Powiedział: „Wszystko jest zaplanowane na jutro. Lily wypije herbatę, tak jak zawsze podczas takich wydarzeń. Nikt niczego nie będzie podejrzewał. To będzie wyglądało na zawał serca. Zapewniałaś mnie?”. A potem… potem się roześmiał, mamo. Śmiał się, jakby opowiadał o pogodzie.
Poczułam, jak żołądek mi się ściska. To nie mogła być prawda. David, mężczyzna, z którym dzieliłam łóżko, moje życie, planujący mój koniec. To było zbyt absurdalne. „Może źle zrozumiałaś” – zasugerowałam, rozpaczliwie szukając alternatywnego wyjaśnienia. „Może chodziło o inną Lily. A może to była jakaś metafora transakcji biznesowej”.
Mia gwałtownie pokręciła głową. „Nie, mamo. Mówił o tobie, o dzisiejszym brunchu. Powiedział, że jak cię nie będzie, będzie miał pełny dostęp do pieniędzy z ubezpieczenia i do domu”. Zawahała się, zanim dodała: „Wspomniał też moje imię. Powiedział, że potem „zaopiekuje się mną”, tak czy inaczej”.
Chłód przeszył mnie po plecach. David zawsze był taki kochający, taki troskliwy. Jak mogłam się tak mylić? „Dlaczego miałby to zrobić?” – wymamrotałam bardziej do siebie niż do niej.
„Ubezpieczenie na życie, mamo. To, które wzięliście sześć miesięcy temu. Pamiętasz? Milion dolarów”.
Poczułam się, jakbym dostała cios w brzuch. Ubezpieczenie. Oczywiście, David tak bardzo nalegał na tę polisę, mówiąc, że ma mnie chronić. Ale teraz, w tym nowym, złowrogim świetle, zdałam sobie sprawę, że od początku było odwrotnie.
„To nie wszystko” – kontynuowała Mia, jej głos był już niemal szeptem. „Po tym, jak się rozłączył, zaczął przeglądać jakieś papiery. Zaczekałam, aż wyjdzie, i poszłam do biura. Były tam dokumenty dotyczące jego długów, mamo. Mnóstwo długów. Wygląda na to, że firma jest bliska bankructwa”.
Zjechałem na pobocze, nie mogąc dalej jechać. David był bankrutem? Jak mogłem nie wiedzieć?
„Znalazłam też to” – powiedziała Mia, wyciągając z kieszeni złożoną kartkę. „To wyciąg z innego konta bankowego na jego nazwisko. Przelewa tam pieniądze od miesięcy – małe kwoty, żeby nie wzbudzić podejrzeń”.
Wziąłem kartkę drżącymi rękami. To była prawda. Konto, o którym nic nie wiedziałem, gromadzące coś, co wyglądało na nasze pieniądze – a właściwie moje pieniądze ze sprzedaży mieszkania, które odziedziczyłem po rodzicach. Rzeczywistość zaczęła się krystalizować, okrutna i niezaprzeczalna. David nie tylko zbankrutował; od miesięcy systematycznie mnie okradał. A teraz uznał, że jestem więcej wart beze mnie niż teraz.
„O mój Boże” – wyszeptałam, czując mdłości. „Jak mogłam być taka ślepa?”
Mia położyła dłoń na mojej dłoni w geście pocieszenia, który wydawał się absurdalnie dojrzały. „To nie twoja wina, mamo. On wszystkich oszukał”. Nagle uderzyła mnie straszna myśl. „Mia, zabrałaś te dokumenty z jego biura? Co, jeśli zauważy ich brak?”
Strach wrócił do jej oczu. „Zrobiłam zdjęcia telefonem i odłożyłam wszystko na miejsce. Nie sądzę, żeby zauważył”. Ale nawet kiedy to mówiła, żadne z nas nie wydawało się przekonane. David był skrupulatny.
„Musimy zadzwonić na policję” – postanowiłem, chwytając telefon.
„I co powiesz?” – zapytała Mia. „Że rozmawiał o tym przez telefon? Że znaleźliśmy dokumenty, z których wynika, że defrauduje pieniądze? Nie mamy na to żadnych dowodów, mamo”.
Miała rację. To było nasze słowo przeciwko jego: szanowany biznesmen kontra histeryczna była żona i zbuntowana nastolatka. Kiedy rozważaliśmy nasze opcje, mój telefon zawibrował. SMS od Davida: Gdzie jesteś? Goście pytają o ciebie. Jego wiadomość wydawała się taka zwyczajna, taka banalna.
Część 2 — Niebezpieczna gra
Nie mogliśmy wrócić do domu. To było jasne. Ale nie mogliśmy też po prostu zniknąć. David miał środki. On by nas znalazł.
