Kilka osób uniosło swoje drinki. Poczułem, jak gorąco podchodzi mi do karku. Nie byłem pewien, czy się uśmiechnąć, czy zniknąć w kuchni.
„Dwoje ludzi, którzy udowadniają” – kontynuował Trevor, lekko bełkocząc – „że miłość przetrwa wszystko. Nawet plan awaryjny Jacoba”.
Nerwowy śmiech rozległ się po sali. Zamarłem zupełnie. Nóż do sera wciąż tkwił w mojej dłoni, zapomniany.
Trevor zwrócił się w stronę Sienny, wskazując na nią butelką, a jego uśmiech stał się szerszy.
„Daj spokój, wszyscy o tym wiemy. Jeśli Grace kiedykolwiek ucieknie, Sienna czeka w kolejce od liceum, prawda?” Podniósł wyżej drinka, a jego głos stał się donośny. „Rezerwowa narzeczona, zawsze gotowa”.
Tym razem śmiech był głośniejszy. Ktoś gwizdnął. Ktoś inny klasnął.
A Sienna nie wyglądała na przerażoną. Nie protestowała. Uśmiechnęła się. Była mała, niemal nieśmiała, ale wyraźnie zadowolona, jakby czekała latami, aż ktoś w końcu powie to na głos.
Spojrzałem na Jacoba.
Nie patrzył na mnie. Patrzył na nią.
A jego twarz – jego twarz zrobiła coś, co – jak sama siebie przekonywałam – wyobrażałam sobie setki razy wcześniej. Zmiękła, tak samo jak łagodniała na początku, kiedy na mnie patrzył, zanim wszystko stało się rutyną, wygodą i czymś oczywistym. Czułość, której nie widziałam w jego oczach od miesięcy.
Potem się roześmiał.
To nie był śmiech na dobranoc. To nie był skrępowany śmiech w stylu „to zaszło za daleko”. To był po prostu śmiech – jakby to było zabawne. Jakby żart Trevora był nieszkodliwy. Jakbym nie był na tyle ważny, żeby go bronić.
Pokój wokół mnie wciąż się kręcił. Ludzie wrócili do swoich rozmów. Muzyka znów narastała. Ktoś sięgnął po kolejne piwo z chłodziarki, ale ja czułem się, jakbym wpadł pod wodę. Dźwięk był stłumiony. Wzrok jak tunel. Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
Bardzo ostrożnie odłożyłam nóż do sera na blat, jakbym miała się roztrzaskać, gdybym poruszyła się zbyt szybko. Potem, z pełną rozwagą, przeszłam przez tłum. Rozmowy zacinały się, gdy przechodziłam. Ludzie to zauważyli. Oczy śledziły moje ruchy. Czułam zmianę w pomieszczeniu, nagłą świadomość, że coś się dzieje.
Sięgnąłem do kieszeni kurtki, tej przewieszonej przez krzesło przy drzwiach, i wyciągnąłem małe aksamitne pudełeczko – to, które nosiłem ze sobą przez cały wieczór, to, którym planowałem się później pochwalić ze śmiechem, żartując, jakie to „idealne dla nas”. Trzymałem je w dłoni, czując jego ciężar.
Sto dolarów. Cyrkonia sześcienna, kute srebro, najtańszy pierścionek zaręczynowy, jaki kiedykolwiek dostała kobieta, którą znałem – i który miał się stać najdroższą rzeczą, jaką kiedykolwiek miałem, bo miał mnie kosztować związek, przyszłość, całe wyobrażone życie.
Podszedłem prosto do Sienny. Spojrzała w górę. Jej uśmiech zniknął. Jej oczy się rozszerzyły. Otworzyłem pudełko. Pierścionek błysnął matowym blaskiem żarówki Edisona.
„No dalej” – powiedziałem. Mój głos był spokojny. Spokojny. Przerażająco równy. „Teraz jest twój”.
Włożyłem pudełko prosto w jej rękę.
W pokoju zapadła całkowita cisza. Nie niezręczna cisza. Prawdziwa cisza – taka, w której słychać bicie własnego serca. Sienna wpatrywała się w pierścionek, a na jej twarzy malowały się: szok, konsternacja, narastające przerażenie.
