie.

Valerie wstała. — Oddam wszystko. Naszyjnik, kolczyki, bransoletkę, wazon, torebki — wszystko. Niech zabiera.

Sędzia złagodniał. — Pani Carter, czy jest pani pewna? Nie ma pani obowiązku tego robić.

— Tak, Wysoki Sądzie — odpowiedziała stanowczo, patrząc prosto w oczy Leonowi, zaskoczonemu jej nagłą uległością.

— Skończyłam z tym, co już nic nie znaczy.

Annabelle lekko pociągnęła Leona za rękaw, szepcząc coś. Ośmielony, wyprostował się.

— Chcę odzyskać wszystko, co było warte więcej niż pięćdziesiąt dolarów i co jej podarowałem — powiedział.

Po chwili dodał: — A także prezenty dla dzieci, jeśli ich wartość przekracza pięćdziesiąt dolarów.

Na sali rozległ się szmer oburzenia. Serce Valerie ścisnęło się boleśnie. Wciągnął w swoją małostkową zemstę nawet Steve’a i Rose.

— Mówisz poważnie? — spytała cicho.

— Całkowicie — odparł z jeszcze szerszym uśmiechem. — Za dużo na was wydałem. Nie mogę odzyskać pieniędzy — przynajmniej odzyskam rzeczy.

Annabelle podeszła bliżej, a jej uśmiech stał się niemal drapieżny. To ona pociągała za sznurki.

— Wysoki Sądzie, to już nie jest prośba, to nękanie! — wybuchła Dana.

Ale Valerie już prawie nie słyszała. Patrzyła na Leona i Annabelle — sytych, zadowolonych z siebie, złośliwych.

Czekali na przedstawienie, łzy, upokorzenie. Ale zamiast tego Valerie poczuła niespodziewany spokój.

Byli żałośni.

Mali.

Nicotni.

Wyprostowała się. — Dobrze — powiedziała mocnym głosem, który przeciął ciszę.

— Oddam wszystkie twoje prezenty. Co do jednego.

Oczy Annabelle rozbłysły z radości.

— Jesteś pewna? — zapytał Leon, a w jego głosie zabrzmiała cień niepewności.

— W stu procentach — odpowiedziała Valerie, patrząc mu prosto w oczy. — Wszystko spakuję do pudełek. Biżuterię, wazon, torebki.

Także prezenty dzieci. Teleskop Steve’a, pozytywkę Rose, książki, zabawki.

Wszystko, co było warte więcej niż pięćdziesiąt dolarów, jest twoje. — Zrobiła pauzę. — Mam nadzieję, że było warto, Leon.

Chciał ją złamać, ale to ona odchodziła wyprostowana, pełna powściągliwej dumy.

Następny tydzień minął jak we mgle. Valerie chodziła po domu, otwierała szafy i szuflady, zbierając prezenty, które kiedyś dawał jej Leon.

Każdy znaleziony przedmiot — aksamitne pudełko, markowa torebka, kryształowy wazon — przywoływał wspomnienia, ostre, słodko-gorzkie.

Najtrudniejsze przyszło na końcu. Ostatniego wieczoru Valerie wzięła głęboki oddech i weszła do pokoju Steve’a.

Jej wzrok padł na teleskop przy oknie — prezent świąteczny, gdy syn skończył dziesięć lat.

Zacisnęła zęby i ostrożnie włożyła go do pudełka. Pokój Rose był jeszcze trudniejszy.

Uklękła i wzięła w dłonie pozytywkę — prezent od ojca na ósme urodziny.

Rose nakręcała ją co wieczór. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy Valerie delikatnie zawinęła ją w papier.

Kiedy wszystko było gotowe, pudła stały w salonie jak niemi świadkowie. Valerie opadła na kanapę, wyczerpana.

Drzwi wejściowe skrzypnęły.

— Mamo, jesteś w domu? — zawołał Steve.

Valerie szybko otarła łzy. W drzwiach stanęli Steve i Rose. Wzrok chłopca od razu padł na pudła.
— Co to wszystko jest?

Serce Valerie się ścisnęło.

— To rzeczy, które twój ojciec zażądał, bym oddała. Wszystko, co nam kiedyś podarował.

Twarz Steve’a pociemniała.

— Nawet twoją biżuterię? To po prostu podłe.

Rose nerwowo bawiła się ramiączkiem sukienki.

— Czy to znaczy, że moja pozytywka też? — zapytała cichutko.

Valerie uklękła przed córką.

— Tak, kochanie. Przykro mi. Ale wszystko będzie dobrze.

— Nie potrzebujemy tych rzeczy, żeby być szczęśliwi. Najważniejsze, że jesteśmy razem — powiedziała łagodnie.

Warga Rose zadrżała, ale skinęła głową i przytuliła się do matki. Steve jednak pozostał stojąc, spięty jak sprężyna.

— Zabierze mój teleskop, prawda? Po tym, jak obiecał, że będziemy latem oglądać gwiazdy?

