Poczułam ucisk w piersi, którego nie potrafiłam opisać. Część mnie poczuła ulgę. Inna część wstyd. A potem pojawiła się iskierka ciekawości – gotowanie z panią Allen? To brzmiało naprawdę fajnie, może nawet dodając sił.
Spojrzałam na mamę, która miała łzy w oczach, choć próbowała je stłumić mruganiem. „Tylko jeśli chcesz” – powiedziała cicho mama. „Nie mogę zaoferować ci takiego wyboru jedzenia. Ale pani Allen jest na tyle miła, że cię zaprasza.”
Wzięłam głęboki oddech. Wszystko w mojej trzynastoletniej głowie wirowało – strach przed oceną, zażenowanie, ciepło życzliwości pani Allen. Ostatecznie to głód i pragnienie nauczenia się czegoś nowego sprawiły, że skinęłam głową i powiedziałam: „Dobrze. Spróbuję”.
Od tego dnia, w każdą środę po szkole, chodziłam do pani Allen. Pomagałam jej kroić warzywa, mieszać zupę lub przyprawiać kurczaka. Pokazywała mi, jak obierać ziemniaki, nie marnując nawet połowy, albo jak sprawdzić, czy makaron jest odpowiednio ugotowany. Czasami moja przyjaciółka Zara (córka pani Allen) wpadała i śmiała się z tego, jak poważnie wyglądałam w fartuchu zawiązanym wokół talii. Ale ogólnie rzecz biorąc, to była wygodna rutyna, prawie jak drugi dom.
Pamiętam, że w pierwszą środę, kiedy się pojawiłam, byłam tak zdenerwowana, że prawie nie zadzwoniłam do drzwi. Ale pani Allen otworzyła drzwi, zanim zdążyłam się cofnąć, i powiedziała: „Witam! Przyszłaś w samą porę. Cebulę mam już gotową”. I to było wszystko – bez wielkiego zamieszania, bez użalania się nad sobą. Po prostu zabraliśmy się do pracy.
Wkrótce zdałam sobie sprawę, że uczy mnie czegoś więcej niż tylko umiejętności kulinarnych. Nauczyła mnie cierpliwości w stosunku do ludzi, dzielenia się posiłkiem i dumy z czegoś dobrze zrobionego. Zaczęłam zauważać, że moja pewność siebie rośnie za każdym razem, gdy mieszałam w garnku i czułam zapach czegoś pysznego, co sama zrobiłam.
Pewnego dnia, po upieczeniu ciasteczek, pani Allen zapytała mnie: „Gdzie widzisz siebie, kiedy będziesz starsza?”. Zawahałam się. Nikt nigdy nie zadał mi tego pytania tak wprost. „Nie jestem pewna” – mruknęłam. „Chyba gdzieś”.
Wytarła pokryte mąką dłonie w ściereczkę kuchenną i powiedziała: „Możesz marzyć o czymś większym niż »gdzieś«”. Wiesz o tym, prawda?”
Wzruszyłam ramionami. „Trudno marzyć o wielkich rzeczach, kiedy przez większość dni ledwo stać cię na obiad. Ludzie w mojej sytuacji zazwyczaj nie mają wyboru”.
Popatrzyła na mnie zamyślona. „Może właśnie dlatego powinnaś marzyć o wielkich rzeczach – żebyś mogła wybrać coś innego na przyszłość”. Potem uśmiechnęła się delikatnie, a jej oczy błyszczały ciepłem. „Słuchaj, masz prawdziwy talent w kuchni. Nie robisz tylko tego, co ci każę – próbujesz jedzenia, doprawiasz, sprawdzasz, czy sos jest za gęsty, czy za rzadki. Nie każdy ma taki instynkt”.
Jej słowa utkwiły mi w pamięci na wiele dni. Podczas mojej następnej wizyty pani Allen miała dla mnie przygotowany mały notes. „Zapisuj przepisy, które wypróbujemy” – zasugerowała. „A jeśli wpadniesz na jakiś pomysł, zanotuj go. Nigdy nie wiesz, co z tego wyniknie”.
Więc tak zrobiłam. I stopniowo…
Yo Make również polubił
Dlaczego niektóre okna mają zakrzywione pręty? Powód może Cię zaskoczyć
Pyszny i prosty przepis na wyjątkowo puszystą szarlotkę
„Czekoladowa Rozkosz w 30 minut: Przepis na puszystą bułkę z kremowym nadzieniem”
Położenie go natychmiast w toalecie: Nie uwierzysz w to, co się wydarzy!