Znajomi mojego narzeczonego żartowali, że ma „zapasową narzeczoną”, która czeka, gdybym kiedykolwiek coś schrzaniła. Uśmiechnęłam się, jakby to nie był żaden problem. Potem podeszłam do dziewczyny, o której mówili, włożyłam jej w dłoń tani pierścionek za 100 dolarów i powiedziałam: „No dalej. Teraz jest twój”. W całym pokoju zapadła cisza, w końcu poczułam, że panuję nad sytuacją. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Znajomi mojego narzeczonego żartowali, że ma „zapasową narzeczoną”, która czeka, gdybym kiedykolwiek coś schrzaniła. Uśmiechnęłam się, jakby to nie był żaden problem. Potem podeszłam do dziewczyny, o której mówili, włożyłam jej w dłoń tani pierścionek za 100 dolarów i powiedziałam: „No dalej. Teraz jest twój”. W całym pokoju zapadła cisza, w końcu poczułam, że panuję nad sytuacją.

Oczywiście, że mi to odpowiadało. To była ironia. To byliśmy my.

Ale kiedy następnego dnia w biurze pokazałem jej pierścionek osobiście, uniosła idealnie uniesioną brew, nic nie powiedziała i wróciła do kawy. Ta cisza mówiła wszystko, czego nie mogły powiedzieć jej słowa. Poczułem wtedy iskierkę wątpliwości – drobną, ledwo widoczną. Ale szybko ją stłumiłem, powtarzając sobie, że jestem płytki, że miłości nie mierzy się wielkością kamienia ani ceną na paragonie.

Jakub był inny. Tak sobie powtarzałem. Był prawdziwy.

Planowanie przyjęcia zaręczynowego okazało się bardziej skomplikowane, niż się spodziewałam. Jacob chciał, żeby było luźno – jego znajomi, moje mieszkanie, piwo, wino, nic specjalnego. Jego matka, Eleanor, miała inne plany.

Eleanor była kobietą, która nosiła perłowe kolczyki na brunch i miała zdecydowane zdanie na każdy temat, od srebra stołowego po gęstość nici. Marzyła o formalnej kolacji w klubie golfowym, do którego należała – z wydrukowanymi zaproszeniami, posiłkiem na siedząco, czymś, co oznajmiłoby jej kręgowi towarzyskiemu, że jej syn się żeni.

Dobrze.

Zaproponowałem kompromis, miłą restaurację, coś pomiędzy. Jacob natychmiast to odrzucił.

„Moim przyjaciołom by się to nie spodobało, Grace. Czuliby się, jakby musieli się dobrze zachowywać. To ma być zabawa.”

Zrobiliśmy więc to po jego myśli. Mój loft. Luźny strój. Dwadzieścia osób, z których większość widziałam tylko raz czy dwa. Spędziłam cały tydzień przed imprezą na przygotowaniach – sprzątając każdy kąt mieszkania, kupując trzy rodzaje sera i dwa rodzaje krakersów, tworząc deskę wędlin i wędlin, która mogłaby być sfotografowana do magazynu, i wieszając żarówki Edisona na odsłoniętych ceglanych ścianach, żeby stworzyć tę ciepłą, intymną poświatę, która według Jacoba wyglądałaby idealnie.

Pomógł mi, wysyłając zaproszenia i mówiąc mi, żebym się nie stresowała.

Rankiem w dniu imprezy wpadłam na panią Chin na korytarzu. To moja sąsiadka, starsza wdowa, która mieszka w tym budynku od trzydziestu lat. Zawsze pyta o moje życie z takim samym szczerym zainteresowaniem, jakie mają starsze kobiety, kiedy już zobaczą wystarczająco dużo, by wiedzieć, co jest ważne. Niosłam właśnie torby z zakupami z samochodu, kiedy przytrzymała mi drzwi windy.

„Dziś wielka noc” – powiedziała z ciepłym uśmiechem.

„Tak. Przyjęcie zaręczynowe.”

„Och, jak cudownie. Czy już ustaliliście datę?”

Przesunęłam torby, które trzymałam w rękach.

„Jeszcze nie. Jakub chce najpierw przez chwilę cieszyć się zaręczynami. Bez pośpiechu.”

Uśmiech pani Chin nie zgasł, ale coś zmieniło się w jej oczach. Obrzuciła mnie długim, wyważonym spojrzeniem.

