Miał na sobie jaskrawo-kremowy garnitur, który bardziej pasowałby do nocnego klubu niż na pogrzeb matki. Nie dotknął mojego ramienia. Nie ścisnął mojej dłoni. Nawet nie spojrzał na trumnę.
Wyciągnął telefon.
Ekran rozświetlił się w mroku kościoła, oświetlając jego twarz. Kciuki gorączkowo poruszały się po szybie, szczęka zacisnęła się. Na czole perlił mu się pot. To nie był smutek. To był zimny pot człowieka przypartego do muru.
Tiffany wcisnęła się obok niego. Była białą kobietą z klasy średniej na przedmieściach, która lubiła udawać, że urodziła się w penthousie. Ogromne czarne okulary przeciwsłoneczne zasłaniały jej oczy nawet w zamkniętych pomieszczeniach. Jej sukienka była za krótka i za obcisła na tę okazję. Wachlowała się programem pogrzebowym, rozglądając się dookoła z nieskrywaną pogardą.
„To miejsce to sauna” – mruknęła wystarczająco głośno, by chór usłyszał. „Nie mieli pieniędzy na klimatyzację?”
„Cicho” – syknął Terrence, ale nie schował telefonu.
Zacisnąłem mocniej dłoń na lasce – solidnym kawałku hikory, który sam wyrzeźbiłem. Zbielały mi kostki. Chciałem powiedzieć im obojgu, żeby sobie poszli. Chciałem im przypomnieć, że kobieta leżąca w tej trumnie zapłaciła za studia Terrence’a, za ich ślub i wpłaciła za nich kaucję więcej razy, niż mógłbym zliczyć.
Ale nic nie powiedziałem. Byłem człowiekiem zdyscyplinowanym. Nie chciałem robić sceny podczas powrotu Estery do domu.
Nabożeństwo się skończyło. Przeszliśmy do sali spotkań na poczęstunek. Panie z kościoła ugotowały wszystkie potrawy, które Esther uwielbiała: smażonego kurczaka, jarmuż, makaron z serem i chleb kukurydziany. Zapach był kojący dla wszystkich pozostałych.
Dla Tiffany było to obraźliwe.
Stała przy ścianie, trzymając papierowy talerzyk między dwoma palcami, jakby był skażony. Obserwowałem ją z krzesła w kącie. Przysunęła się do Terrence’a, nie zdając sobie sprawy, że mam nastawione na maksimum aparaty słuchowe.
„Nie mogę uwierzyć, że musimy jeść to tłuste jedzenie” – syknęła Tiffany. „Żołądek mi się przewraca na sam widok. I spójrz na tych ludzi. Cała ta sprawa wydaje się taka tandetna. Gdzie się podziały wszystkie jej pieniądze, Terrence? Mówiłeś, że ma oszczędności”.
„Wydała pieniądze na pigułki” – mruknął Terrence z ustami pełnymi jedzenia, którego nie raczył pobłogosławić.
„No cóż, przynajmniej ten wydatek już zniknął” – powiedziała Tiffany, cicho i szorstko się śmiejąc. „To pięćset dolarów miesięcznie wracających do naszych kieszeni”.
Moje serce zadrżało, a potem znowu zaczęło bić, powoli i ciężko z gniewu. Moja żona nie leżała nawet godzinę w grobie, a oni już świętowali, że zaoszczędzili na jej lekach na serce.
Spojrzałem na swoje dłonie. Drżały – nie ze starości, ale z pragnienia, żeby je czymś owinąć.
Pokój powoli pustoszał. Sąsiedzi podchodzili, żeby uścisnąć mi dłoń i złożyć kondolencje. Skinąłem głową i podziękowałem, ale ani na chwilę nie spuściłem wzroku z syna.
Przechadzał się przy wyjściu, co trzydzieści sekund sprawdzając zegarek.
Kiedy ostatni gość w końcu wyszedł, Terrence podszedł do mnie. Nie pytał, jak się czuję. Nie pytał, czy potrzebuję podwózki do domu. Po prostu zasłonił światło.
„Tato” – powiedział beznamiętnym głosem. „Gdzie jest klucz do sejfu mamy?”
Powoli spojrzałam na niego. Worki pod oczami, drgnięcie policzka. To był mój chłopak – chłopak, którego nauczyłam łowić ryby, chłopak, którego Esther ukołysała do snu – ale teraz patrzył na mnie jak na bankomat, który połknął jego kartę.
„Co powiedziałeś?” zapytałem szorstkim głosem.
„Klucz do sejfu” – powtórzył Terrence głośniej. „Tiffany mówi, że mama miała polisę na życie. Musimy sprawdzić dokumenty. Jako najbliżsi krewni mamy prawo do pięćdziesięciu procent”.
Tiffany podeszła do niego i skrzyżowała ramiona.
„Musimy natychmiast rozpocząć postępowanie spadkowe” – powiedziała energicznie. „Pogrzeby są drogie, Booker, a my mamy rachunki. Wiemy, że Esther trzymała gotówkę w domu”.
Wstałem. Zajęło mi to chwilę. Kolana mi zesztywniały. Opierając się na lasce, spojrzałem im obojgu w oczy.
„Mam metr dziewięćdziesiąt dwa” – powiedziałam cicho. Mimo zgarbienia wiekiem wciąż górowałam nad Tiffany. „Twoja matka jeszcze nawet nie ostygła, a ty już prosisz o pieniądze”.
„Nie chodzi o pieniądze. Chodzi o zarządzanie aktywami” – warknął Terrence. „Nie bądź uciążliwy, tato. Wiemy, że nie radzisz sobie dobrze z finansami. Dopiero co pracowałeś w magazynie. Mama zajmowała się wszystkim. Staramy się pomóc”.
„Pomocy” – powtórzyłem z gorzkim posmakiem w ustach. „Nie pomagasz. Szperasz. Nie ma dla ciebie pieniędzy, Terrence. Nie dzisiaj”.
Podszedł bliżej, naruszając moją przestrzeń, jego oczy patrzyły dziko.
„Posłuchaj mnie, staruszku” – syknął. „Nie wiesz, co się dzieje. Ten dom ma kłopoty. My też mamy kłopoty. Jeśli nie znajdziemy tych pieniędzy do końca tygodnia, będzie bardzo źle”.
„Jakiego rodzaju złego?” zapytałem.
„Taka, że lądujesz na ulicy” – warknął Terrence. „Daj mi teraz klucz, albo wywrócę ten dom do góry nogami, aż sam go znajdę”.
Sięgnął do mojej kieszeni. Moja ręka poruszyła się, zanim zdążyłam pomyśleć. Odepchnęłam jego dłoń z szybkością, która zaskoczyła nas oboje.
„Zejdź mi z oczu” – warknąłem.
Tiffany sapnęła.
„Tracisz rozum” – warknęła. „Jesteś zdezorientowany. Powinniśmy cię zbadać dla twojego bezpieczeństwa”.
„Porozmawiamy o tym później” – mruknął Terrence, zniżając głos do czegoś mroczniejszego. „Tato, masz czas do wieczora. Jeśli nie będę miał tego klucza, zadzwonię do pracownika socjalnego. Powiem im, że nie możesz mieszkać sam. Dopilnuję, żeby ten dom został sprzedany spod twoich stóp”.
Odwrócił się i wyszedł. Tiffany rzuciła mi ostatnie spojrzenie pełne obrzydzenia i poszła za nim.
Stałem sam w sali spotkań. Cisza mnie przytłaczała. Mój własny syn. Zdesperowany. Widziałem już to spojrzenie – w oczach ludzi, którzy byli winni pieniądze niewłaściwym ludziom. On nie był po prostu chciwy. On się bał.
Mój telefon zawibrował w kieszeni.
Wyciągnąłem go drżącymi rękami. Ekran był pęknięty, ale rozpoznałem nazwę.
Pan Alistair Thorne.
Szef Esther. Miliarder, który nie opuścił swojego majątku od pięciu lat.
Dlaczego do mnie dzwonił?
Odpowiedziałem.
„Booker”. Jego głos nie był już tym gładkim, władczym barytonem, który pamiętałem. Był szorstki, zdyszany.
„Panie Thorne—”
„Posłuchaj, Booker” – wtrącił. „Przeglądałem sejf, który Esther trzymała w moim prywatnym gabinecie. Zostawiła coś. Księgę rachunkową. Nagranie”.
„Nagranie?” Zmarszczyłem brwi.
„Musisz natychmiast przyjechać do mojej posiadłości” – powiedział Thorne. „Nie wracaj do domu. Nie mów Terrence’owi. Nie mów tej kobiecie, którą poślubił. Jeśli dowiedzą się tego, co ja, możesz nie być bezpieczny”.
„O czym mówisz?” – zapytałem.
„Nie czekali tylko na jej śmierć, Booker” – wyszeptał Thorne. „Ktoś im w tym pomógł”.
Pokój wirował. Chwyciłem się oparcia krzesła, żeby utrzymać równowagę.
„Proszę podejść do wejścia dla służby” – powiedział Thorne. „Brama jest otwarta. Mam tu kogoś, z kim musi się pan zobaczyć”.
Rozłączyłem się.


Yo Make również polubił
Niebo w Gębie: Pyszne Ciasto z Jabłkami, Które Pokochasz!
Szklanka soku z selera obniża nadciśnienie, poziom cukru oraz ból związany z zapaleniem stawów i dną moczanową
Matka ma 77 szwów na ramieniu po zignorowaniu „normalnego” znamienia
Kremowa Rozkosz Kawowa: Delikatny Deser dla Miłośników Kawy