Na początku wymienialiśmy tylko uprzejme pozdrowienia. Potem wiadomości zamieniły się w długie rozmowy telefoniczne. Potem nastąpiły spotkania przy kawie. Wkrótce wizyty u niej stały się częścią mojej rutyny. Przynosiłem jej owoce, ciasto, witaminy na bolące stawy. Śmiała się i mówiła, że ją rozpieszczam.
Pewnego dnia, pół żartem, pół serio zapytałem:
— „A co jeśli my dwoje, teraz starsi, weźmiemy ślub i nie będziemy już sami?”
Jej oczy napełniły się łzami. Spanikowałem, myśląc, że ją uraziłem. Ale wtedy uśmiechnęła się delikatnie i wyszeptała:
— „Całe życie czekałem, aż o to zapytasz.”
I tak w wieku sześćdziesięciu jeden lat poślubiłem swoją pierwszą miłość.
Miała na sobie białą jedwabną suknię áo dài, a włosy upięła perłową spinką. Sąsiedzi wiwatowali, przyjaciele gratulowali nam, a ja po raz pierwszy od lat poczułam się znów młoda.
Tej nocy, gdy śmiech ucichł, a goście rozeszli się, zamknąłem okna, nalałem jej szklankę ciepłego mleka i przygotowałem się na to, co uważałem za najszczęśliwszą noc mojej starości.
Powoli rozpiąłem jej sukienkę. Moje ręce drżały, nie ze słabości, a z podniecenia.
A potem zamarłem.
Zaparło mi dech w piersiach.
Na jej ramionach, wzdłuż klatki piersiowej, widniały blizny. Głębokie, nierówne blizny – takie, które opowiadały historie, o których nikt nie śmiał mówić na głos.
Zauważyła moje milczenie. Jej oczy spuściły się ze wstydu.
„Miałam ci powiedzieć” – wyszeptała. „Ale bałam się… bałam się, że spojrzysz na mnie inaczej”.
Wyciągnąłem rękę i dotknąłem blizn drżącymi palcami.
— „Kto… kto ci to zrobił?” – zapytałem, choć część mnie już wiedziała.


Yo Make również polubił
Zrób własny syrop imbirowy
możliwe skutki
Dlaczego kobiety krzyżują nogi, gdy siedzą?
Na przyjęciu zaręczynowym mojej siostry, moja rodzina wyśmiewała mojego „fałszywego” narzeczonego. Milczałam, aż przyleciał prywatnym helikopterem, rozdał prezenty i nazwał mnie swoją uroczą żoną.