Wiadomość, o której mówił, dotyczyła uruchomienia Neural Thread, Inc. , które weszło na giełdę o północy. Wycena na otwarciu wyniosła 2,1 miliarda dolarów, co uczyniło mnie jedną z najmłodszych miliarderek w branży technologicznej w historii Ameryki. Ale to nie pieniądze były tym szokiem, który sprawił, że powietrze opuściło salę w Greenwich.
W tym samym momencie opublikowano także wywiad dla Forbesa .
Było to skrupulatnie cytowane doniesienie demaskatorskie zawierające trzy lata e-maili, wniosków patentowych i nagrań audio dowodzących, że mój brat, złoty dziedzic, próbował ukraść dzieło mojego życia.
Zanim opowiem wam, jak upadło imperium, muszę zabrać was z powrotem do czasów, gdy pojawiły się pęknięcia. Jeśli to czytacie, prawdopodobnie wiecie, jak to jest być wymazanym. Ta historia jest dla was.
Rodzina Townsendów nie była tylko bogata; byliśmy odziedziczeni. Byliśmy „starą fortuną” z Greenwich w stanie Connecticut, bogactwem, które szeptano, a nie krzyczano. Przynosiło to czterdziestoletnią firmę produkującą sprzęt medyczny, Townsend Industries , i niewypowiedziane oczekiwanie, że człowiek wie, którego widelca użyć do dania rybnego, zanim nauczy się czytać.
Mój brat, Ryan, był przygotowywany do objęcia tronu. Pięć lat starszy ode mnie, był architektonicznym ideałem prezesa: wysoki, czarujący bez skrępowania, taki, który mógł wejść do sali konferencyjnej i sprawić, że każdy czuł się jak najważniejszy wakat w jego grafiku. Nosił garnitury Toma Forda jak drugą skórę. Grał w golfa z senatorami. Był ucieleśnieniem tego, czego nasi rodzice oczekiwali od następcy.
Byłem błędem w kodzie.
Wolałem Pythona od polo. Hierarchie społeczne postrzegałem jako nieefektywne algorytmy. Kiedy dostałem się na MIT na informatykę, moi rodzice uśmiechali się do zdjęcia, ale słyszałem, jak mama szepcze do koleżanki w klubie wiejskim: „To faza, kochanie. Wyrośnie z komputerów i zajmie się czymś praktycznym”.
Ukończyłem studia z najlepszym wynikiem na roku, ze specjalizacją w diagnostyce medycznej opartej na sztucznej inteligencji. Moja rodzina nie była obecna na ceremonii.
„Ryan organizuje charytatywny turniej golfowy” – wyjaśniła mi mama przez telefon lekkim głosem. „On nas tam potrzebuje, żeby nawiązać kontakty, kochanie. Rozumiesz, prawda? Chodzi o interesy”.
Zrozumiałam. Zrozumiałam, kiedy przeprowadziłam się do ciasnego mieszkania z dwoma współlokatorami, a Ryan dostał w prezencie penthouse w Back Bay. Zrozumiałam, kiedy rodzinne obiady przerodziły się w sesje strategiczne dla Townsend Industries, gdzie omawiano raporty kwartalne, a ja, milcząc i niewidzialnie, przerzucałam groszek na talerzu Wedgewood.
Wcześnie poznałem twierdzenie o rodzinie: w równaniu Townsenda błyskotliwość jest mniej cenna od uroku, innowacyjność jest mniej cenna od tradycji, a ja byłem nieskończenie mniej cenny niż Ryan.
Dopiero w marcu 2022 roku zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem „jednorazowy”.
Stałem u progu czegoś rewolucyjnego. Razem z moimi dwoma współzałożycielami opracowaliśmy architekturę sieci neuronowej, która umożliwiała szybką i precyzyjną analizę danych z obrazowania medycznego, przy której obecne standardy rynkowe wyglądały jak abakusy. Chodziło o wczesne wykrywanie chorób, które zazwyczaj kończyły się śmiercią pacjentów, zanim lekarze w ogóle wiedzieli, czego szukać. Nazwaliśmy to Neural Thread .
Potem zadzwonił telefon.
„Norah, musimy porozmawiać o Ryanie”. Głos mojej matki miał w sobie tę szorstką nutę, taką, która brzmiała jak rozkaz, a nie prośba. „Townsend Industries przeżywa trudny kwartał. Inwestorzy są niespokojni. Twój brat jest pod ogromną presją. Musisz pomóc”.
Próbowałem wytłumaczyć, że jestem w krytycznej fazie rozwoju. Że mój startup jest kruchy.
„Startup?” – powiedziała to słowo, jakby sama w nie wdepnęła. „Norah, startupy są dla ludzi, którzy nie mają nic do stracenia. Masz dziedzictwo. Masz obowiązek. Ryan potrzebuje wsparcia, a ty siedzisz w tym małym mieszkanku i bawisz się komputerami”.
Sugestia była jasna: Moja praca była hobby. Praca Ryana była całym światem.
Ale na MIT nauczyłam się czegoś, o czym moja matka nigdy nie wspominała w swoich manierach: Chroń swoją własność intelektualną.
Zanim pojechałem do Greenwich, spotkałem się z Jamesem Kirbym, prawnikiem specjalizującym się w prawie własności intelektualnej dla startupów technologicznych. Siedzieliśmy w piekarni w Cambridge, w powietrzu unosił się ciężki zapach mąki i drożdży, a między nami stał otwarty laptop.
„Jeśli ktoś spróbuje rościć sobie do tego prawo” – powiedział James, przesuwając po porysowanym drewnianym stole wniosek patentowy – „będziemy potrzebować papierowego śladu, którego nawet najwięksi korporacyjni rekiny nie będą w stanie przegryźć”.