„Najpierw potrzebujemy dowodów” – zdecydowałem w końcu. „Konkretnych dowodów, które możemy przedstawić policji”.
„Co takiego?”
„Jak substancja, którą planował dziś zażyć”. Plan, który kształtował się w mojej głowie, był ryzykowny, może nawet lekkomyślny. Ale gdy początkowy strach ustąpił miejsca zimnemu, wyrachowanemu gniewowi, wiedziałem, że musimy działać, i to szybko.
„Wracamy” – oznajmiłem, przekręcając kluczyk w stacyjce.
„Co?” Oczy Mii rozszerzyły się w panice. „Mamo, oszalałaś? On cię zabije!”
„Nie, jeśli dotrę do niego pierwsza” – odpowiedziałam, zaskoczona stanowczością w swoim głosie. „Pomyśl ze mną, Mia. Jeśli uciekniemy teraz bez dowodów, co się stanie? David będzie twierdził, że miałam załamanie, że pociągnęłam cię za sobą pod wpływem jakiegoś irracjonalnego impulsu. Znajdzie nas i będziemy jeszcze bardziej bezbronni”. Zawróciłam gwałtownie, kierując się z powrotem w stronę domu. „Potrzebujemy konkretnych dowodów. Substancja, którą planuje dziś użyć, to nasza najlepsza szansa”.
Mia wpatrywała się we mnie, a na jej twarzy malowała się mieszanka strachu i podziwu. „Ale jak to zrobimy, żeby nie zauważył?”
„Będziemy kontynuować tę farsę. Powiem, że byłam w aptece, wzięłam środek przeciwbólowy i czuję się trochę lepiej. Ty pójdziesz prosto do swojego pokoju, udając, że też jesteś chory. Podczas gdy ja będę odwracać uwagę Davida i gości, ty przeszukasz biuro.”
Mia powoli skinęła głową, jej spojrzenie było zdecydowane. „A co, jeśli coś znajdę? Albo, co gorsza, co, jeśli on się dowie, co robimy?”
Przełknęłam ślinę. „Wyślij SMS-a o treści »teraz«. Jeśli go dostanę, znajdę wymówkę i natychmiast wyjdziemy. Jeśli coś znajdziesz, zrób zdjęcia, ale niczego nie bierz”.
Zbliżając się do domu, poczułem, jak serce wali mi mocniej. Miałem zamiar wejść do jaskini lwa. Kiedy zaparkowałem na podjeździe, zauważyłem, że samochodów jest więcej. Wszyscy goście już przyjechali.
Szmer rozmów powitał nas, gdy tylko otworzyliśmy drzwi. David stał na środku salonu, opowiadając jakąś historię, która wszystkich rozśmieszała. Na nasz widok jego uśmiech na chwilę zgasł.
„Ach, wróciłaś!” – wykrzyknął, podchodząc i obejmując mnie w talii. Jego dotyk, niegdyś kojący, teraz mnie odrzucał. „Czujesz się lepiej, kochanie?”
„Trochę” – odpowiedziałem, wymuszając uśmiech. „Lek zaczyna działać”.
„Dobrze słyszeć”. Odwrócił się do Mii. „A ty, dzieciaku? Wyglądasz trochę blado”.
„Też mnie boli głowa” – mruknęła Mia, perfekcyjnie odgrywając swoją rolę. „Chyba się na chwilę położę”.
„Oczywiście, oczywiście” – powiedział David, a jego troska była tak przekonująca, że gdybym nie znała prawdy, całkowicie bym w nią uwierzyła.
Mia poszła na górę, a ja dołączyłem do gości, przyjmując szklankę wody, którą zaproponował David. Odmówiłem szampana, twierdząc, że nie zmiesza się z lekarstwem.
„Nie będzie dziś herbaty?” zapytał swobodnie, a ja poczułam dreszcz na plecach.
„Myślę, że nie” – odpowiedziałam lekkim tonem. „Staram się unikać kofeiny, kiedy mam migrenę”.
Coś pociemniało w jego oczach na chwilę, ale zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, zastąpione jego zwykłym urokiem. Podczas gdy David prowadził mnie przez listę gości, nie spuszczałam z twarzy uśmiechu, choć w głębi duszy byłam w stanie najwyższej gotowości. Za każdym razem, gdy dotykał mojego ramienia, musiałam walczyć z chęcią odsunięcia się. Każdy uśmiech, którym mnie obdarzał, wydawał się teraz pełen złowrogich, podwójnych znaczeń. Dyskretnie sprawdziłam telefon. Nadal nie ma wiadomości od Mii.
Jakieś dwadzieścia minut później, gdy rozmawialiśmy z Davidem z jakąś parą, mój telefon zawibrował. Na ekranie pojawiło się jedno słowo: Teraz.