— Wiem, że ci przykro, Steve — powiedziała Valerie, kładąc dłoń na jego ramieniu. — Ale twój ojciec dokonał swojego wyboru. Poradzimy sobie bez tego. Obiecuję.

Później, gdy dzieci zasnęły, Valerie usiadła przy kuchennym stole.
Wzięła zeszyt i zaczęła spisywać listę — inwentarz chciwości Leona.

Zapisywała wszystko, co do szczegółu: od szmaragdowego naszyjnika i diamentów, po teleskop Steve’a, pozytywkę Rose, a nawet pamiątkowy kubek za 60 dolarów z podróży.

Lista stawała się coraz dłuższa — absurdalny katalog rozmontowanego życia.

Ale to nie była tylko lista — to było oświadczenie. Niech Leon i Annabelle zadławią się swoim „trofeum”, niech poczują pustkę swojego zwycięstwa.

W umówionym dniu pod nowy, perfekcyjnie urządzony dom Leona podjechała furgonetka.

Stał na ganku, z założonymi rękami i zadowolonym uśmiechem. Był pewien, że wygrał.

Annabelle rzuciła się do pudeł, rozrywając taśmę. Pierwsza dopadła pudełko z inicjałami Valerie.

W środku — prawdziwy skarb. Krzyknęła z zachwytu, wyciągając szmaragdowy naszyjnik.

— Leon, zobacz! — zaćwierkała, zakładając go na szyję. Potem — kolczyki, srebrną bransoletkę.

Kręciła się przed lustrem jak księżniczka. — Teraz to moje — rzuciła kokieteryjnie, obracając się po salonie.

Leon zabrał się za inne pudełko, cięższe — to, które było podpisane imionami dzieci.

Wyjął teleskop Steve’a, już w myślach licząc, ile może za niego dostać.

Potem — pozytywkę Rose, bransoletkę z zawieszkami, książki o astronomii.

— To powinno się dobrze sprzedać — mruknął.

Annabelle otworzyła małe pudełko. W środku — zdjęcia, kartki, dziecięce rysunki. Skrzywiła się i wyciągnęła rysunek czołgu, nabazgrany przez Steve’a.

— Leon, tu są same dziecięce bazgroły — powiedziała z grymasem obrzydzenia, wysypując kilka rysunków na stół. — Wyrzuć to.

— Dobrze — odparł roztargniony.

Wziął pudełko i postawił je w garażu — na półce między puszkami farby a zapomnianymi sprzętami do ćwiczeń.

Gdy Annabelle wirowała po pokoju, błyszcząc zielonym naszyjnikiem, Leon nagle poczuł lekkie ukłucie gdzieś pod żebrami.

Spojrzał na rozrzucone rysunki — nieporadne kwiatki Rose, krzywe samoloty Steve’a.

Coś w nim drgnęło, ciche, słabe.
Odgonił to uczucie. Zwycięstwo należało do niego. Tak sobie powtarzał.

Mijały miesiące. Valerie stopniowo odzyskiwała równowagę.

Czasem docierały do niej wieści o Leonie i Annabelle — przez ich wspólną znajomą, Kate.

— Nie uwierzysz, Val — powiedziała Kate przy filiżance kawy. — Annabelle urodziła chłopca. Pewnie była już w ciąży w czasie rozwodu.

Łyżeczka zamarła w dłoni Valerie. Nie powinno to mieć znaczenia. Ale miało.

— Wzięli ślub? — zapytała cicho.

Kate pokręciła głową. — Nie. I podobno nie dzieje się tam najlepiej.
— Ściszyła głos. — Mówią, że Annabelle prawie nie zajmuje się dzieckiem.
Często zostawia go samego, gdy chodzi po sklepach.

Blask ich „wielkiej miłości” gasł. Iluzja się rozpadała.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

5 Typów Stóp – Co Mówią o Twojej Osobowości?

🦶 Charakterystyka:🔹 Drugi palec jest najdłuższy, a pozostałe układają się pod kątem. 🧠 Osobowość:✔ Naturalni przywódcy – pełni pasji i ...

CZYM SĄ FIBROPAPILOMA I DLACZEGO POJAWIAJĄ SIĘ NA SKÓRZE?

DLACZEGO POJAWIAJĄ SIĘ? Nie ma jednej znanej przyczyny, ale na rozwój tego schorzenia może wpływać kilka czynników: Ciągłe tarcie skóry ...

15 genialnych zastosowań pudełek Hue w domu i ogrodzie

W domu: Nawóz do roślin domowych: Cascaras z rozdrobnionego oleju można również stosować jako naturalny nawóz do roślin domowych. Po ...

Koperty z camembertem i żurawiną

Ciasto francuskie rozwijamy na blacie i dzielimy na równe kwadraciki. Na każdym kawałku umieszczamy odrobinę konfitury żurawinowej i kawałek sera ...

Leave a Comment