Vanessa zauważyła go pierwsza. Z wysokości sceny jej oczy się zwęziły. Na jej twarzy powoli pojawił się uśmieszek, niczym u drapieżnika rozpoznającego ofiarę, która zabłądziła na niewłaściwy teren. Pochyliła się i szepnęła coś mężowi.
Brwi Corvina opadły. Urok zniknął z jego twarzy. Zszedł ze sceny, omijając inwestorów, i ruszył prosto w stronę Arlena.
„Proszę pana” – powiedział Corvin wystarczająco głośno, by zwrócić uwagę. „Czy powinien pan tu stać?”
Wyciągnął rękę i poklepał Arlena po rękawie, gestem tak lekceważącym, że aż szokującym.
Arlen mówił cicho i spokojnie. „Tu mi dobrze. Tylko obserwuję”.
Corvin zachichotał, a w jego głosie nie było śladu humoru. „Obserwujesz? Jasne”. Pstryknął palcami na przechodzącego kelnera. „Załatw temu facetowi ręcznik albo coś. Wygląda, jakby przesiąkał przez ten budżetowy garnitur”.
Kilku gości w pobliżu zachichotało. „Kto go wpuścił do strefy VIP?” – wyszeptał głośno jeden z mężczyzn.
Potem pojawiła się Vanessa. Jej obcasy stukały energicznie o marmurową posadzkę. Chwyciła kieliszek mocnego czerwonego wina z tacy, nie patrząc na kelnera. Zmierzyła Arlena wzrokiem od góry do dołu, zimnym.
„Wiesz, kochanie” – wycedziła, a jej głos ociekał protekcjonalnością – „gdybyś potrzebowała dziś wieczorem pracy, mogłeś po prostu zapisać się do agencji. Udawanie gościa to nie jest dobry pomysł”.
Arlen nic nie powiedział. Jego milczenie było lustrem, odbijającym ich brzydotę. To ją zaniepokoiło.
„Serio?” Vanessa podeszła bliżej, naruszając jego przestrzeń osobistą. „Rób swoje. Zanieś to do stolika numer trzy. Czekają.”
Przycisnęła kieliszek do jego piersi. Arlen się nie poruszył. Nie sięgnął po niego.
Uśmiech Vanessy zniknął. „Czy jesteś głuchy?”
„Pozwól mi” – przerwał mu Corvin. Wyrwał żonie szklankę z ręki. „O jednego zdezorientowanego pracownika mniej, psującego atmosferę”.
Uniósł wysoko szklankę. Upewnił się, że wszyscy na niego patrzą. Potem z szyderczym uśmiechem przechylił nadgarstek.
Ciemnoczerwona ciecz rozprysła się na Arlena. Uderzyła go w pierś, ciepła i ostra, wsiąkła w granatowy materiał, plamiąc białą koszulę pod spodem.
W pomieszczeniu rozległy się westchnienia. Muzyka zdawała się ucichnąć.
„Do cholery, on naprawdę to zrobił” – ktoś szepnął.
„On niszczy garnitur!”
Z cienia wyłoniły się telefony. Czerwone światła nagrywania mrugały niczym milczące oczy.
Vanessa zaśmiała się pod nosem. „Może teraz wie, na czym stoi”.
Arlen nawet nie drgnął. Nie wycierał gorączkowo wina. Po prostu uniósł dwa palce i otarł kroplę z brody. Poprawił mankiet. Wyprostował się.
A potem, bez jednego słowa, odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
„Ten człowiek wyszedł, jakby był właścicielem tego miejsca” – szepnął kelner, gdy przechodził Arlen.
Nikt w to nie uwierzył. A powinni byli.
Korytarz przed salą balową był chłodny i cichy. Hałas i upokorzenie ucichły za ciężkimi drzwiami.
Arlen szedł pewnym krokiem. Czuł, jak wilgotne wino przywiera do jego skóry, fizycznie przypominając mu o braku szacunku. Wypuścił raz powietrze – długi, kontrolowany oddech – i sięgnął do kieszeni.
Wyciągnął telefon. Ekran rozświetlił jego twarz w półmroku korytarza. Wybrał jeden numer.
Odebrano po pierwszym sygnale. „Gotowy na instrukcje, proszę pana.”
Głos Arlena był cichy, pozbawiony emocji. „Wycofaj ofertę”.


Yo Make również polubił
Wystarczy jedna kropla, aby wybielić zęby, wyeliminować infekcje grzybicze i zwalczyć nieświeży oddech
Pyszne Ciasto Marchewkowe z Orzechami – Prosty Przepis!
Domowy sposób na szybkie zaśnięcie i obudzenie się wypoczętym.
Karpatka