Złożyłem wniosek patentowy 15 marca 2022 roku. Każda linijka kodu, każda iteracja algorytmu była oznaczona znacznikiem czasu i prawnie należała do mnie. Nie planowałem wykorzystać tego przeciwko nim. Chciałem się tylko ubezpieczyć.
Zgodziłem się na konsultację. Moja matka nazywała to obowiązkiem rodzinnym.
Pojechałem do siedziby Townsend Industries w Stamford, szklanego monolitu z naszym rodzinnym nazwiskiem wyrytym w szczotkowanej stali nad wejściem. Biuro Ryana znajdowało się na najwyższym piętrze, w narożnym apartamencie z widokiem na zatokę.
„Norah!” Przytulił mnie. Czułem się, jakby polityk obejmował wyborcę. „Dzięki, że przyszłaś. To znaczy dla mnie wszystko”.
Wyjaśniłem podstawowe koncepcje integracji sztucznej inteligencji z ich starszymi urządzeniami diagnostycznymi. Byłem ostrożny – nie dałem mu podstawowego kodu źródłowego, ale dałem mu wystarczająco dużo, by zbudować strukturę. Robił notatki w żółtym notesie, kiwając głową z entuzjazmem człowieka, który widzi koło ratunkowe.
„Właśnie tego potrzebujemy” – powiedział. „Inwestorzy to pokochają”.
Dwa tygodnie później zaprosił mnie na spotkanie z firmą venture capital z Bostonu. Siedziałem z tyłu sali konferencyjnej, zatapiając się w skórzanym fotelu, który kosztował więcej niż mój samochód, podczas gdy Ryan stał u szczytu orzechowego stołu.
Nacisnął przycisk pilota i na ekranie pojawił się slajd.
„Townsend Industries: pionierzy przyszłości diagnostyki AI”.
Następnie przedstawił moje pomysły. Moje badania. Moje ramy. Użył konkretnej terminologii, którą ukułem w mojej rozprawie.
„Jesteśmy w stanie zrewolucjonizować wczesną diagnostykę” – oznajmił, obdarowując nas swoim uśmiechem wartym milion dolarów.
Jeden z inwestorów, siwowłosy mężczyzna z zegarkiem Patek Philippe, spojrzał na mnie przez ramię. „A kto to jest?”
Ryan ani na chwilę nie stracił przytomności. „To moja siostra, Norah. Była asystentką przy niektórych badaniach technicznych”.
Asystent.
Po spotkaniu Ryan wręczył mi dokument. „Zwykła umowa o poufności” – powiedział nonszalancko. „Aby chronić rodzinny biznes. Rozumiesz”.
Przeczytałem. To była umowa o zachowaniu poufności obejmująca wszystkie informacje zastrzeżone związane z Townsend Industries.
„To chroni również mnie, prawda?” – zapytałem.
„Oczywiście” – uśmiechnął się, a w jego oczach nie było śladu poczucia winy. „Jesteśmy rodziną, Norah. Chronimy się nawzajem”.
Podpisałem. Bo byłem głupi. Bo nadal wierzyłem, że wspólne DNA oznacza wspólną lojalność.
Wymazywanie nastąpiło powoli, a potem nagle. W Święto Dziękczynienia w 2023 roku byłem już duchem przy stole. Jadalnia była urządzona z okazji wydania magazynu „Architectural Digest” , wypełniona dwunastoma gośćmi – partnerami biznesowymi i darczyńcami szpitala.
Moja mama przedstawiła Ryana. „Prezes Townsend Industries” – uśmiechnęła się promiennie. „Jesteśmy bardzo dumni z tego, co buduje”.
Potem wskazała na mnie gestem, a jej głos osłabł o dziesięć stopni. „A to nasza córka, Norah. Pracuje w… technologii”.
„Technologia?” zapytał gość. „Jaka?”
Otworzyłem usta, ale Ryan mi przerwał. „Norah wciąż szuka swojej drogi” – zaśmiał się lekko, nalewając wino mężczyźnie obok siebie. „Jest bardzo introwertyczna. Świetnie radzi sobie z komputerami, ale wiesz…” Zrobił nieokreślony, lekceważący gest. „Nie radzi sobie z ludźmi”.
Stół się roześmiał. To był uprzejmy, lekceważący śmiech. Poczułem, jak rumienię się na policzkach, gapiąc się na idealnie pokrojonego indyka, którego nie mogłem przełknąć. Zostałem wyrwany z rzeczywistości, zredukowany do przypisu w biografii Ryana.
Czerwiec 2024. Punkt krytyczny.


Yo Make również polubił
Moja rodzina myślała, że jestem spłukany, że jestem tylko nisko opłacanym asystentem administracyjnym. Kiedy zarezerwowałem prywatną salę restauracyjną w ulubionej ekskluzywnej restauracji mamy na jej 60. urodziny, mój brat wtrącił się i próbował ją odwołać, twierdząc, że to ponad moje możliwości finansowe. Nie znał prawdy – to ja jestem właścicielem tej restauracji.
Mój mąż publicznie mnie upokorzył na imprezie, mówiąc, że wolałby całować swojego psa niż mnie. Ale kiedy odpowiedziałam, śmiech ucichł, a cały jego świat legł w gruzach.
Wrzuć surowe ćwiartki kapusty do wolnowaru z tymi 3 składnikami. Zrobisz furorę.
Tata napisał: „Nie wejdziesz na święta, idioto”. Odpowiedziałem po prostu: „Nie ma problemu”. Potem zadzwoniło 45 osób.