Zaczęłam szukać. Przez kolejne dni dzwoniłam do jego przyjaciół, dawnych kolegów, nawet do jego byłej dziewczyny sprzed lat. Wszyscy powtarzali to samo: „Marek ostatnio był jakiś inny”. Milczący. Nerwowy. Jakby coś go goniło.
W końcu przyszła wiadomość. Z nieznanego numeru. Jedno zdanie: „Nie szukajcie mnie. Muszę to wszystko naprawić.” Nic więcej. Policja nie mogła nic zrobić — dorosły człowiek, sam zdecydował. Nie zaginął, nie ma podstaw. Zostałam ja, ta dziewczyna — Justyna, jak się przedstawiła — i pustka. I coraz więcej pytań.
Pewnego dnia odezwał się do mnie nieznajomy mężczyzna. Powiedział, że zna mojego syna. Że Marek był zamieszany w coś, o czym lepiej nie mówić przez telefon. Że uciekł nie przed nami, tylko przed czymś, co zrobił.
Dopiero po tygodniu otrzymaliśmy list. Ręcznie napisany, długi. Marek przyznał się, że wpadł w długi. Że prowadził działalność, o której nikt nie wiedział. Że próbował wyjść z tego, zaciągając kolejne zobowiązania. I że nie chciał wciągać nas w bagno, które sam stworzył.
„Wiem, że to, co robię, jest tchórzostwem” — pisał. „Ale może, jeśli zniknę, nikt nie będzie cierpiał.”
Płakałam, czytając te słowa. I czułam wstyd. Bo przez lata nie zadawałam pytań. Cieszyłam się, że jest samodzielny, że nie prosi o pomoc. A on tonął.
Justyna powiedziała, że będzie czekać. Że go kocha. Że wierzy, że wróci. Ja nie wiem, w co wierzę. Ale wiem, że od tamtego dnia nic już nie jest oczywiste. Nawet wtedy, gdy patrzysz dziecku w oczy i myślisz, że znasz je na wylot.
Bo czasem nawet własny syn staje się kimś obcym. A ty zostajesz z pytaniem, którego nikt nie zadał na głos: kim on tak naprawdę jest?


Yo Make również polubił
Puszyste naleśniki zwinięte w czekoladę
Bogaty dziadek zmarł: kuzyni wzięli 46 milionów dolarów i śmiali się z mojego biletu — aż do momentu, gdy pojawił się człowiek w Saint…
5 napojów do wypicia przed snem, aby oczyścić wątrobę i spalić tłuszcz
Przygarnęłam siostrzenicę, gdy życie mojej siostry się rozpadło — ale to, co zrobiła później, złamało mi serce