„Grace, ja… ja nie…”
„Coś ty nie?” – przerwałam cicho. „Nie miałaś tego na myśli? Nie wiedziałaś? A może nie sądziłaś, że to usłyszę?”
Uśmiechnąłem się i poczułem, jak ostry był ten uśmiech.
Jakub przeciskał się przez tłum, a jego twarz robiła się czerwona.
„Grace, co ty, do cholery, robisz?”
Odwróciłam się do niego powoli, kończąc przesłuchanie. Opadła mu szczęka.
„To był żart.”
„Naprawdę?” Rozejrzałem się po sali, patrząc na wszystkie twarze wpatrzone w mnie, bo wszyscy tutaj wydawali się uważać to za całkiem zabawne. „Nawet ty.”
„Przesadzasz.”
„Nie” – powiedziałem, a mój głos stał się zimny i ostateczny. „Skończyłem z reakcją”.
Podszedłem do drzwi i otworzyłem je szeroko.
„Impreza się skończyła” – powiedziałem. „Wszyscy na zewnątrz”.
Nikt się nie ruszył. Trevor coś mruknął.
„Daj spokój, ona po prostu…”
„Wyjdź” – powtórzyłem głośniej.
Zaczęli szurać w stronę wyjścia. Niektórzy wyglądali na przepraszających. Inni na zirytowanych. Większość po prostu wyglądała na zakłopotaną, pragnącą uciec od bałaganu, jaki się w to wszystko zamienił. Sienna stała jak sparaliżowana, wciąż ściskając pudełeczko z pierścionkiem, jakby miało eksplodować w jej dłoniach.
„Zatrzymaj to” – powiedziałem, kiedy próbowała mi je oddać. „Najwyraźniej czekałaś już wystarczająco długo”.
Jakub złapał mnie za ramię, gdy ostatnia osoba przeciskała się przez drzwi.
„Właśnie mnie upokorzyłeś przed wszystkimi.”
Wyrwałem się.
„Zabawne, dokładnie tak samo się poczułam, kiedy twoja najlepsza przyjaciółka nazwała inną kobietę twoją zapasową narzeczoną, a ty się śmiałaś”.
„To nie było tak.”
„No i jak to było, Jacob?” Mój głos załamał się po raz pierwszy. „Bo z miejsca, w którym stałem, wyglądało na to, że wszyscy w tym pokoju wiedzieli coś, czego ja byłem za głupi, żeby dostrzec”.
Wpatrywał się we mnie, otwierając i zamykając usta, szukając słów, których nie mógł wymówić.
Cofnęłam się i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Zamek kliknął. Cisza, która nastąpiła, przygniotła moją skórę niczym fizyczny ciężar.
Stałam tam, oparta plecami o drzwi, patrząc na ruinę – na każdej powierzchni leżały półpuste szklanki, porzucone serwetki, deska do wędlin i wędlin ledwo tknięta, żarówki Edisona wciąż migoczące, drwiące ze mnie swoim ciepłem.
Powoli podszedłem do stolika kawowego. Pudełko z pierścionkiem stało tam. Sienna musiała je upuścić, zanim uciekła. Podniosłem je i otworzyłem, wpatrując się w matowy srebrny okrąg w środku. Po długiej chwili szepnąłem do pustego pokoju: „Najlepiej wydane sto dolarów w życiu”.
Walenie zaczęło się niecałe dziesięć minut po tym, jak zamknąłem drzwi.
„Grace, otwórz. Musimy o tym porozmawiać.”
Głos Jacoba przebił się przez drewno, przesycony alkoholem i desperacją. Słyszałem bełkot w jego słowach, nutę paniki pod gniewem. Zostałem tam, gdzie byłem, stojąc pośrodku mojego poddasza, otoczony na wpół pustymi kieliszkami do wina i porzuconymi talerzami.
„Grace” – tym razem głośniej, bardziej natarczywie.


Yo Make również polubił
DOMOWE NALEŚNIKI
Obudziłam się, a mój mąż powiedział: „Cicho, ona śpi” – Historia dnia
Moi rodzice chcieli, żebyśmy ja i moje rodzeństwo wyglądali identycznie. Nie miałem pojęcia, jak daleko się posuną.
Jak zrobić spiralną obcinarkę do ziemniaków