Pewnego dnia Nira cicho wyszeptała, trzymając moją dłoń w swojej małej dłoni: „Tata ciągle z kimś rozmawia”.
Pogłaskałam Nirę po głowie i wyjaśniłam: „Tata jest zajęty pracą, kochanie”. Nira tylko skinęła głową w milczeniu, ale wyglądała na zaniepokojoną. Nie zastanawiałam się nad tym zbyt głęboko. Jace był odpowiedzialnym człowiekiem, prawdopodobnie zajmował się dużym projektem. Ciężko pracował dla naszej rodziny. Tak sobie powtarzałam.
Dziecko w moim brzuchu poruszało się energicznie, jego obecność była nieustająca i dodająca otuchy. Jeszcze tylko chwila, zanim się spotkamy, myślałam. Nira, ja i Jace z niecierpliwością czekaliśmy na to, aż do naszej rodziny dołączy jeszcze jedna osoba. W to wierzyłam. Byliśmy idealną rodziną i myślałam, że to szczęście będzie trwało wiecznie.
W tamtym momencie jeszcze nic nie wiedziałam. Nie wiedziałam, jak kruche i ulotne jest to szczęście.
Do terminu porodu pozostały jeszcze dwa tygodnie, ale tego ranka obudziłam się z nagłym, ostrym bólem. Brzuch bolał mnie regularnie, narastając. To poród. Z mojego doświadczenia jako pielęgniarki wiedziałam to od razu.
„Jace, boli! Dziecko się rodzi!” – potrząsnęłam mężem, żeby go obudzić.
Jace podskoczył, wyglądając na zaskoczonego, ale szybko się opanował. „Wszystko w porządku. Zaraz pojedziemy do szpitala”. Ścisnął mi dłoń, mówiąc to.
Ale Jace się nie poruszył. „Chwileczkę. Muszę się przygotować” – powiedział i wyszedł z sypialni.
Czekałam na łóżku, oddychając mimo bólu. Minęło dwadzieścia minut. Skurcze były coraz bliższe, coraz intensywniejsze. „Jace, szybko!” – wydusiłam z siebie słowa, ale nie było odpowiedzi. Słyszałam dźwięki z salonu, otwieranie i zamykanie szuflady, szelest papierów. Co on robi? Ból uniemożliwiał mi skupienie myśli. Chciałam tylko jak najszybciej dotrzeć do szpitala.
Po ponad trzydziestu minutach Jace w końcu wrócił. „Przepraszam, szukałem karty ubezpieczeniowej” – powiedział, ale jego głos był beznamiętny, pozbawiony poczucia pilności, które odczuwałem.
W drodze do szpitala ból stawał się jeszcze bardziej intensywny. Jace jechał boleśnie wolno. „Proszę, pospiesz się” – błagałem.
„Musimy jechać ostrożnie, Jen” – odpowiedział, wpatrując się w drogę. Wyjrzałam przez okno, modląc się, żebyśmy szybko tam dotarli.
Kiedy w końcu dotarliśmy, nie mogłam już ustać. Opierając się o Jace’a, poszłam do recepcji oddziału położniczego. Pielęgniarki pospiesznie przyniosły wózek inwalidzki i natychmiast zaprowadzono mnie do gabinetu zabiegowego. W chwili, gdy lekarz wykonał USG, jego wyraz twarzy zamarł.
„Tętno dziecka jest bardzo słabe. Przygotujcie się na cesarskie cięcie, natychmiast!”
Głos lekarza brzmiał odlegle. Nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. „Czekaj, co masz na myśli? Doktorze, czy dziecko jest w porządku?” – zapytałam rozpaczliwie, ale lekarz nie odpowiedział, tylko podawał polecenia. Pielęgniarki biegały dookoła. „Sala operacyjna jest gotowa!” – krzyknął ktoś.
Położono mnie na stole operacyjnym. Podczas gdy przygotowywali znieczulenie, do sali wszedł Jace. „Trzymaj się” – powiedział, ale w jego głosie nie było ciepła. Brzmiał chłodno i obojętnie, jakby to go w ogóle nie obchodziło. Ale ja byłam zbyt obolała i przerażona, żeby to zauważyć.
Operacja się rozpoczęła. Nie czułam dolnej części ciała, ale czułam napiętą atmosferę. Proszę, kochanie, proszę, bądź bezpieczna. Modliłam się nieustannie. To jest młodszy braciszek, na którego Nira tak bardzo czekała. To jest dziecko, na które czekaliśmy.
Jedynym dźwiękiem było głośne, metodyczne tykanie zegara na sali operacyjnej. Czas jakby się zatrzymał. Po tym, co wydawało się wiecznością, ruchy lekarza ustały. Odwrócił się w moją stronę. W chwili, gdy zobaczyłam jego twarz, zrozumiałam wszystko.
„Bardzo mi przykro”. Głos lekarza drżał. „Dziecko… nie przeżyło”.


Yo Make również polubił
Przepis na dorsza smażonego po polsku
Nigdy nie zapomnę tego dnia na moim baby shower, kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży. Mój mąż zszokował wszystkich, dając swojej matce 10 000 dolarów, które zaoszczędziliśmy na dostawę. Kiedy próbowałam go powstrzymać, krzyknął wściekle: „Jak śmiesz mnie powstrzymywać?!”.
Nigdy więcej nie wyrzucaj pestki awokado
Kokosowiec na kruchym cieście