Krew mi zmroziła krew. Musieliśmy natychmiast wyjść. „Przepraszam” – powiedziałam do grupy, wymuszając uśmiech. „Muszę sprawdzić, jak się czuje Mia”. Zanim David zdążył zaprotestować, szybko odeszłam, niemal wbiegając po schodach.
Zastałam Mię w jej pokoju, z twarzą bladą jak papier. „Idzie” – wyszeptała, chwytając mnie za ramię. „Zorientowałam się, że idzie na górę i pobiegłam tutaj”.
„Znalazłaś coś?” – zapytałem szybko, ciągnąc ją w stronę drzwi.
„Tak, w biurze. Mała, nieoznakowana buteleczka ukryta w szufladzie jego biurka. Zrobiłem zdjęcia.”
Nie mieliśmy już czasu. Usłyszeliśmy kroki na korytarzu, a potem głos Davida. „Helen? Mia? Jesteś tam?”
Wymieniłam szybkie spojrzenie z córką. Nie mogłyśmy teraz wyjść przez korytarz. Zobaczyłby nas. Okno sypialni wychodziło na podwórko, ale byłyśmy na drugim piętrze – niebezpieczny upadek.
„Zostań tam, gdzie jesteś” – wyszeptałam. „Będziemy udawać, że tylko rozmawialiśmy”.
Drzwi się otworzyły i wszedł David, a jego wzrok natychmiast utkwił w przestraszonej twarzy Mii. „Wszystko w porządku?” – zapytał swobodnym tonem, ale w jego oczach malowała się czujność i podejrzliwość.
„Tak” – odpowiedziałem, starając się brzmieć normalnie. „Mia nadal ma ból głowy. Przyszedłem zobaczyć, czy czegoś potrzebuje”.
David przyglądał nam się przez chwilę, lekko mrużąc oczy. „Rozumiem. A ty, kochanie, ból głowy ci ustąpił?”
„Trochę” – skłamałem. „Chyba mogę już wracać na imprezę”.
Uśmiechnął się, ale uśmiech nie sięgnął jego oczu. „Doskonale. A tak przy okazji, zrobiłem tę specjalną herbatę, którą lubisz. Czeka na ciebie w kuchni”.
Żołądek mi się ścisnął. Herbata. Pułapka, o której wspominał przez telefon. „Dziękuję, ale chyba dziś odpuszczę. Lek…”
„Nalegam” – przerwał mi, wciąż przyjaznym tonem, ale z nową stanowczością. „To nowa mieszanka, którą zamówiłem specjalnie dla ciebie. Pomaga też na bóle głowy”.
Zrozumiałem wtedy, jak niebezpieczna jest nasza sytuacja. Jeśli odmówię zbyt gwałtownie, wzbudzę podejrzenia. Jeśli wypiję herbatę, będę miał poważne kłopoty. „Dobrze” – zgodziłem się w końcu, próbując zyskać na czasie. „Zostanę jeszcze kilka minut z Mią”.
Dawid zawahał się, jakby rozważał coś wewnętrznie, po czym skinął głową. „Nie zwlekaj za długo”.
Gdy tylko wyszedł, zamykając za sobą drzwi, Mia i ja wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia. „Herbata” – wyszeptała. „On będzie nalegał, żebyś ją wypiła”.
„Wiem” – odpowiedziałam, czując narastającą panikę. „Musimy się stąd wydostać natychmiast, w razie potrzeby przez okno”. Ale gdy rozważaliśmy naszą ucieczkę, usłyszałam coś, co mnie zamarło: dźwięk klucza przekręcanego w zamku, zamykającego nas od zewnątrz. David nie tylko nas obserwował. On nas uwięził.
„Zamknął nas?” – wykrzyknęła Mia, biegnąc do drzwi i próbując je otworzyć, lecz bezskutecznie.
Panika groziła mi paraliżem, ale zmusiłam się do myślenia. Skoro David nas zamknął, to znaczyło, że coś podejrzewa. Okno, zdecydowałam, szybko się do niego kierując. To była nasza jedyna droga ucieczki. Spojrzałam w dół. Upadek z wysokości około pięciu metrów na trawę poniżej. Z pewnością nie śmiertelny, ale niebezpieczny.
„To za wysoko, mamo” – powiedziała Mia, a jej twarz wykrzywił strach.


Yo Make również polubił
Nie wiedziałem, że
Mam 63 lata. Chcę Wam opowiedzieć, co jedliśmy jako dzieci na ulicy w czasach ZSRR. Rośnie wszędzie, jednak wiele osób nie zna jego mocy
Zapomniał się rozłączyć — a ja usłyszałem, że mój syn planuje coś strasznego.
Moja matka ważyła nas każdego ranka i karała na podstawie liczby. Dziesięć lat później, po policyjnym nalocie, jest w więzieniu o zaostrzonym rygorze.