Żadnych pożyczek, żadnego czynszu, żadnych zobowiązań. Kirill wydał kolejne pół miliona na skromny remont. Powiesił prostą tapetę, położył panele podłogowe i wymienił hydraulikę.
Kupił podstawowe meble z Ikei Divan: stół, szafę i łóżko. Koszt wyniósł 100 000 rubli. Pozostałe 17 milionów rubli wpłacił do kilku banków.
Choć żył skromnie, odsetki wystarczały na pokrycie wszystkich jego potrzeb. Kirył nie rzucił pracy, mimo że nie miał żadnych potrzeb finansowych. Po pierwsze, potrzebował czegoś, co zajmie mu czas.
Po drugie, izolacja społeczna mogła prowadzić do depresji. Po trzecie, praca dawała poczucie normalności. Życie wkroczyło w nowy rytm.
Rano praca, wieczorem dom. W weekendy spacery po parku, czytanie, czasem film. Żadnych ambicji, żadnych planów na miliony, żadnych kochanek.
Koledzy traktowali go z sympatią i zrozumieniem. Wszyscy zakładali, że opłakuje śmierć żony i prowadzi samotnicze życie. „Kiryl, czy mogłabym cię komuś przedstawić?” – zasugerowała jego sekretarka, Olga.
Moja siostra ma przyjaciółkę, bardzo miłą kobietę. Dziękuję, Olya, ale to za wcześnie – odpowiedział. – Nie jestem jeszcze gotowy na nowy związek.
I to była prawda. Po Olesi i jej chciwości, myśl o nowym związku przyprawiała mnie o mdłości. Lepiej być samemu niż znów dać się nabrać na przynętę łowczyni złota.
Ale sześć miesięcy później życie samo się zmieniło. W sąsiednim dziale zatrudniono nową pracownicę, Marinę Winogradową, 38 lat, rozwódkę z nastoletnim synem. Marina była całkowitym przeciwieństwem Olesi.
Nie piękność, ale ładna. Nie fashionistka, ale schludna. Nie łowczyni złota, ale zwykła pracująca matka, która sama na siebie zarabia.
Spotkali się w kuchni swojego biura podczas lunchu. „Przepraszam, czy mogę prosić o puszkę kawy?” – zapytała Marina. Oczywiście, Kirył podał jej puszkę.
Jesteś nowy? Nie pamiętam cię. Tak. Po prostu jestem w innym dziale.
Mam na imię Marina. Aha, rozumiem. Kirill.
Zaczęli rozmawiać. Okazało się, że mają wiele wspólnego: miłość do muzyki klasycznej, starych filmów i książek. Marina okazała się interesującą rozmówczynią z poczuciem humoru i zdrowym rozsądkiem.
„Dlaczego się rozwiedliście?” – zapytał Kirill pewnego dnia podczas lunchu w stołówce. „Mój mąż uzależnił się od alkoholu” – odpowiedziała Marina prosto. „Próbowałam go ratować przez trzy lata, ale to nic nie dało”.
Musiałam się rozwieść dla dobra syna. Rozumiem. A jak zareagował mój syn? Nic mu nie było.
Jest już dorosłym mężczyzną, ma 15 lat. Rozumie, że alkoholik w rodzinie to katastrofa dla wszystkich. Czy płaci alimenty? To zależy.
Ale ja na to nie liczę. Lepiej radzić sobie samemu niż polegać na kimś nieprzewidywalnym. Kirył podziwiał jej niezależność i godność.
Marina nie narzekała na swoje życie, nie domagała się pomocy i nie dawała po sobie poznać trudności finansowych. Po prostu żyła, pracowała i wychowywała syna. Zaczęli się spotykać po pracy.
Chodzili do kina, spacerowali po parkach i przesiadywali w niedrogich kawiarniach. Marina nigdy nie pozwalała mu wydawać na nią dużo pieniędzy. „Po co droga restauracja?” – pytała.
Lepiej by było, gdybyś postawił mi lody w parku. A co, jeśli zechcę cię uszczęśliwić? Ja już jestem szczęśliwy. Liczy się rozmowa, nie miejsce.
Po trzech miesiącach znajomości zostali kochankami. Marina zaprosiła go do swojego domu, prostego, dwupokojowego mieszkania na obrzeżach miasta. Wyposażenie było skromne, ściany zdobiły zdjęcia z dzieciństwa, a unosił się zapach domowych wypieków.
„Poznaj mojego syna” – powiedziała. „Artem, to jest Kirył, mój przyjaciel”.
Nastolatek przywitał się z nim uprzejmie i zniknął w swoim pokoju. Przy kolacji rozmawiali we trójkę o szkole, zainteresowaniach chłopca i jego planach na przyszłość. „A co z twoją żoną?” – zapytała Marina, gdy syn poszedł odrobić lekcje.
Kirill zamilkł. Przywykł do odpowiadania na to pytanie standardową formułką. „Umarła półtora roku temu”.
Moje serce. Moje kondolencje. Musi być ciężko poradzić sobie z taką stratą.
„Tak” – odpowiedział Kirył, ale myślał o czymś zupełnie innym. Tak, stracił żonę. Ale nie tak, jak myślała Marina.
Stracił ją na długo przed śmiercią, kiedy uznał, że młody kochanek jest ważniejszy niż wierna żona, a cudze pieniądze są słodsze niż jego własne sumienie. A teraz miał szansę zacząć od nowa. „Wiesz” – powiedział Marinie – „od dawna myślałem, że szczęście oznacza dużo pieniędzy”.


Yo Make również polubił
Jak w 1 minutę nadać zapach całej kuchni za pomocą gałązki rozmarynu i cytryny
Naturalny „ratownik serca”, który powinieneś jeść częściej
Odkryłem mroczny sekret mojej żony zaraz po jej śmierci i teraz nie wiem, jak z tym żyć
Mój wnuk zadzwonił do mnie o 5 rano i powiedział: „Babciu, nie zakładaj dziś czerwonego płaszcza”. Zapytałam dlaczego, a drżącym głosem odpowiedział: „Wkrótce zrozumiesz. O 9 rano poszedłem złapać autobus. Kiedy przyjechałem, zamarłem w miejscu, gdy tylko zobaczyłem, co się tam dzieje…