Rozdział 1: Sofa i cień
W wieku sześćdziesięciu dwóch lat nigdy nie wyobrażałam sobie, że skończę śpiąc na rozkładanej kanapie w salonie mojego syna. Całe moje życie sprowadzone do dwóch walizek i torebki. Papiery rozwodowe były jeszcze ciepłe prosto z drukarki prawnika, gdy Marvin, mój jedyny syn, zaproponował mi coś, co nazwał „tymczasowym rozwiązaniem”. Tymczasowym. Jakby rozpad trzydziestoletniego małżeństwa był tylko chwilową niedogodnością.
Poranne światło sączyło się przez nieskazitelnie białe zasłony jego żony, Dorothy, rzucając cienie na drewnianą podłogę, po której nie dałabym rady chodzić w butach. Każda zasada w tym domu była niewypowiedziana, ale absolutna: nie używaj dobrych ręczników, nie dotykaj termostatu, nie gotuj niczego, co pozostawiłoby zapach. Stałam się duchem, unoszącym się na krawędzi idealnego życia, które nie było moje.
„Mamo, wcześnie wstałaś” – Marvin pojawił się w drzwiach kuchni, już ubrany w swój grafitowy garnitur. W wieku trzydziestu pięciu lat odziedziczył po ojcu mocną szczękę i mój upór, choć zdawał się zapominać, skąd się on wziął.


Yo Make również polubił
Ojciec dał swoim synom weksel na 900 000 pesos, żeby pomóc im spłacić długi. Tylko najmłodszy przyjął weksel i rok później to, co znalazł w środku, wprawiło go w osłupienie.
Spokojnie odszedłem od stołu – a to, co wydarzyło się później, zaskoczyło wszystkich
Dzięki tej metodzie czyszczenia wszystko będzie lśnić od stóp do głów – bez stresu i wysiłku.
„Wynoś się – jesteś dla mnie nikim” – powiedział głośno tata podczas świątecznego obiadu. Mama pokręciła głową. „Przestań zawstydzać siostrę”. Uśmiechnąłem się i powiedziałem: „Dobra. Dobra. Nie dzwoń do mnie więcej”. W pokoju zapadła cisza. Następnego ranka: POLICJANCI, ŁZY, CHAOS