Toast miał się właśnie rozpocząć. Jordan, drużba Ethana, wstał z uniesionym kieliszkiem, gotowy wygłosić przemówienie. Wszyscy w sali sięgali po szampana. Czułem, jak drżą mi ręce, wpatrując się w swój kieliszek – ten, przy którym Diane właśnie majstrowała. Cokolwiek do niego wlała, nie było to nic dobrego.
W głowie huczało mi jak szalone. Czy powinnam coś powiedzieć? Czy powinnam ją wyzwać tu i teraz, przed wszystkimi? Ale co, jeśli się myliłam? Co, jeśli sobie to wyobraziłam? Co, jeśli to tylko kłaczek albo okruszek z przystawek? Wyszłabym na wariatkę. Diane wszystkiemu zaprzeczy, a ja byłabym tą paranoiczną panną młodą, która oskarży swoją teściową o otrucie w dniu ślubu.
Nie. Nie mogłem ryzykować.
Ale nie mogłem też pić z tej szklanki.
Zrobiłem więc jedyną rzecz, jaka przyszła mi do głowy. Podczas gdy Diane odwracała wzrok, witając kogoś przy sąsiednim stoliku, szybko zamieniłem nasze kieliszki. Jej stały tuż obok mojego, identyczne pod każdym względem. Ten sam szampan, ta sama ilość, ta sama delikatna kryształowa nóżka. Poruszałem nimi tak szybko, tak płynnie, że nikt nie zauważył. W jednej chwili mój zatruty kieliszek był przede mną. W następnej – przed nią.
Serce waliło mi tak mocno, że wydawało mi się, że wszyscy je słyszeli. Chwyciłem kieliszek, który stał teraz przede mną – jej oryginalny kieliszek – i mocno go trzymałem, starając się wyglądać na spokojnego. Diane odwróciła się i wzięła coś, co uznała za swój własny szampan, nawet na niego nie patrząc.
Jordan rozpoczął swoją przemowę. Opowiedział o tym, jak przyjaźnił się z Ethanem od liceum, jak nigdy nie widział Ethana szczęśliwszego niż ze mną, jak wiedział, że czeka nas wspaniałe życie. Wszyscy śmiali się z jego żartów, ocierali łzy przy słodkich fragmentach, a kiedy w końcu uniósł kieliszek, by wznieść toast, cała sala wstała.
„Za Tessę i Ethana” – powiedział Jordan.
„Za Tessę i Ethana” – powtórzyli wszyscy.
Patrzyłem, jak Diane unosi szklankę do ust. Patrzyłem, jak bierze długi łyk, opróżniając prawie połowę jednym haustem. A potem wziąłem mały łyk z mojej szklanki, tej, która należała do niej, i starałem się nie myśleć o tym, co by się stało, gdybym ich nie zamienił.
Toast dobiegł końca. Ludzie usiedli z powrotem. Muzyka znów zaczęła grać. Diane odstawiła kieliszek i uśmiechnęła się do mnie. Tym samym sztucznym uśmiechem, który miała na twarzy przez cały dzień. Odwzajemniłem uśmiech.
I czekałem.
Pierwsze dwadzieścia minut po toaście było zupełnie normalne. Diane siedziała obok mnie, dziobiąc łososia i rozmawiając o niczym z gośćmi przy naszym stole. Pochwaliła kwiaty, powiedziała coś o zespole, który jest „akceptowalny” i zapytała, czy pamiętałem już o wysłaniu kartek z podziękowaniami do jej rodziny. Kiwałem głową i udzielałem krótkich odpowiedzi, cały czas uważnie ją obserwując.
Nic się nie zmieniło. Wyglądała dobrze.
Może naprawdę mi się to wszystko przywidziało. Może to tylko kłaczki. A może sięgała po coś innego, a ja źle zrozumiałem sytuację. Zacząłem się czuć niedorzecznie, że w ogóle zmieniłem okulary.
Ale potem, jakieś trzydzieści minut po toaście, coś się zmieniło.
Diane nagle wstała z krzesła, lekko się chwiejąc. Twarz miała zarumienioną, a w oczach dziwnie szklisty wyraz. Zamrugała kilka razy, jakby próbowała się skupić, po czym zachichotała.
Naprawdę się zaśmiałem.
Diane ani razu się nie zaśmiała. Ledwo się szczerze uśmiechnęła.
„Diane, wszystko w porządku?” – zapytałem, starając się brzmieć zaniepokojonym.
Pomachała mi.
„Jestem fantastyczna” – powiedziała, lekko bełkotliwie. „Absolutnie fantastyczna. Mówiłam ci już, jak pięknie dziś wyglądasz, Tesso? Bo tak. Wyglądasz jak księżniczka. Cudowna, idealna księżniczka”.
Zamarłam. Diane nigdy wcześniej nie powiedziała mi komplementu. Ani razu przez dwa lata. To zdecydowanie nie było normalne.
Ethan podszedł i zauważył dziwne zachowanie swojej matki.
„Mamo, dobrze się czujesz?”
„Och, kochanie.” Diane objęła go, niemal go przewracając. „Mój piękny chłopcze. Jestem z ciebie taka dumna. I Tessa. Tessa jest cudowna. Bardzo ją kocham.”
Wymieniliśmy z Ethanem zdezorientowane spojrzenia. Jego matka przez ostatnie dwa lata próbowała przekonać go, żeby mnie rzucił, a teraz wyznawała mi miłość przed całym przyjęciem.
„Może powinnaś usiąść?” – zasugerował łagodnie Ethan.
Ale Diane nie słuchała. Rozglądała się po pokoju szeroko otwartymi oczami, jakby widziała go po raz pierwszy.
„Ta muzyka jest okropna” – oznajmiła głośno. „Potrzebujemy lepszej muzyki. Czegoś fajnego. Czegoś, przy czym można tańczyć”.
Zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, zrzuciła markowe szpilki i zaczęła tańczyć. Tuż pośrodku sali weselnej, w swojej drogiej sukience, tańczyła jak w klubie nocnym. Kołysała biodrami, wyrzucała ręce w górę i zaczęła śpiewać razem z zespołem powolną, romantyczną balladę, jakby to była zupełnie inna piosenka.
Goście gapili się. Niektórzy śmiali się nerwowo. Inni wyglądali na przerażonych. Ethan próbował odprowadzić matkę z powrotem na jej miejsce, ale ona odepchnęła go żartobliwie.
„Zatańcz ze mną” – nalegała. „No, chodźcie wszyscy. Zatańczmy”.


Yo Make również polubił
Zapiekanka śniadaniowa z ciasteczkami i sosem, kiełbasą i jajkiem
Rozkosz owocowo-orzechowa nie wymagająca gotowaniaRozkosz owocowo-orzechowa nie wymagająca gotowania
Kiedy zapomniałam o deserze na Boże Narodzenie, moja matka krzyknęła: „Jesteś taką bezużyteczną kobietą, że nawet nie potrafisz…
Moja teściowa nauczyła mnie przepisu sprzed 100 lat! Niesamowicie pyszne!