Wpuściłam go. Zrobiłam herbatę, choć ręce mi drżały. Usiadł przy stole, jakby to był wciąż jego dom. Ale już dawno nie był. Wszystko się zmieniło. Firanki były inne. Stół był inny. Ja byłam inna.
Tylko on wyglądał jak cień człowieka, którego kiedyś kochałam.
– Mogę opowiedzieć? – zapytał, jakby to był jakiś wywiad, nie wyznanie.
Milczałam, więc uznał to za zgodę. Najpierw mówił o niej. O tej, dla której mnie zostawił. O kobiecie, z którą miał przeżyć wielką miłość. O życiu, które miało być nowym początkiem. Mówił spokojnie, prawie bez emocji, ale w jego głosie była jakaś pustka. Jakby sam nie wierzył w to, co mówi.
Potem opowiedział, jak to wielkie uczucie zaczęło się sypać już po kilku miesiącach. Jak ona wymagała, jak narzekała, jak próbowała go zmieniać. Jak był zmęczony udawaniem człowieka, którego chciała widzieć u swojego boku. Ale został. Bo wstydził się wrócić.
Z tego, co mówił, wyłaniał się obraz życia, które wyglądało pięknie tylko na zdjęciach na Facebooku. Dom z ogrodem, weekendy na Mazurach, kolacje w restauracjach. A w środku… pęknięcia, które z czasem zmieniły się w wyrwy.
– Straciłem pracę – powiedział, spuszczając wzrok. – Potem drugą. A potem ona straciła cierpliwość. Nie jestem dobry w udawaniu, że wszystko jest w porządku.
Pokręciłam głową. Chciałam powiedzieć, że zawsze nie był dobry w udawaniu. Ale nic nie powiedziałam.
– Odeszła ode mnie trzy miesiące temu. Zostawiła tylko kartkę na stole. Nawet się nie pożegnaliśmy – dodał.
Patrzyłam na niego, próbując dopasować tę historię do tego człowieka, którego znałam kiedyś. Czy to w ogóle był ten sam mężczyzna? Ten pewny siebie, uśmiechnięty, trochę zbyt dumny chłopak, który uważał, że życie samo się ułoży?
– Przez trzy miesiące mieszkałem kątem u znajomych – mówił dalej. – Ale nikt nie chce mieć na głowie kogoś, kto nie może stanąć na nogi. Wczoraj spałem w samochodzie.
I wtedy poczułam coś, czego się nie spodziewałam. Nie gniew. Nie żal. Nawet nie satysfakcję. Poczułam… współczucie. To było najgorsze. Jakby moje serce było nielojalne wobec mnie samej.
Wstałam, bo musiałam złapać oddech. Przeszłam do okna. Widziałam swoje odbicie w szybie. Kobietę, która przeszła więcej, niż powinna. Kobietę, która wszystko posprzątała po jego odejściu. Która wychowała dzieci, pracowała, budowała życie od zera. Kobietę, która nie potrzebowała już mężczyzny, żeby być całą.
– Dlaczego tu przyszedłeś? – zapytałam w końcu.
– Bo… bo tylko ciebie mam. Tylko ty mnie znasz naprawdę. Tylko ty wiesz, kim byłem, zanim wszystko się rozpadło.
To zabolało. Bo kiedy mnie zostawił, nie myślał wcale o tym, że znam go lepiej niż ktokolwiek. Nie myślał o tym, co robi swojemu synowi, co robi naszej córce. Nie myślał o tym, że łamie komuś życie. Myślał tylko o sobie. I teraz też przyszedł tu, bo myślał o sobie.
– Nie chcę litości – dodał cicho. – Chcę tylko… spróbować jeszcze raz. Być człowiekiem, którego kiedyś kochałaś.
Chciałam krzyknąć, że tamten człowiek nie istnieje. Że zabił go własnymi decyzjami. Że nie wraca się do przeszłości jak do starego mieszkania, którego klucze gdzieś się znalazło.


Yo Make również polubił
Za każdym razem, gdy przygotowuję ten przepis, dom wypełnia się cudownym aromatem. To słodkie zwycięstwo.
Mój ojciec powiedział głośno: „Ty potrafisz tylko brać; nigdy nie dałaś tej rodzinie niczego wartościowego!”. I w tym momencie uświadomiłam sobie, że nie jestem już jego córką – byłam tylko chodzącą kasą fiskalną.
Koniec z zgniłymi i czarnymi bananami po kilku dniach: ta metoda wystarczy na 2 lata
Ciasto Pijak