„Mężczyzna, który jest pewien, że nie musi czekać” – powiedziała cicho.

Potem drzwi windy otworzyły się na jej piętrze i wyszła, zostawiając mnie samą z zakupami i ściśniętym sercem. Próbowałam otrząsnąć się z jej słów, powtarzając sobie, że jest staroświecka, że ​​nie ma jednej, konkretnej daty, że między mną a Jacobem wszystko w porządku. Tego wieczoru starannie się przygotowałam.

Wybrałam prostą, granatową sukienkę, nic zbyt formalnego, nic, co mogłoby sprawić, że koledzy Jacoba ze studiów poczuliby się nie na miejscu. Stanęłam przed lustrem w łazience, poprawiając dekolt, wygładzając włosy i wpatrując się w swoje odbicie, jakbym próbowała ją przekonać, że wszystko jest w porządku. Pierścionek odbijał światło górnego światła – matowe, młotkowane srebro, cyrkonie sześcienne, które nie błyszczały.

„Ironiczne” – przypomniałem sobie.

Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem sobie, żeby przestać się nad tym zastanawiać. Sceptycyzm Mai zakorzenił się w mojej głowie. Komentarz pani Chin nic nie znaczył. Musiałem się po prostu zrelaksować i cieszyć się świętowaniem.

Ale gdy usłyszałam pierwsze pukanie do drzwi, gdy wymusiłam uśmiech i otworzyłam je, by przywitać nieznajomych w moim domu, nie mogłam uciszyć cichego, natarczywego głosu szepczącego w głębi mojej głowy.

Coś jest nie tak.

Po prostu jeszcze nie wiedziałem, jak przerażająco trafny był ten głos.

Pierwsi goście pojawili się o siódmej i już po kilku minutach zrozumiałam, że to nie będzie moja impreza. Koledzy Jacoba ze studiów wparowali do środka, jakby byli właścicielami tego miejsca – głośne głosy, poklepywanie po plecach, żarty śmigające po moim poddaszu, zanim jeszcze raczyli mnie zauważyć. Stałam przy wejściu z uśmiechem, który, jak miałam nadzieję, wyglądał na powitalny, przyjmując płaszcze i butelki wina od gości, kierując ich w stronę stolika z napojami, który perfekcyjnie ustawiałam przez godzinę.

„Ty pewnie jesteś Grace” – powiedział jeden facet – Cal, chyba miał na imię. Spotkaliśmy się już kiedyś w barze kilka miesięcy temu.

Nie czekając na moją odpowiedź, minął mnie i przeszedł w kierunku Jacoba, który już stał przy kuchennej wyspie.

Obserwowałem przemianę Jacoba. Był wszędzie naraz, poruszał się po pokoju z energią, którą rzadko widywałem w domu – dolewał drinków, puszczał głośno muzykę, opowiadał historie, które wszystkich doprowadzały do ​​szału. Historie, w których nie brałem udziału. Wspomnienia z czasów, które mnie nie dotyczyły.

Za każdym razem, gdy próbowałam przyłączyć się do rozmowy, stanąć obok niego, jakbyśmy dziś wieczorem stanowili drużynę, on się oddalał: ręka na ramieniu kogoś innego, kolejny drink do nalania, kolejny śmiech do ścigania.

O kwadrans ósma po cichu zaakceptowałam swoją rolę – gospodarza, a nie gościa honorowego. Po prostu osoby, która pilnuje, żeby nikomu nie zabrakło kieliszka. Napełniłam wiaderko z lodem, wytarłam rozlany płyn na stoliku kawowym, przełożyłam deskę wędlin i serów, na którą wydałam czterdzieści dolarów, dbając o to, żeby salami roses wyglądały idealnie jak z magazynu, mimo że nikt nie zwracał na to uwagi.

Trevor był już pijany. Poznałam to po tym, jak się chwiał, gdy gestykulował, a jego głos rósł z każdym otwieranym piwem. Był najlepszym przyjacielem Jacoba ze studiów – facetem, który wciąż uważał, że stoiska z beczkami to szczyt ludzkich osiągnięć, który mierzył przyjaźń liczbą żenujących historii, jakie mógł o tobie opowiedzieć publicznie. Nigdy mnie nie lubił. A może po prostu mnie nie dostrzegał. Tak czy inaczej, każda jego historia zdawała się mieć na celu przypominanie zebranym, że znał Jacoba dłużej, rozumiał go lepiej, miał prawo do wersji jego osoby, do której ja nigdy nie będę miała dostępu.

