Mój syn niedawno ożenił się z kobietą, której nie znam zbyt dobrze. Mieszkają w innym stanie, więc poznałem ją zaledwie kilka dni przed ślubem. Na początku wydawała się bardzo miła – uprzejma, pogodna, wręcz urocza. Ale to wrażenie nie trwało długo.
Podczas luźnej rozmowy przy kawie wspomniałam, że jestem weganką od prawie dziesięciu lat. Spodziewałam się prostego skinienia głową albo może dociekliwego pytania. Zamiast tego roześmiała się. „Och, jesteś jedną z tych osób” – powiedziała z uśmieszkiem. „Mam nadzieję, że nie będziesz zbyt wybredna na weselu”.
Zabolało. Zbagatelizowałam to wtedy, myśląc, że to po prostu kiepski żart. Ale coś w jej tonie mnie zaniepokoiło. Mimo to nie chciałam sprawiać problemów przed wielkim dniem mojego syna. Kocham go ponad wszystko i chciałam widzieć go szczęśliwego.
Kiedy nadszedł dzień ślubu, postanowiłam skupić się na nim – na radości, a nie na napięciu. Ceremonia była piękna, a kiedy zobaczyłam twarz mojego syna, gdy składał przysięgę małżeńską, poczułam jedynie dumę. Ale kiedy nadszedł czas przyjęcia weselnego, wszystko się zmieniło.
Nie było wyznaczonych miejsc, więc rozejrzałam się i znalazłam stolik z małym napisem „opcja wegańska”. To było miłe, wręcz przemyślane – znak, że może jednak moja synowa wszystko zaplanowała. Usiadłam z cichym uśmiechem, odprężona.
Ale kiedy posiłek dotarł, byłem przerażony. Warzywa wyglądały na zwiędłe i szare, tofu miało nieprzyjemny zapach, a na talerzu było coś lepkiego, co przyprawiło mnie o mdłości. To nie tylko niesmaczne – to było niejadalne.
Cicho zawołałam kelnerkę i zapytałam, czy mogę zamiast tego zamówić sałatkę. Zawahała się, po czym wyjaśniła: „Przepraszam, proszę pani. Będzie pani musiała za to dodatkowo zapłacić. Zamówiłam tylko jeden posiłek wegetariański. Sałatka będzie z menu standardowego”.


Yo Make również polubił
Moja córka powiedziała mi, że albo muszę dostosować się do oczekiwań jej męża, albo się przeprowadzić
Nie mogę uwierzyć, że dopiero teraz się o tym dowiedziałem!
Nowość: Po pogrzebie męża poszłam na pierwsze urodziny syna mojej siostry. Ni stąd, ni zowąd oznajmiła: „Mój syn jest dzieckiem twojego męża. Więc w spadku wezmę połowę twojego domu wartego 800 000 dolarów”. Wyciągnęła nawet jego testament, żeby mi go pokazać. Uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam: „Aha, rozumiem”, starając się ze wszystkich sił nie wybuchnąć śmiechem.
W dniu ukończenia szkoły otworzyłam Instagram i zobaczyłam, że moja rodzina zaskoczyła moją siostrę wycieczką do Włoch. Pod zdjęciem mama napisała: „To jedyna osoba, z której jesteśmy dumni”. Uśmiechnęłam się, zalogowałam na konto, na którym potajemnie oszczędzałam przez lata i kliknęłam „Wypłać”.