Słowa rozsypały mi się pod stopami. Usiadłam naprzeciw, bo stać nie miałam siły. W kuchni pachniało kawą i moim płynem do naczyń, tą domową mieszanką, która zawsze mnie uspokajała. Tym razem nie uspokajała wcale.
– Proszę wyjść – mogłam powiedzieć. – Albo zadzwonić po męża. Albo trzasnąć drzwiami i zostawić ją z kubkiem i własną śmiałością. Zamiast tego zapytałam: – Od jak dawna pani… czeka?
– Dwa lata – odpowiedziała bez wahania. – Z przerwami na rozsądek. – Wskazała na filiżankę. – Nie sądzi pani, że to wystarczająco długo?
Dwa lata. W głowie zaświeciły się kontrolki: jego “delegacje” w czwartki, nowy zapach na kołnierzu, prysznice brane natychmiast po wejściu, żarty o tym, że “w biurze leją perfumy z automatów”. Zrobiło mi się niedobrze, ale siedziałam prosto.
– Dlaczego przyszła pani do mnie? – zapytałam wolniej, niż chciałam. – Co pani chce tym osiągnąć?
– Żeby wybrał. – Jej dłoń drgnęła, odsunęła kubek na środek stołu. – Obiecał. Nie raz. Że powie. Że odejdzie. Że wszystko ułoży. Wiem, jak to brzmi. – Wzięła oddech. – I wiem, że to pani dom. Ale ja już nie chcę być kobietą od bocznych wejść i bocznych ulic.
Stałyśmy po dwóch stronach tego samego stołu jak przy linii demarkacyjnej. W mojej głowie trzaskały szuflady: ta z paragonami, ta z dawnymi zdjęciami znad morza, ta z jego śmiechem z dawnych lat. Jedna wysunęła się sama: tydzień temu w kieszeni płaszcza znalazłam bilet do tej knajpy na rogu, gdzie nigdy mnie nie zabrał. Myślałam, że prezent od firmy.
– On nie jest zły – dodała cicho. – Jest tchórzem. Jak większość, kiedy chodzi o zrobienie krzywdy. – Spojrzała mi prosto w oczy. – Pani też to czuła, prawda? Że wasze życie idzie obok, nie razem?
To było najgorsze: że nie przyszła tu tylko z kłamstwem. Przyniosła zdania, które znałam, tylko się do nich nie przyznawałam. Nagle zobaczyłam nasz dom z wysokości – równo ułożone talerze, pranie złożone w idealne kostki, plan posiłków na lodówce. I tę ciszę, która od miesięcy dłuży się przy kolacji, kiedy każde z nas rozmawia z własnym telefonem.
Milcząc, otworzyłam szafkę i wyjęłam trzeci kubek. Zaparzyłam herbatę – odruch, który włącza mi się, kiedy brakuje słów. – Jeśli pani przyszła po wojnę, proszę iść na balkon – powiedziałam sucho, sama zdziwiona swoim głosem. – Jeśli po prawdę, zostanie pani w kuchni.
Uśmiechnęła się smutno. – Prawdę przyniosłam w torebce. – Wyjęła mały notes i położyła na blacie. Odwrócone strony: daty, godziny, krótkie zdania. Nie zdjęcia. Nie teatralne dowody. Rzeczy zwyczajne do bólu: “czwartek 21:15 – kino”, “poniedziałek 19:40 – wino, 2 kieliszki”. Jedno tylko zdjęcie, wydruk z telefonu: ich dwoje nad Wisłą, odwróceni plecami do aparatu, splecione dłonie w cieniu latarni.
W tym momencie zadzwonił domofon. Zerknęłyśmy na siebie jednocześnie. – On – powiedziała. Nie wiem, skąd mogła to wiedzieć, ale wiedziała.


Yo Make również polubił
Próbowała tylko uspokoić płaczące dziecko — aż do momentu, gdy stewardesa przekroczyła linię. To, co wydarzyło się później, zszokowało wszystkich na pokładzie.
Ból w którymkolwiek z tych miejsc może być oznaką raka płuc.
Papieros serowy z ciastem kruchym: tylko 2 składniki
Warstwowa tarta z kremem pomarańczowym i mlecznym Do kremu mlecznego: