Postawiłem patelnię na kuchence i ustawiłem palnik na średni ogień. Olej skwierczał, roznosząc znajomy aromat po kuchni. Kroiłem cebulę w cienkie półpierścienie, metodycznie i starannie, tak jak robiłem to przez ostatnie 50 lat. Moje ręce poruszały się automatycznie, a myśli błądziły gdzieś daleko od przestronnej kuchni z granitowymi blatami i eleganckimi sprzętami.
Słońce zachodziło za oknem, barwiąc niebo nad Delmare delikatnymi, pomarańczowymi tonami. Uwielbiam tę porę dnia – cichą, stonowaną, kiedy można skupić się na prostych zadaniach i nie myśleć o zawiłościach relacji międzyludzkich. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam piersi kurczaka, które od rana marynowałam w ziołach i soku z cytryny. Gotowanie zawsze mnie uspokajało. Dawało mi poczucie kontroli nad przynajmniej jedną dziedziną mojego życia.
Z salonu dobiegał dźwięk telewizora. Mój syn, Rufus, jak zwykle o tej porze oglądał wiadomości. Pracował jako inspektor bezpieczeństwa w lokalnej firmie budowlanej i zawsze interesował się wydarzeniami w mieście. Czasami myślałem, że szuka odwrócenia uwagi od własnych problemów. A może po prostu miał zwyczaj spędzać wieczory w milczeniu, wpatrując się w ekran i unikając rozmów.
Cebula skwierczała na patelni. Wypełniła kuchnię słodkim aromatem. Wymieszałam ją drewnianą szpatułką i dodałam trochę soli. Evelyn nie lubiła przesolonego jedzenia, choć rzadko chwaliła moje gotowanie. Właściwie to rzadko chwaliła cokolwiek w tym domu, zwłaszcza jeśli dotyczyło to mnie. Trzy lata temu, kiedy wprowadziłam się po śmierci Rosemary, moja szwagierka udawała, że cieszy się moją obecnością. Teraz nawet to udawanie prysło.
Kroki rozległy się na schodach, gdy Evelyn schodziła z drugiego piętra. Pracowała jako koordynatorka wydarzeń w firmie organizującej imprezy firmowe i często zostawała do późna, przeglądając dokumenty w domu. Wysoka, szczupła, z starannie ułożonymi kasztanowymi włosami, zawsze wyglądała nienagannie. Nawet w domu nosiła biznesowe bluzki i spódnice, jakby szykowała się do ważnego spotkania. Ten wieczór nie był wyjątkiem. Miała na sobie prostą białą koszulę i ciemną ołówkową spódnicę, mimo że dzień pracy dawno się skończył.
„Barnaby, znowu smażysz na tym oleju?” Evelyn weszła do kuchni i zmarszczyła nos, patrząc na patelnię. „Mówiłam ci, że mam alergię na olej słonecznikowy”.
Wiedziałem, że nie ma alergii. To było tylko kolejne narzekanie, ale nie miałem ochoty się kłócić.
„Przepraszam, zapomniałem. Następnym razem użyję oliwy z oliwek.”
„Następnym razem lepiej mi powiedz, co gotujesz. Mogłabym zamówić na wynos”. Otworzyła szafkę, wyjęła szklankę i nalała sobie wody z filtra. Jej ruchy były gwałtowne, nerwowe. Cały dzień w pracy musiał być ciężki. Chociaż w ostatnich miesiącach wszystkie jej dni były ciężkie, przynajmniej jeśli chodzi o radzenie sobie ze mną. A może to też było częścią jej nowego zachowania – doszukiwania się wad we wszystkim, co robiłem.
„Czy Rufus już wrócił?” – zapytałem, mimo że sam słyszałem telewizor – wrócił pół godziny temu.
„Po prostu usiadł, żeby obejrzeć wiadomości”. Brzmiała na zirytowaną. Evelyn ostatnio często się irytowała. Na męża, w pracy, na mnie, a zwłaszcza na mnie.
Obróciłem piersi kurczaka na patelni i doprawiłem je czarnym pieprzem. Mięso apetycznie skwierczało.
„Jak długo jeszcze zamierzasz gotować?” Evelyn spojrzała na zegarek. „Jest po ósmej, a ty dopiero zaczynasz.”
„15 minut, nie więcej. Dekoracja prawie gotowa”. Skinąłem głową w stronę drugiego palnika, gdzie gotował się ryż w garnku.
Evelyn westchnęła nieszczęśliwie. Zawsze znajdowała powód do niezadowolenia, nawet gdy gotowałam obiad za darmo, kupowałam artykuły spożywcze za własne pieniądze i zmywałam naczynia.
„Jeśli się spieszysz, mogę ci coś ugotować” – dodałem cicho.


Yo Make również polubił
Chłopiec za kurtyną: małżeństwo rozbite przez sekrety
Moja żona zażądała rozwodu w domu. Nie stać cię na prawnika, żeby się ze mną bił. Odpowiedziałem: „Masz rację”. Doręczyła mi dokumenty w sądzie. Tylko po to, żeby zobaczyć, jak najdroższy adwokat od rozwodów w mieście siada obok mnie. Spojrzał na nią i powiedział, że nie musi mnie na to stać…
Oszczędzałam grosze na czynsz, dopóki dziadek nie zapytał: „Jak się żyje w mieszkaniu, za które zapłaciłam?”. Wyjąkałam: „W jakim mieszkaniu?”. Spojrzał na moją mamę, która pozwoliła mojej siostrze mieszkać tam jak królowa.
7 powodów, dla których warto jeść jajka na śniadanie