Wróciłam do kuchni i krojłam kolejny cheddar, gdy usłyszałam, że drzwi się otwierają. Nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że to Sienna. Po zmianie w głosie Jacoba poznałam, że stał się łagodniejszy, cieplejszy, inny. Podniosłam wzrok znad deski do krojenia.

Stała w drzwiach w czarnej, kopertowej sukience, która wyglądała, jakby pasowała na koktajlowe przyjęcie w centrum miasta, a nie na luźne spotkanie w lofcie. Jej włosy opadały idealnie falami. Jej uśmiech był pewny siebie, swobodny, jakby była tu już tysiąc razy.

Jacob przeszedł przez pokój czterema długimi krokami. Przytulił ją mocno, ale uścisk trwał zbyt długo. Jego dłoń zatrzymała się na dolnej części jej pleców. Zaśmiał się, radośnie i swobodnie, i powiedział coś, czego nie dosłyszałam, co wywołało uśmiech na jego twarzy.

Spojrzałam na nóż do sera w dłoni i skupiłam się na jego ruchu. Cienkie plasterki, równe cięcia. Oddychaj. Zazdrość była nieatrakcyjna. Zazdrość była niesprawiedliwa. Byłam paranoiczką. Powtarzałam to jak mantrę, ale moje ręce nie przestawały się trząść. Kuchnia nagle wydała mi się zbyt ciepła, zbyt mała.

Słyszałem, jak głos Sienny mieszał się z głosem Jacoba, jego przyjaciele witali ją, jakby była częścią wewnętrznego kręgu.

Pewnie tak. Znała ich wszystkich dłużej niż ja.

Kiedy w końcu zaniosłem napełnioną deskę z powrotem do salonu, Sienna siedziała na mojej kanapie. Jacob siedział obok niej, swobodnie opierając rękę na poduszkach oparcia, nie dotykając jej bezpośrednio, ale blisko. Zbyt blisko.

Położyłam tablicę na stoliku kawowym i nikt nawet na nią nie spojrzał. Muzyka stała się głośniejsza. Rozmowy stały się ożywione. Dryfowałam po swoim domu, jakbym była niewidzialna, zbierając puste butelki, uśmiechając się, gdy ktoś mi dziękował, czując się bardziej samotna niż kiedykolwiek, otoczona ludźmi.

Wtedy Trevor wstał. Chwiał się, ściskając butelkę piwa, jakby to ona utrzymywała go w pionie.

„Hej, hej, wszyscy!” krzyknął, przekrzykując muzykę. „Chcę wznieść toast”.

Kilka osób się odwróciło. Głośność lekko spadła. Żołądek ścisnął mi się, nie wiedząc dlaczego. Jacob roześmiał się z kanapy.

„Trevor, człowieku, usiądź.”

„Nie, nie, to jest ważne.”

Trevor uniósł butelkę wyżej, uśmiechając się, jakby miał zamiar dać najlepszy występ wieczoru.

„Jakubowi i Grace!”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Miękka, pikantna brioszka:

Pieczenie – posmaruj wierzch żółtkiem i wstaw do nagrzanego piekarnika (180°C, góra-dół) na około 30–35 minut, aż brioszka nabierze złotobrązowego ...

Koperty z camembertem i żurawiną

Ciasto francuskie rozwijamy na blacie i dzielimy na równe kwadraciki. Na każdym kawałku umieszczamy odrobinę konfitury żurawinowej i kawałek sera ...

7 Roślin, które rosną i kwitną w wodzie – bez użycia ziemi!

Te pływające rośliny wodne charakteryzują się pięknymi lawendowo-niebieskimi kwiatami oraz błyszczącymi, zaokrąglonymi liśćmi. Wodna hyacinta rośnie bardzo szybko, a jej ...

Naśmiewali się z mojego spadku po dziadku – dopóki nie zobaczyli, co to naprawdę jest

Tylko w celach ilustracyjnych Zainspirowany, rzuciłem się w wir realizacji marzenia, którego on nigdy nie zdołał zrealizować: założyłem firmę tekstylną ...

Leave a Comment