Brzęk kryształowych kieliszków, którymi świętowano awans nowego dyrektora ds. public relations, ledwie ucichł, gdy z mojego gardła wydobył się ostry syczący dźwięk, przypominający dźwięk zepsutego czajnika.
Nazywam się Sailor Cole. Mam 26 lat i jestem restauratorką rzadkich książek. O wiele lepiej znam papierowy kurz i ciszę bibliotek niż wystawne przyjęcia pełne szytych na miarę garniturów i wyrachowanych uśmiechów. Tego wieczoru, w saloniku VIP restauracji z trzema gwiazdkami Michelin, wyraźnie nie pasowałam do tego miejsca.
Moja siostra, Sloane, stała na małym podium z przodu sali. W wieku 29 lat właśnie awansowała na stanowisko dyrektora ds. public relations w Thorne Global, jednej z najpotężniejszych międzynarodowych korporacji w kraju. W bursztynowym świetle jej idealnie wymuszony uśmiech nie znikał z twarzy.
Pochyliła się w stronę mikrofonu.
„Wciąż nad tym pracujemy” – powiedziała z udawanym zmęczeniem. „Sailor, nie rób sceny. To tylko zupa grzybowa. Nie ma kraba. Chyba że chcesz mi zepsuć wieczór ukończenia szkoły?”
Niezręczny śmiech rozległ się po sali. Dla Sloane to był humor. Lekka publiczna krytyka, jak to miała w zwyczaju. Rozkoszowała się uwagą, przekonana, że panuje nad sytuacją.
Ale nie widziała spojrzenia w oczach mężczyzny siedzącego naprzeciwko mnie.
Magnus Thorne, prezes grupy Thorne Global — ten sam, który właśnie podpisał swój awans — wpatrywał się w moją miskę zupy z wyrazem czystej grozy.
Jego córka również cierpiała na zagrażającą życiu alergię na skorupiaki. Doskonale zdawał sobie sprawę z objawów wstrząsu anafilaktycznego.
Zanim zdążyłem zorientować się, co się dzieje, Magnus już wstał, wyciągając z wewnętrznej kieszeni drogiego garnituru automatyczny wstrzykiwacz z adrenaliną i pędząc w moją stronę z zadziwiającą szybkością, jak na 58-latka.
Ale żeby zrozumieć, jak się tu znalazłem, musimy cofnąć się w czasie.


Yo Make również polubił
Przygotuj puszyste pierogi z serem… Oto idealny przepis
Kiedy odkryłam na plecach mojego męża trzydzieści czerwonych plam, które wyglądały jak jaja owadów, spanikowałam i pojechałam z nim na pogotowie – ale lekarz tylko spojrzał i powiedział: „Zadzwoń na policję”.
„Mamo, nie przychodź na rodzinną kolację — zrywamy kontakt”. Tego wieczoru usunęli ze mnie zdjęcia i przekazali ogromne wydatki firmie, którą zarządzam — aż do momentu, gdy wystrzelił szampan, położyłam pliki na stole, a dwadzieścia cztery godziny później: 99 nieodebranych połączeń.
Ostatnie słowa trenera atakowanego przez „psychotyczne” orki wywołują dreszcze na plecach